Magazyn Teologiczny Semper Reformanda
* ECCLESIA * SEMPER * REFORMANDA * EST *

 Tematy Magazynu SR  
Biblia
Dokumenty
Teologia
Katolicyzm
Prawosławie
Protestantyzm
Historia Kościoła
Ekumenizm
Debaty o Kościele
Duchowość
Komentarze do Psalmów
Religia - judaizm
Religia - islam
Kościół a nowe idee
Religia i kultura
Kościół w świecie
Kościół zwiastowania

 Menu Użytkownika  
Login:

Hasło:

Nie masz konta?
Zarejestruj się
(podajesz TYLKO login i adres e-mail)


 TEMAT TYGODNIA: Lumen fidei (Światło wiary) - komentarz
 Autor:  Dariusz Bruncz   
 Data:  07.07.2013 00:26
 Przeczytane:  4104 razy  

5 czerwca zaprezentowana została encyklika Lumen fidei (Światło wiary), sygnowana przez papieża Franciszka, jednak zarówno pod względem doboru tematów, cytowanych źródeł i języka tekst encykliki jest na wskroś dziełem Benedykta XVI. Po encyklikach o miłości i nadziei jesteśmy zaproszeni na rekolekcje o wierze i to wcale nie łatwe, a intelektualnie i duchowo wymagające. Papież ściąga marzycieli na ziemię, a przekonanych o tym, że już wszystko widzieli zachęca do „odzyskania światła”. (4)



Encyklika Lumen fidei jest szczególnym dziełem – podpisana przez papieża Franciszka jest duchową i teologiczną spuścizną papieża Benedykta, co przyznaje obecny Biskup Rzymu: „Te refleksje na temat wiary – zgodne z tym wszystkim, co Magisterium Kościoła powiedziało o tej cnocie teologalnej – pragnę dołączyć do tego, co Benedykt XVI napisał o miłości i nadziei. Prawie skończył on pracę nad pierwszym szkicem encykliki o wierze. Jestem mu za to głęboko wdzięczny i w duchu Chrystusowego braterstwa przejmuję jego cenne dzieło, dodając do tekstu kilka przemyśleń.” (7)

Powyższe stwierdzenie Franciszka jest niezwykle istotne, gdyż zaprzecza pojawiającym się supozycjom, że wybór Franciszka oznacza zerwanie nie tyle ze stylem, co teologicznym ukierunkowaniem poprzedniego papieża. Franciszkowi należy się ogromne uznanie i szacunek za piękny gest pokory wobec swojego poprzednika, a przede wszystkim za świadectwo wiary, które można streścić pierwszymi słowami Psalmu 115: „Nie nam, Panie, nie nam, ale imieniu swemu daj chwałę, dla łaski swojej, dla wierności swojej!

Lumen fidei to nie tylko opowieść o wierze w biblijnej i patrystycznej osnowie. To również ostra i czasami druzgocąca diagnoza współczesności, którą tak dobrze znamy z encyklik o miłości i nadziei. To, co szczególnie uderza to odwaga tych rekolekcji – autor nie ucieka przed wyzwaniami otaczającego nas świata, nie zamyka się w religijnej twierdzy, do której nie dochodzą spory i dylematy dzisiejszych chrześcijan oraz ludzi zdystansowanych od instytucjonalnych przejawów chrześcijaństwa. Zamiast promowania sakralnego autyzmu encyklika zaprasza, czy nawet wymusza wejście w sam środek zgiełku i festiwalu świateł, jest wkroczeniem w świat, w którym wiara chrześcijańska jest jedną z mniej kolorowych aplikacji do wyboru, która nie zdumiewa jak kiedyś, a jawi się jako coś iluzorycznego, niczym 'złudne światło', które „pomniejsza zasięg ludzkiej egzystencji.” (2) Nie taka jest wiara chrześcijan, nie jest ucieczką spowodowaną brakiem światła, nie jest też światełkiem na własny użytek, ale busolą, która prowadzi do prawdziwego światła, którego tak bardzo potrzebujemy: „Gdy brakuje światła, wszystko staje się niejasne, nie można odróżnić dobra od zła, drogi prowadzącej do celu od drogi, na której błądzimy bez kierunku.” (2)

Wiara ukazana w encyklice nie jest abstrakcyjnym strumieniem świadomości, chwilowym uniesieniem, a wielką obietnicą wpisaną w dzieje Izraela, tworzącą czas i przestrzeń, rzeczywistość obecną również w kulturze. Światło, które niesie wiara – jak czytamy – związane jest z konkretnym opowiadaniem o życiu, z wdzięcznym wspominaniem dobrodziejstw otrzymanych od Boga i stopniowym spełnianiem Jego obietnic. Wyraziła to bardzo dobrze gotycka architektura: w wielkich katedrach światło dochodzi z nieba przez witraże, na których przedstawiona jest historia święta. (12) Światło wiary jest otwarciem boskich bram – nie jakiegoś oderwanego od ludzkiego błądzenia i poszukiwania systemu wierzeń. Światło wiary wskazujące na Chrystusa jest wolnością, która – tak jak w czasach Izraela – pozwala dostrzec prawdziwego Boga, umożliwia wyswobodzenie się z niewoli bałwochwalstwa: „Człowiek, gdy traci zasadnicze ukierunkowanie, które spaja jego życie, gubi się w wielorakości swoich pragnień (…) Dlatego bałwochwalstwo jest zawsze politeizmem, poruszaniem się bez celu od jednego pana do drugiego. Bałwochwalstwo nie wskazuje jednej drogi, lecz wiele szlaków, które nie prowadzą do wyraźnego celu, a raczej tworzą labirynt.” (13).

Myliłby się jednak ten, kto próbowałby zarzucić papieżowi schematyczne, czarno-białe myślenie, w którym nie ma miejsca na dramat szarości. Odwołując się do obrazu Chrystusa w grobie Hansa Holbeina, który przywołuje F. Dostojewski, papież wskazuje na rozległe mroki i wyboistą drogę wiary prowadzącą do chwili czy nawet momentów, kiedy wierzymy, a więc zawierzamy się Jezusowi – to znaczy: „przyjmujemy Go osobiście w naszym życiu, przyłączając się do Niego w miłości oraz idąc za Nim na naszej drodze.” (18) Papież podkreśla, że zbawienie, który jest wypełnieniem wiary, jest darem, niezasłużonym w żaden sposób przez człowieka. Iluzja samousprawiedliwienia obraca się w pył wobec Bożego działania, a człowiek polegający na sobie poddaje się destrukcyjnemu przekonaniu o samowystarczalności: „Taki człowiek, nawet jeśli zachowuje przykazania, nawet jeśli pełni dobre uczynki stawia w centrum siebie i nie uznaje, że źródłem dobroci jest Bóg. Kto tak postępuje, kto chce być źródłem własnej sprawiedliwości, widzi, że szybko ona się wyczerpuje, oraz odkrywa, że nie może nawet dochować wierności prawu.” (19).

Papież kładzie silny nacisk na wspólnotowy wymiar wiary, podkreślając, że „wiara z konieczności ma formę kościelną” i w żadnym wypadku nie jest sprawą prywatną (22). Jest ona również powiązana z prawdą, gdyż bez niej staje się pustym odgłosem, zaledwie cieniem samej siebie: „Wiara bez prawdy nie zbawia, nie daje pewności naszym krokom. Pozostaje piękną baśnią, projekcją naszych pragnień szczęścia, czymś, co nas zadowala jedynie w takiej mierze, w jakiej chcemy ulegać iluzji.” (24) Czyż właśnie nie był to główny zarzut filozofów – Feuerbacha, Nietzsche’go i Marxa, zarzucających chrześcijaństwu emisję „złudnego światła”, zaledwie projekcji wielkich tęsknot i marzeń? Pytanie o prawdę nie jest czymś fakultatywnym – ono dotyczy naszej głębokiej pamięci (25), dotyczy całego naszego jestestwa, naszych zmysłów, gdyż „wierzyć to słuchać i jednocześnie widzieć” (30).

Wiara powiązana jest z obietnicą (nadzieją), ale również z miłością również wobec tych, którzy naszej wiary nie podzielają, dlatego papież wyraźnie stwierdza, że „wiara nie jest bezwzględna, lecz wzrasta we współżyciu w poszanowaniu drugiego człowieka. Wierzący nie jest arogancki; przeciwnie, prawda daje mu pokorę, bo wie on, że to nie my ją posiadamy, ale to ona nas bierze w posiadanie. Nie powodując bynajmniej usztywnienia postaw, pewność wiary nakazuje nam wyruszyć w drogę i umożliwia dawanie świadectwa i dialog ze wszystkimi.” (34) Zastanówmy się, co mogłyby zacytowane słowa oznaczać w ekumenicznym kontekście – wprawdzie encyklika nigdzie nie mówi o ekumenizmie w sposób dosłowny to jednak wyraźnie porusza tematy fundamentalne dla refleksji o jedności. Niemniej jednak uwzględniając ekumeniczną perspektywę zastanawiać może i – piszącego te słowa – w jakiś sposób niepokoi zbyt formalne, jeśli nie formalistyczne ujęcie (jedności?) wiary, które osłabia ogromną siłę wcześniejszego oraz zawartego w dalszej części świadectwa o wierze: „(…) wszystkie prawdy wiary łączą się w jedno, negowanie którejś z nich, choćby spośród tych, które mogą wydawać się mniej ważne, oznacza szkodzenie całości.” (48). Czy jest to postawa dbałości o czystość wiary? A może zdradza ona lęk? Czy wiara jest gmaszyskiem zbudowanym z misternie posklejanych cegiełek, których usunięcie – nawet najmniejszej – stawia pod znakiem zapytania całość przedsięwzięcia? Czy raczej naturą wiary nie jest jej chwiejność i słabość, a w konsekwencji jej zdanie się na działania Ducha, który wieje kędy chce?

Encyklika zawiera również ciekawą refleksję o znaczeniu sakramentów w życiu Kościoła jako nośników przekazywania pamięci (40) – „sakramenty są sakramentami wiary”, przy czym „sakramentalna natura wiary ma swój najwyższy wyraz w Eucharystii. Jest ona cennym pokarmem dla wiary, spotkaniem z Chrystusem, obecnym w sposób realny przez najwyższy akt miłości, dar samego siebie, rodzący życie.” (44)

Wiara chrześcijanina, co już zostało powiedziane, nie jest ideą na prywatny użytek, a rzeczywistością determinującą całego człowieka, ona wręcz „pozwala zrozumieć architekturę relacji ludzkich, ponieważ dostrzega ich głęboki fundament i ostateczne przeznaczenie w Bogu, i w Jego miłości, dzięki temu oświeca sztukę budowania, służąc dobru wspólnemu.” (51) Wiara jest ważna dla wspólnot, społeczeństw, bo „jeśli usuniemy wiarę w Boga z naszych miast, osłabnie zaufanie między nami, będziemy razem tylko ze strachu i zagrożona będzie stabilność.” (55)

Lumen fidei to kopalnia duchowości. Zawiera mnóstwo momentów, skłaniających do zatrzymania się i zadania pytania: Jaka jest twoja wiara? Jak ty wierzysz? Czy wierzysz z innymi? Pokazuje również, że wiara nie jest wysiłkiem tytanów, nie jest siłą wyjaśniającą wszystko i rozwiązującą wszystkie problemy: „Wiara nie jest światłem rozpraszającym wszystkie nasze ciemności, ale lampą, która w nocy prowadzi nasze kroki, a to wystarcza by iść.” (57)

Wystarcza, by iść za Chrystusem…

Numery w nawiasach odpowiadają numerom w encyklice.


 Odnośniki  
  • Więcej autorstwa Dariusz Bruncz
  • Więcej z sekcji Kościół zwiastowania

  •  Opcje Artykułu  
  • Wyślij Znajomemu
  • Wersja Do Wydruku


  • Lumen fidei (Światło wiary) - komentarz | 0 komentarzy | Załóż Konto
    Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.