Magazyn Teologiczny Semper Reformanda
* ECCLESIA * SEMPER * REFORMANDA * EST *

 Tematy Magazynu SR  
Biblia
Dokumenty
Teologia
Katolicyzm
Prawosławie
Protestantyzm
Historia Kościoła
Ekumenizm
Debaty o Kościele
Duchowość
Komentarze do Psalmów
Religia - judaizm
Religia - islam
Kościół a nowe idee
Religia i kultura
Kościół w świecie
Kościół zwiastowania

 Menu Użytkownika  
Login:

Hasło:

Nie masz konta?
Zarejestruj się
(podajesz TYLKO login i adres e-mail)


 Kryzys nauki o usprawiedliwieniu
 Autor:  Dariusz Bruncz   
 Data:  24.06.2012 17:09
 Przeczytane:  5192 razy  

Lecz wtedy Bóg użalił się niedoli mej bez miary, na miłosierdzie wspomniał swe, zaniechał słusznej kary. Ojcowski na mnie zwrócił wzrok i zstąpił w nędzy mojej mrok, by dać, co miał najdroższe – to słowa pochodzące z pieśni ks. dr. Marcina Lutra Nun freut euch, lieben Christen g’mein (ŚE 641,4) z 1523 r., którą uważa się za sumę Lutrowej nauki o usprawiedliwieniu. W ciągu ostatnich 50 lat była dyskutowana na płaszczyźnie ekumenicznej z Kościołem rzymskokatolickim (Wspólna Deklaracja o Usprawiedliwieniu, 1999) oraz wewnątrz komunii luterańskiej, a także w kontekście wyzwań postanowionych przez tzw. New Perspective on Paul.



Niestety w polskiej refleksji teologicznej od dawna brakuje twórczego poruszenia – można odnieść wrażenie, że obowiązuje prosta recepta: im mniej teologii, tym bezpieczniejsza przyszłość; im bardziej będziemy sceptyczni wobec zachodniej teologii (synonimu nowinkarstwa i zepsucia), tym lepiej dla odporności polskiego luteranizmu na wstrząsy wywoływane przez sekularyzm. Takie podejście pozwoliło zachować cenne aspekty tradycyjnej pobożności, jednak de facto wyłączyło polski luteranizm z krwiobiegu teologicznego i źródeł inspiracji dla pogłębienia i rozwinięcia własnej tożsamości. Prawda jest smutna: polscy teolodzy luterańscy – z drobnymi wyjątkami – nie uczestniczyli w reformacyjnym procesie ponownego odczytywania Ewangelii o usprawiedliwieniu grzesznika w kontekście współczesności. Przespaliśmy kluczowe momenty teologicznych zmagań. Pozbawiliśmy się narzędzi do rozmowy ze społeczeństwem, dla którego mowa o usprawiedliwieniu z łaski przez wiarę jest niezrozumiała.

Trudne usprawiedliwienie

O trudnościach związanych z nauką o usprawiedliwieniu mówi się od dawna. W 1963 roku w deklaracji końcowej IV Zgromadzenia Ogólnego Światowej Federacji Luterańskiej (ŚFL) w Helsinkach stwierdzono, że współczesny człowiek nie stawia już Lutrowego pytania o łaskawego Boga, ale zadaje o wiele bardziej radykalne pytania: „Gdzie jest Bóg?” albo „Czy Bóg istnieje?”

Helsinki miały rozpocząć ogólnoluterańską debatę nad znaczeniem usprawiedliwienia dzisiaj, jednak nie udało się stworzyć przekonującej (re)interpretacji usprawiedliwienia, która pośród wszystkich kontekstualizacji byłaby uniwersalnie czytelną ilustracją luterańskiej tożsamości. W 2008 r. Konferencja Biskupów Zjednoczonego Kościoła Ewangelicko-Luterańskiego Niemiec (VELKD), odnosząc się do diagnozy z Helsinek 1963 stwierdziła, że „nieumiejętność ŚFL w rzeczowym wyłożeniu tematyki usprawiedliwienia dla współczesności jest stratą zdobytych niegdyś refleksji” [1].

Z okazji 60-lecia VELKD zorganizowano konferencję, która miała podjąć próbę odpowiedzi na wyzwania nauki o usprawiedliwieniu. Oczywiście można wybrać „ucieczkę do przodu” i unieważnić potrzebę ewangelickiego aggiornamento odnośnie nauki o usprawiedliwieniu, funkcjonującej gdzieniegdzie jako nienaruszalne sacrum „wiernie i wystarczająco” (nieomylnie?) zinterpretowane w księgach wyznaniowych luteranizmu, przy których nie wolno „majstrować”. Pozostaje jednak pytanie o przystawalność tego przekazu – choćby w warstwie językowo-literackiej – do dylematów współczesnego człowieka. Publikacja ŚFL w Roku Jubileuszowym pokazała [2], jak wiele aspektów nauki o usprawiedliwieniu istnieje w luterańskiej rodzinie: globalizacja, perspektywa feministyczna, teologia wyzwolenia, filozoficzne, etyczne, kulturowe i wieloreligijne czynniki itd. Nie chodzi bynajmniej o wymuszoną inkulturację międzynarodowych tematów w Polsce i przyjęcia poprawnej politycznie agendy spod znaku ideologii gender i skrajnej inkluzji, jednak brak uwzględnienia różnych wizji zawęża horyzont, prowadząc stopniowo do teologicznej bezrefleksyjności.

Jakie problemy stwarza nauka o usprawiedliwieniu? Mówimy o tym, co dotyka korzeni reformacyjnego przełomu i stanowi teologiczny aksjomat luteranizmu. Mniejszościowy charakter naszego Kościoła sprawia, że wielu z nas – prywatnie i zawodowo – spotyka się z pytaniem o różnice między luteranizmem a rzymskim katolicyzmem. Często informacje wynoszone ze szkół są płytkie i sprowadzają się do półprawdziwych konstatacji w mało istotnych kwestiach: luteranie nie wierzą w Marię i świętych i ich księża mają żony. Uwzględniając takie zaplecze myślowe, trudno przejść do usprawiedliwienia z łaski przez wiarę, tym bardziej, że wyjaśnienia wymaga sam termin usprawiedliwienie – to właśnie on staje się w wielu społeczeństwach (także tych ukształtowanych przez luterańską reformację) pierwszą przeszkodą w zrozumieniu, o co właściwie w nim chodzi. Zwraca na to uwagę m.in. Wilfried Härle, niemiecki teolog luterański, wskazując [3], że pojęcie usprawiedliwienia (Rechtfertigung) stanowi poważną barierę komunikacyjną. Funkcjonuje ono bowiem – zarówno w języku niemieckim, jak i polskim – w znaczeniu „wytłumaczenia się kogoś”, „uzasadnienia własnego stanowiska”, a w dalszym kroku „bycia sprawiedliwym”. Także pojęcie sprawiedliwości oraz bycia sprawiedliwym przed Bogiem staje się w swojej wieloznaczeniowości i archaiczności co najmniej mętne.

Trudność dzisiejszego mówienia o usprawiedliwieniu wiąże się wg Härlego również z obrazem Boga jako czuwającego nad wszystkim surowego sędziego, którego bezwzględne oblicze „zmiękczane” jest poprzez pojawienie się Chrystusa – ten obraz wpisany jest w XVI-wieczną polemikę reformatorów ze scholastyką i klasyczną narrację o usprawiedliwieniu. Do tego dochodzi postrzeganie człowieka, wyzwolonego i w swojej autorefleksji autonomicznego, który z gigantycznym trudem – jeśli w ogóle – może powiedzieć o sobie „Ja biedny, nędzny, grzeszny człowiek” – nie tylko z powodu zaniku kategorii grzechu i napiętnowania tzw. poczucia winy. Kolejnym szeroko dyskutowanym w świecie chrześcijańskim zagadnieniem jest odkupienie, a więc zbawienie grzesznika przez zastępczą śmierć Chrystusa na krzyżu. W tym sensie nauka o usprawiedliwieniu jest dla wielu ludzi przebrzmiała, staromodna i absurdalna lub, ujmując rzecz ironicznie, jest typową kościelną nauką, udzielającą odpowiedzi na pytania, których nikt już nie stawia. Härle porusza też inny wymiar usprawiedliwienia, w którym to nie człowiek jest usprawiedliwiany przez Boga, ale sam Bóg staje w obliczu ludzkiej tragedii jako oskarżony, jako Ten, który musi się usprawiedliwić (teodycea).

Wyjścia z opisanych trudności nie ułatwia apologetyczny eskapizm ku XVI-wiecznym formułom teologicznym. Posługują się one jurydycznym ujęciem usprawiedliwienia. Jest to jednak termin prawniczy znacznie ograniczający dynamikę wydarzenia, którego centrum stanowi Ukrzyżowany: Bóg bez zasługi człowieka, a ze względu na Chrystusa przypisuje człowiekowi sprawiedliwość. Byłoby wielką niesprawiedliwością, nonszalancją i po prostu głupotą odrzucenie en bloc „tradycyjnej” narracji o usprawiedliwieniu – wśród teologów luterańskich nie brakuje i takich, którzy starają się o nowe, bardziej egzystencjalne odczytanie jurydycznego usprawiedliwienia (np. amerykański teolog Gerhard Forde), jednak jeszcze większą nieroztropnością byłoby zacementowanie starych sformułowań i postrzeganie ich jako gwarancji luterańskiej prawowierności.

Nauka o usprawiedliwieniu dziś

Już samo pojęcie nauka o usprawiedliwieniu stwarza trudności. Nauka to termin problematyczny, ponieważ odnosi się do empirii, którą możemy objąć logicznie spójnymi systemami, słowami, czymś, co w jakiejś mierze jest weryfikowalne. Słowo nauka odbiera „duchowy polot” wydarzeniu usprawiedliwienia, oznaczającemu w swojej głębi spotkanie z Chrystusem, zaufanie Bogu. Zaufanie – a więc prawdziwa wiarę, która „nie jest spsychologizowana w holding pewnych opinii lub stanowisk, gdyż w ten sposób zbawienie byłoby produktem uczynku, który zredukowałby łaskę do jeszcze bardziej taniego produktu niż czynili to najgorsi sprzedawcy odpustów.” [4] To spotkanie i przyjaźń z Chrystusem wyrażane jest w tradycji luterańskiej na różne sposoby i właśnie ta różnorodność zbyt rzadko dochodzi do głosu. Utrudnia to eliminowanie nieprawdziwych tez jakoby nauka o usprawiedliwieniu była artefaktem dawnej polemiki, która nijak ma się do rzeczywistości. Na szczęście nie brakuje ważnych impulsów, które pokazują sposoby „przetłumaczenia” nauki o usprawiedliwieniu na współczesny język, zarówno w kontekście społeczno-etycznym (godność i życie człowieka są darem, na który nie można sobie zapracować), jak i teologicznym.

Celem ponownego odczytania nie jest unieważnienie nauki o usprawiedliwieniu jako cantus firmus luterańskiej teologii, a właśnie jej ponowne odkrycie, które może wyjść poza ramy XVI‑wiecznej kontrowersji. Nauka o usprawiedliwieniu nie jest przecież celem w samym sobie – ani totemem, ani w najmniejszym stopniu odpowiednikiem Najświętszego Sakramentu adorowanego w wielu denominacjach tradycji katolickiej, ale jest sposobem mówienia o bezwarunkowej miłości Boga do człowieka, opowieścią o dziele Wielkiego Miłosierdzia, które dotyka i przenika człowieka na wskroś. Trafnie ujmuje to luterański teolog Vítor Westhelle: Bóg zbawia nas, gdy znajdujemy się na etapie pokory, złamania i totalnego zepsucia, ponieważ  to właśnie wtedy Bóg dociera do nas i czyni to nie dlatego, że sięgnęliśmy dna, ale dlatego, że już nie negujemy naszego rzeczywistego stanu [5]. To jest właśnie jedna z możliwych melodii o usprawiedliwieniu, która zarówno w zwiastowaniu, jak i teologicznych poszukiwaniach umożliwia nową perspektywę Lutrowego pytania. Więcej – pomaga w szerszym spojrzeniu na samego Reformatora, często stawianego w fałszywej opozycji do starokościelnego dziedzictwa z użyciem racjonalistyczno-apologetycznego arsenału, który na długie wieki wypłukał ważne obszary luterańskiej duchowości na rzecz powierzchownego konfesjonalizmu i antyrzymskiego afektu.

Przykładem innego odczytania Lutra i samej nauki o usprawiedliwieniu jest poszerzenie pola widzenia o wymiar mistyczny, odkrycie mistyki u Lutra, który nie był „przedstawicielem elitarnej mistyki, nie powoływał się na ekstatyczne przeżycia i oświecenia umysłu, nie pisał także dla duchowych alpinistów i wirtuozów”, ale w swoich tekstach wskazywał na „prostą miłość do Chrystusa, która wyrusza na drogę krzyżową codzienności” – tam właśnie dochodzi do najbardziej intymnego spotkania z Bogiem, który stał się człowiekiem. [6]

Ugrzęźnięcie teologii w koleinach starych sporów i recytowanie nauki o usprawiedliwieniu wraz z jej mało zrozumiałą ekwilibrystyką z pogranicza prawa, filozofii i niejasnej już kontrowersji teologicznej prowadzić może do jej odrzucenia, a przez to do pominięcia tego, co stanowi rdzeń Ewangelii o usprawiedliwieniu grzesznika. Stąd słuszna wydaje się refleksja duńskiego teologa Nielsa H. Gregersena, który argumentuje, że „nawet nie doktryna o usprawiedliwieniu ze wszystkimi swoimi ekskluzywnościami (sola gratia, sola fide) powinna być traktowana jako serce luteranizmu, gdyż znaczenie usprawiedliwienia może być jedynie określone wewnątrz szerszej sieci możliwości i ontologicznych uwarunkowań. (…) Usprawiedliwienie jest artykułem, przy którym Kościół stoi lub upada w tym właściwym sensie, że bez Bożego usprawiedliwienia grzesznika wszystko jest na darmo. Zbawcza siła Chrystusa, a nie doktryna o usprawiedliwieniu jest tym, w co trzeba wierzyć.” [7] Jeśli zatem nauka o usprawiedliwieniu ma zachować swoją doniosłą i fundamentalną rolę, to musi odpowiadać rzeczywistości zbawienia. Usprawiedliwienie z łaski przez wiarę nie jest statyczną wielkością, martwym dogmatem, ale kluczowym elementem kościelnej refleksji o zbawieniu. Dlatego – jak podkreśla amerykański teolog Carl E. Braaten [8] – soteriologia musi być wielowymiarowa, ponieważ odnosi się do wielu – indywidualnych i wspólnotowych – obszarów ludzkiej egzystencji.

Dariusz Bruncz

Tekst ukazał się pierwotnie w Słowie i Myśli (2/2012)


New Perspective on Paul (NPP)
– tzw. Nowa Perspektywa Pawła stanowiła trzęsienie ziemi w protestanckiej teologii lat 60. i 70. XX wieku, a także i dziś pozostaje w niektórych kręgach nowym sposobem odczytywania Pawłowej teologii usprawiedliwienia. Wszystko zaczęło się w 1963 roku od artykułu Kristera Stendahla, szwedzkiego teologa luterańskiego i biskupa Sztokholmu, który argumentował, że klasyczne luterańskie ujęcie teologii ap. Pawła jest niezgodne ze sformułowaniami listów Pawłowych. Tezę Stendahla rozbudował pod koniec lat 70. amerykański teolog związany z tradycją metodystyczną Ed Parish Sanders, który przekonywał, że tradycyjna teologia luterańska, a za jej pośrednictwem klasyczne ujęcie usprawiedliwienia w tradycji protestanckiej, nie odpowiada ani teologii judaizmu, ani teologii ap. Pawła. Jakkolwiek ruch NPP nie był jednolity, to jednak jego charakterystyczną tezą było stwierdzenie, że Paweł nie odrzucał roli uczynków przy zbawieniu, a jego ostre sformułowania w Liście do Rzymian odnosiły się nie tyle do uczynków Zakonu jako takich, ale do rytualnych czynności judaizmu, które w kontekście konfliktu między judeochrześcijanami a poganochrześcijanami, postrzegane były jako elementy identyfikacji religijno-nacjonalistycznej, skierowane przeciwko otwarciu się Kościoła na poganochrześcijan. Zwolennicy NPP postulują „deluteranizację” Pawłowej nauki o usprawiedliwieniu, przekonując, że w ferworze polemiki nad średniowiecznymi praktykami pokutnymi Luter radykalnie skontekstualizował, a przez to źle odczytał Pawła, a późniejszy rozwój ortodoksji protestanckiej (luterańskiej i reformowanej) miał zacementować ahistoryczne odczytanie nauki o usprawiedliwieniu w jurydycznej postaci. NPP zdobyła szerokie grono zwolenników głównie wśród anglosaskich teologów. W Europie spotkała się z ostrą krytyką – wielu teologów luterańskich doceniając wnioski niektórych nurtów NPP podkreślało, że problemem nie jest złe odczytanie Pawła przez Lutra, lecz o wiele bardziej zasadnicze niezrozumienie i skarykaturyzowanie Lutrowej nauki o usprawiedliwieniu. Spór o to, „co naprawdę powiedział św. Paweł” i co oznacza usprawiedliwienie z łaski przez wiarę, trwa w środowisku akademickim nadal. NPP spotkała się z życzliwym przyjęciem teologów rzymskokatolickich i prawosławnych. Najbardziej znanym przedstawicielem NPP w Europie jest prof. N. T. Wright [9], nowotestamentowiec z Uniwersytetu św. Andrzeja w Szkocji i były anglikański biskup Durham.

Przypisy

[1] Die Rechtfertigung des Menschen vor Gott. Eine Erklärung der Bischofskonferenz der VELKD. W: Rechtfertigung heute, Hannover 2008, s. 97.

[2] Rechtfertigung in den Kontexten der Welt, LWB-Dokumentation 45, Geneva 2000.

[3] Wilfried Härle: Rechtfertigung heute, Hannover 2008, s. 65-85.

[4] Eric W. Gritsch/Robert W. Jenson: Lutheranism. The Theological Movement and Its Confessional Writings, Minneapolis 1976, s. 37.

[5] Vítor Westhelle: The Scandalous God. The Use and Abuse of the Cross, Minneapolis 2006, s. 55.

[6] Berndt Hamm: Der frühe Luther, Tübingen 2010, s. 207 n. Zagadnienie to zostało podjęte przez fińskich teologów luterańskich (np. Tuomo Mannermaa), którzy poprzez bliskie sąsiedztwo z prawosławiem dokonali odczytania Lutra w kontekście theosis (przebóstwienia), teologii mistycznej św. Maksyma Wyznawcy i św. Grzegorza Palamasa.

[7] Niels Gregersen: The Future of Lutheran Theology, s. 7.  

[8] Carl E. Braaten: Principles of Lutheran Theology, 2. wyd., Minneapolis 2007, s. 102.

[9] Por. Dariusz Bruncz: Tom Wright: Po prostu Jezus, czyli rzecz o wielkim nieporozumieniu.




 Odnośniki  
  • Tom Wright: Po prostu Jezus, czyli rzecz o wielkim nieporozumieniu
  • Więcej autorstwa Dariusz Bruncz
  • Więcej z sekcji Protestantyzm

  •  Opcje Artykułu  
  • Wyślij Znajomemu
  • Wersja Do Wydruku


  • Kryzys nauki o usprawiedliwieniu | 1 komentarzy | Załóż Konto
    Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
    Kryzys nauki o usprawiedliwieniu
    Autor: Krzysztof_P dnia 24.06.2012 21:05
    Problemem blokującym rozwój dyskusji teologicznej w polskim
    Kościele jest pewnie w jakimś stopniu brak dostępu do
    literatury teologicznej. Zakładając, że duchowni znają języki
    obce i obcojęzyczną terminologię teologiczną, to świeccy (w
    tym świeccy członkowie synodu) już niekoniecznie. A ilość
    tłumaczeń na język polski jest niewielka w porównaniu z
    zalewem
    literatury ewangelikalnej.
    [ Odpowiedz ]