Magazyn Teologiczny Semper Reformanda
* ECCLESIA * SEMPER * REFORMANDA * EST *

 Tematy Magazynu SR  
Biblia
Dokumenty
Teologia
Katolicyzm
Prawosławie
Protestantyzm
Historia Kościoła
Ekumenizm
Debaty o Kościele
Duchowość
Komentarze do Psalmów
Religia - judaizm
Religia - islam
Kościół a nowe idee
Religia i kultura
Kościół w świecie
Kościół zwiastowania

 Menu Użytkownika  
Login:

Hasło:

Nie masz konta?
Zarejestruj się
(podajesz TYLKO login i adres e-mail)


 Pro multis effundetur - historia pewnego tłumaczenia
 Autor:  Piotr Timus   
 Data:  31.03.2007 20:31
 Przeczytane:  6323 razy  
Opowiadanie o ustanowieniu Eucharystii podczas Ostatniej Wieczerzy i przytoczenie wypowiedzianych wówczas słów Jezusa bardzo wcześnie stało się dla większości chrześcijan integralną i nieodzowną częścią Modlitwy Eucharystycznej, samego centrum chrześcijańskiego kultu, źródła i szczytu życia wiary. Nic więc dziwnego, iż słowa te budziły „od zawsze” uwagę, namiętne spory, i dyskusje. Rozważano je, szukano ich znaczeń, spierano się w jaki najwłaściwszy sposób mają być przytoczone podczas sprawowania Pamiątki Pana.

Magazynie Teologicznym Semper Reformanda pan Piotr Chrzanowski podjął dyskutowaną w pewnych środowiskach kwestię tłumaczenia na języki narodowe łacińskiego zwrotu „pro multis” – „za wielu”, obecnego tak w biblijnym przekazie o Ostatniej Wieczerzy jak i w łacińskim tekście Modlitwy Eucharystycznej przytaczającej słowa Jezusa wypowiedziane nad Kielichem: qui pro vobis et pro multis effundetur – która za was i za wielu będzie wylana

Łaciński zwrot „pro multis” („za wielu”) w większości języków przetłumaczono w dla potrzeb liturgii jako „za wszystkich” – „for all”, „por todos”, „per tutti”, „für alle”. Jednymi z nielicznych wyjątków są polski, gdzie zastosowano dosłowne tłumaczenie „za wielu” i francuski, w którym znaleziono szczególnie szczęśliwe tłumaczenie „pour la multitude”. Tłumaczenie „pro multis” jako „za wszystkich” znalazło swoje pełne potwierdzenie w wydanej przez Kongregację Kultu Bożego instrukcji w 1974 r. Pod koniec zeszłego roku kard. Francis Arinze, prefekt Kongregacji Kultu Bożego wystosował list do biskupów zapowiadający, iż przy nowych wydaniach Mszału rzymskiego, w tłumaczeniach słów Ustanowienia powróci się do literalnego brzmienia tekstu czyli zwrot „pro multis” zostanie przetłumaczone jako „za wielu”: „for many”, „per molti” i ekwiwalentne oraz prosi biskupów by przez najbliższe lata przygotowywali wiernych podczas katechezy do tej zmiany.

Do tego właśnie ostatniego dokumentu odnosi się pan Chrzanowski w swoim niezwykle ciekawym artykule; sprowokowanym ze swojej strony przez notatkę red. Sporniaka zamieszczoną w Tygodniku Powszechnym. Doprawdy imponuje u autora trud poszukiwania angielskich tłumaczeń starożytnych liturgii. Jednakże kwestia tłumaczenia łacińskiego wyrażenia „pro multis” nabiera u pana Chrzanowskiego zupełnie innego znaczenia niż posiada w rzeczywistości. Autor całą problematykę tłumaczenia sytuuje w błędnym kontekście; zdaje się bowiem sugerować, iż tłumaczenie zwrotu „pro multis” dotyka samej formy sakramentu i jako takie posiada znaczenie dogmatyczne. „Sądzę bowiem,- pisze pan Chrzanowski - że różnice w liturgii mogą dotyczyć przede wszystkim jej kulturowej szaty obrzędowej, a nie tak istotnych rzeczy jak forma najważniejszego sakramentu.” Z tego przeświadczenia wynikają końcowe, dramatyczne pytania: „Czym kierowali się Ci, którzy zamiast tłumaczenia zaproponowali interpretację po myśli jednej ze szkół teologicznych i Ci, którzy to zaakceptowali? Nie mogę tu nie wyrazić żalu i smutku, że dopiero Benedykt XVI, zdecydował się w tej sprawie na interwencję. Tolerowanie takiego nadużycia przez Jana Pawła II jest dla mnie bardzo bolesną tajemnicą!” Dla pana Chrzanowskiego tłumaczenie zawarte w aktualnych wydaniach Mszałów w językach narodowych stanowi wiec „nadużycie”, za którym stoją potężne i wrogie siły oraz starannie skrywane motywy, zapewne również nieprzyjazne, do tego podstępnie forsujące „myśl jednej ze szkół teologicznych”.

Nie można zgodzić się z takim postawieniem sprawy przez autora. Sprawa tłumaczenia poruszona przez kard. Arinze nie stanowi problemu dogmatycznego ani w żadnym wypadku nie może zostać nazwana „nadużyciem”. Na samym wstępie jasno podkreśla to sam list kard. Arinze: tłumaczenie „pro multis” jako „za wszystkich„jest bez wątpienia zgodne z prawidłowa interpretacją zamiaru naszego Pana” oraz stanowi „raczej wyjaśnienie, które dobrze pasuje do katechezy”. Natomiast tłumaczenie „za wielu” jest bardziej dokładnym, literalnym oddaniem łacińskiego tekstu.

Zanim jednak przejdziemy do samej kwestii tłumaczenia zwrotu „pro multis”, koniecznym jest wyjaśnienie posądzeń kryjących się za końcowymi, dramatycznymi pytaniami pana Chrzanowskiego. Pisze on o rzekomej „bolesnej tajemnicy” braku interwencji Jana Pawła II i tajemniczych powodów takiego a nie innego sformułowania zawartego w wydawanych przez Kościół katolicki księgach liturgicznych.. Przekonanie Jana Pawła II nie jest jednak żadną tajemnica, tym bardziej bolesną; sam papież pisał o tym jasno chociażby w Liście do kapłanów na Wielki Czwartek 2005 r.:

4. « Hoc est enim corpus meum quod pro vobis tradetur ». Ciało i Krew Chrystusa są dane dla zbawienia człowieka, całego człowieka i wszystkich ludzi. Jest to zbawienie całkowite, a równocześnie powszechne, gdyż nie ma człowieka, który by nie podlegał mocy zbawczej Krwi Chrystusa, chyba że ją w sposób wolny odrzuca: « qui pro vobis et pro multis effundetur ». Jest to ofiara złożona « za wielu », jak mówi tekst biblijny (Mk 14, 24; Mt 26, 28; por. Iz 53, 11-12) w typowym semickim wyrażeniu, które wskazuje na wielką liczbę tych, którzy zostali objęci zbawieniem dokonanym przez jednego Chrystusa, a równocześnie odnosi się do ogółu istnień ludzkich, którym jest ono ofiarowane: Krew « została przelana za was i za wszystkich », jak w sposób uprawniony wyraża się to w niektórych tradycjach. Ciało Chrystusa zostało bowiem wydane « za życie świata » (J 6, 51; por. 1 J 2, 2).

Nie ma więc mowy według papieża o nadużyciu, ale o uprawnionej tradycji. Przygotowanie zaś, wydanie i opublikowanie ksiąg liturgicznych w Kościele katolickim nie jest dziełem zakulisowych zabiegów tajemniczych „ktosiów”, wobec których Kościół stoi bezradny i zaskakiwany ich twórczością. Księgi liturgiczne wydawane są przez biskupów Kościoła, z pomocą ustanowionych przez nich i uznanych w Kościele specjalistów z dziedziny teologii, liturgii i języków. Ich prace są jawne, ich przebieg szeroko przedstawiany, komentowany i dokumentowany w dostępnych publikacjach. Tak samo argumenty i powody interesującego nas tu tłumaczenia „pro multis” jako „za wszystkich” („for all” i ekwiwalentne) były jawnie dyskutowane i tłumaczone, i są dostępne w publikacji, dlatego też – podobnie jak w przypadku papieża – nie ma powodu do spiskowego dopatrywania się „czym kierowali się” tłumacze liturgicznych ksiąg.

Wracając do meritum naszego zagadnienia. Odczytanie artykułu pana Chrzanowskiego może sugerować jakobyśmy stali wobec alternatywy: tłumaczenie („za wielu”) albo „interpretacja jednej ze szkól teologicznych”. Taka alternatywa byłaby fałszywa. Wbrew twierdzeniom pana Chrzanowskiego nie jest to „interpretacja po myśli jednej ze szkół teologicznych”, lecz dogmat wiary uroczyście zdefiniowany przez Sobór Trydencki. Przytoczę raz jeszcze list kard. Arinze: „Brzmienie „za wszystkich” jest bez wątpienia zgodne z prawidłowa interpretacją zamiaru naszego Pana, jak to jest wyrażone w tekście. Jest to dogmat wiary, że Chrystus za wszystkich mężczyzn i kobiety umarł na krzyżu.”

Jeżeli Chrystus umarłby jedynie za „wielu”, w znaczeniu „nie za wszystkich”, wyrażenie to przeczyło by wierze Kościoła uroczyście potwierdzonej przez Sobór Trydencki. Kościół uczy, zgodnie ze świadectwem Pisma, iż grzech dotyka wszystkich, nie tylko zaś „wielu”. Paweł naucza w liście do Rzymian: „jak przez jednego człowieka grzech wszedł na świat, a przez grzech śmierć, i w ten sposób śmierć przeszła na wszystkich ( gr. eis pantas) ludzi, ponieważ wszyscy (gr. pantes) zgrzeszyli.”(Rz 5, 12) i dalej „jak przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich (gr. eis pantas) ludzi wyrok potępiający, tak czyn sprawiedliwy Jednego sprowadza na wszystkich (eis pantas) ludzi usprawiedliwienia dające życie”(Rz 5, 18).

Narracje o ustanowieniu Eucharystii podczas Ostatniej Wieczerzy posiadamy w czterech tekstach biblijnych: w Ewangelii Marka (Mk 14,24), Mateusza (Mt 26,28) i Łukasza (Łk 22,20) oraz w 1 Liście św. Pawła do Koryntian (1. Kor. 11,25). W dwóch pierwszych znajdujemy słowo „hoi polloi” – „wielu” wskazujące tych, za których „wylana jest Krew Jezusa. Słowo „hoi polloi” – „wielu” spotykamy także w Mt 20, 28 i Mk 10, 45, gdzie podobnie wskazuje tych, za których Syn Człowieczy odda swe życie.

Dlaczego w niektórych narracjach o ustanowieniu – a wraz za tym w niektórych tekstach liturgicznych - pojawia się wyrażenie „za wielu”, a nie „za wszystkich”? Wracamy tu do problemu języków, w jakich zostały nam przekazane omawiane teksty. Red. Sporniak wspomina zdawkowo w swojej notatce w Tygodniku Powszechnym o „językach oryginalnych” i o greckim wyrażeniu „hoi polloi”, pan Chrzanowski stara się rozwinąć tę myśl szukając wyrażenia w greckich słownikach.

Tekst Nowego Testamentu dotarł do nas w języku, który powszechnie był używany na terenach podległych wówczas Imperium Rzymskiemu jako powszechny język potoczny – w odmianie greki zwanej koine. Nie był to jednak ojczysty język, „pierwszy język”, przeważającej części autorów Nowego Testamentu i bezpośrednich adresatów zawartych w nim pism. Nie był też językiem ojczystym ani Jezusa ani Apostołów, językiem nauczania i codziennych rozmów. W użyciu w ówczesnej Palestynie był należący do grupy języków semickich aramejski, zasadniczo różny w swojej strukturze, wewnętrznej logice, podstawach składni i fleksji niż greka czy też współczesne języki europejskie. Języki semickie operują też zupełnie różnym sposobem obrazowania rzeczywistości. To co dla nas w omawianym zagadnieniu istotne, bez wdawania się w zbyt szczegółowe kwestie lingwistyczne, to fakt, iż podczas gdy greka osiągnęła mistrzostwo w wyrażaniu pojęć abstrakcyjnych, statycznie ujętych, to w językach semickich, tak aramejskim jak i hebrajskim – języku przeważającej części Starego Testamentu – te same pojęcia posiadają znaczenie konkretne, egzystencjalne i dynamiczne. Ważnym jest w naszym przypadku i koniecznym dla poprawnego rozumienia omawianych tekstów uwzględnienie faktu, iż choć pisma Nowego Testamentu przekazane zostały w starożytnym języku greckim, w znacznej części powstały jednak w semickim kontekście językowym, opierały się też na wielu źródłach semickiej językowo tradycji tak pisemnej jak i ustnej.

Mamy więc do czynienia w Nowym Testamencie z wieloma „semityzmami” – zwrotami i pojęciami wyrażonymi ówczesnej grece, jednak oddającymi sposób wysławiania się i rozumienia charakterystyczny dla kultury i języków semickich. Omawiane przez nas wyrażenie „dla wielu” jest jednym z przykładów licznych semityzmów. Dla jego zrozumienia nie wystarczy więc odwołanie się jedynie do greki, lecz należy uwzględnić też cały kontekst semickich znaczeń.

Aramejskie pojęcie „wszyscy” nie miało – tak jak w grece i we współczesnych europejskich językach – znaczenia abstrakcyjnego, nieokreślonego liczebnie. Wręcz przeciwnie oznaczało ograniczoną liczbę „wszystkich” gdzieś, czasowo lub przestrzennie zdeterminowanych. Stąd „wszyscy” mogli być liczebnie znikomi. Chcąc oddać wielość, nieogarnioność, niezliczoność – inaczej niż to ma miejsce w grece i innych europejskich językach - mówiono po prostu „wielu”. Aramejskie i hebrajskie słowo „wielu”, bliskie Apostołom i pierwszym Kościołom, miało więc zwyczajowe znaczenie „wszystkich, którzy są liczni”, „nieokreślonej, wielości”. Słowo, które tłumaczymy dosłownie jako „wielu” akcentuje zatem znaczenie wielkiej ilości i nie wyłącza nikogo, w żadnym wypadku zaś nie oznacza  „części”. Jezus właśnie w ten oczywisty sposób mówi o pełni swojego zbawienia ofiarowanego przy końcu czasu i świata całej ludzkości, którą włącza w tych „ za wielu” („anti pollon”), dla których przyszedł dać swoje życie jako „okup”(Mt 20, 28; Mk 10, 45) i za których wylewa swą Krew.

Nie są to – wbrew obawom pana Chrzanowskiego – interpretacje ani rozważania współczesnych teologów, ani próba reformy, zmiany czy odnowy nauczania kościelnego, jest to kwestia znana od wieków. Problem tłumaczenia – i rozumienia - słów „wielu’ i „wszyscy” był podejmowany już od samej starożytności chrześcijańskiej. Podejmowali ja wielcy mistrzowie Zachodu – Augustyn i za nim Tomasz z Akwinu. Ten ostatni tak komentuje swego wielkiego poprzednika: „Św. Augustyn wyjaśnia, iż „wielu” znaczy „wszyscy ludzie”; i taki sposób wyrażania często spotykamy w świętych pismach” (Summa Teologiczna, Kwestia 75, Odpowiedź na zarzut 2). Rzeczywiście, jeżeli bowiem spojrzymy na Nowy Testament łatwo przekonamy się, iż są miejsca w których używa się słów „wielu” i „wszyscy” zamiennie, traktując je jako synonimy. Cytowałem powyżej dwa fragmenty z listu Apostoła Pawła do Rzymian, z rozdziału 5. Chodzi o wiersze 12 i 18. Pisząc o grzechu i zbawieniu wszystkich ludzi Paweł używa tu – jak zaznaczyłem - greckiego słowa „pantas” – „wszyscy”. Spójrzmy jednak na ten sam fragment listu do Rzymian, na wiersze 15 i 19. W tłumaczeniu Biblii Tysiąclecia (wyd. III) znajdujemy takie słowa: „jeżeli bowiem przestępstwo jednego sprowadziło na wszystkich (hoi polloi) śmierć, to o ileż obficiej spłynęła na nich wszystkich (tous pollous) łaska i dar Boży, łaskawie udzielony przez jednego Człowieka, Jezusa Chrystusa” (Rz 5, 15) oraz „albowiem jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wszyscy (hoi polloi) stali się grzesznikami, tak przez posłuszeństwo jednego wszyscy (hoi polloi) staną się sprawiedliwymi” (Rz 5, 19) . We wszystkich podkreślonych tu słowach „wszyscyużyte zostało tu nie „pantas”, lecz właśnie „hoi polloi” – „liczni, wielu”. Św. Paweł nie ma problemu w zamiennym użyciu w jednym i tym samym tekście słów „wszyscy” i „wielu”, nie jest to w żadnym wypadku, wbrew obawom pana Chrzanowskiego, słowo „za mocne”.

Znużony być może w tym miejscu Czytelnik spyta: jaki jest więc kontekst całego problemu w liście kard. Arinze? O co chodzi z tym tłumaczeniem? Wbrew dramatycznym tonom pana Chrzanowskiego sprawa wygląda bardziej prozaicznie, choć nie oznacza to, że jest to rzecz błaha lub nieistotna: czy mamy tłumaczyć tekst dosłownie, literalnie czy też tłumacząc szukać jego sensu i znaczenia w języku przekładu. Innym pytaniem, już może nie wprost podjętym, ale stojącym w tle, jest relacja katechezy i liturgii: na ile liturgia, czy ściślej mówiąc tekst liturgiczny sam w sobie stanowi katechezę – wyjaśnienie i nauczanie tajemnic wiary – i jakie jest miejsce katechezy w ramach liturgii. Wreszcie istnieje dla odbioru listu kard. Arinze kontekst już nie merytoryczny, ale – nazwałbym go tu „społecznym”. To działalność różnych środowisk nazywających się tradycjonalistami.

Mamy tu przede wszystkim problem, który pojawia się przy każdym tłumaczeniu. Czy dany tekst oddać dosłownie i literalnie, czy też starać się jak najlepiej oddać sens i znaczenie użytych słów, zwrotów i wyrażeń, często wprost nieprzetłumaczalnych w języku translacji. List kard. Arinze opowiada się za dosłownym przytoczeniem brzmienia tradycyjnej formuły, pozostawiając katechezie wytłumaczenie jej znaczenia. Osobiście cieszy mnie takie właśnie tłumaczenie. Jestem przyzwyczajony do obcowania z historycznymi tekstami i ich subtelnościami, formuła „za was i za wielu” przenosi mnie bezpośrednio w bliski mi świat znaczeń i historii, tradycji i zakorzenienia, a więc rzeczywistości, która bez wątpienia jest ważnym wehikułem treści naszej wiary. Z drugiej jednak strony rozumiem rozterki tych, którym przyjdzie tłumaczyć, iż „wielu’ znaczy „wszyscy”, że aramejski, że grecki, że łacina.... A nie można od razu powiedzieć o co chodzi? Widocznie nie zawsze. Wszak wyrażenie „ciało i krew” to też semityzm, niezrozumiały bez odwołania się do ówczesnego sposobu wyrażania rzeczywistości; a i sam znak uczy – wieczerzy, szczególnie w wieku fast - food'ów staje się dla współczesnych pokoleń nieczytelny sam w sobie. O ile jednak nie sposób wyobrazić sobie chrześcijańskiego przesłania bez głoszenia i celebrowania "Ciała i Krwi", bez znaku uczty - wieczerzy, to wyrażenie "za wielu" posiada już takiego znaczenia. Trzymam w każdym razie kciuki za katechezę.

Inną sprawą, która rodzi się w związku z listem kard. Arinze jest relacja między katechezą właśnie, a liturgią. Na ile sama liturgia jest katechezą? Nie tylko chodzi o „przegadane” "komentarze do komentarzy", ale o sam tekst modlitwy, zwłaszcza tej w istotnym sensie najważniejszej modlitwy Kościoła – Wielkiej Modlitwy, Anafory, Kanonu. Kościół staje w dziękczynieniu z wielkimi dziełami miłości i wierności Pana, których doświadcza i grzechem swoich dzieci, z błaganiem o ratunek i najdoskonalszym przebłaganiem. Czy czas to na kazanie i pouczanie? Taka pokusa zawsze w Kościołach była. Jakoś dziwnie się czuje słysząc w tym okresie wielkopostne prefacje – parenetyczne kazania o znaczeniu postu, praktyk pokutnych czy umartwienia. Jestem jak najbardziej za, ale to nie ten czas i nie to miejsce. Odnowiona liturgia przywracając Kościołowi łacińskiemu wielka tradycję anaforyczną, jednocześnie nie uniknęła wielu dyskusyjnych, choć czcigodnych i słusznych  elementów

Wreszcie kontekst listu kard. Arinze, który nazwałem umownie „społecznym”. Nie jest on oczywiście wymieniony, natomiast przyczynił się bez wątpienia do tego, iż sam list został na taka skale zauważony i komentowany, do niego tez odnosi się zapewne jasne zastrzezenie, iż nie ma wątpliwości, co wazności Mszy sw. podczas której uzyto tłumaczenia "za wszystkich" . Wiele środowisk kościelnych określających się jako „tradycjonalistyczne” podważało prawomocność i legalność liturgii, w której pojawia się tłumaczenie „za was i za wszystkich” oraz odmawiali uznania ważności tak sprawowanej Eucharystii. Chodzi tu zwłaszcza o część środowiska związanego z Bractwem Kapłańskim Św. Piusa X założonym przez abp. M. Lefebvre’a i pokrewne ugrupowania znajdujące się w Kościele katolickim jak i poza nim, kontestujące nauczanie kościelne w imię błędnie rozumianej tradycji. Używanego przez liturgie rzymską zwrotu „za was i za wielu”pro vobis et pro multis” nie spotykamy w Piśmie św. – słowa te, jak wskazuje Katechizm Soboru Trydenckiego – „zostały połączone razem przez Kościół katolicki pod kierownictwem Ducha Bożego”. Dom Leclerq w "Słowniku chrześcijańskiej archeologii i liturgii“ wylicza co najmniej 89 różnych sformułowań narracji o Ustanowieniu używanych podczas Modlitwy Eucharystycznej w historii Kościoła, wiele z nich nie zawiera w ogóle sformułowania „pro multis”. Znamy dziś kilkanaście historycznych tekstów Anafor z bardzo wczesnego okresu w których opowiadanie o Ustanowieniu wprost nie pojawia się w ogóle, bądź dopiero kształtuje się w formę jaka znamy współcześnie. Jedna z takich Anafor zwana „Anaforą Addaia i Mari” nieprzerwanie do dzisiaj używana jest przez Asyryjski Kościół Wschodu. Niewątpliwie wiec są to słowa określone przez Kościół. Tłumaczenie „za wszystkich” jest oficjalnym tłumaczeniem Kościoła, znajdującym się w wielu wydaniach Mszału nie bez istotnych powodów, jasno określonych przez kompetentne władze i zatwierdzone przez Stolice Apostolską i prawomocność takiego sformułowania list kard. Arinze zdecydowanie podkreśla.

Na Bractwo św. Piusa X, i inne niektóre inne środowiska tradycjonalistyczne, silnie oddziaływają obecne od kilku wieków w Kościele na Zachodzie poglądy jansenistyczne. Choć potępione w swojej skrajnej postaci, kształtowały i oddziaływały przez długi okres czasu na teologię i nauczanie kościelne. Głosiły skrajny rygoryzm, a odwołując się do niektórych tekstów Augustyna i Tomasza z Akwinu rozwijały - w sposób odrzucony przez Kościół katolicki - naukę o predestynacji, czyli przeznaczeniu przez Boga niektórych do zbawienia i wykluczeniu z niego innych. Negując prawomocność tłumaczenia „za wszystkich”, nie licząc się ze znaczeniem tekstu, wielu przedstawicieli środowisk tradycjonalistycznych odwoływało się właśnie do takiej „restrykcyjnej eschatologii, kładącej nacisk na groźbę potępienia wiecznego”. Obawy ks. prof. Hryniewicza nie są wiec pozbawione podstaw, a samo wprowadzenie tłumaczenia dosłownego wymaga –do czego wzywa list kard. Arinze – intensywnej katechezy aby mogło być poprawnie zrozumiane i uniknęło „pułapek literalnego przekładu”. Mam nadzieję, ze tak będzie.




 Odnośniki  
  • Magazynie Teologicznym Semper Reformanda
  • Więcej autorstwa Piotr Timus
  • Więcej z sekcji Eucharystia

  •  Opcje Artykułu  
  • Wyślij Znajomemu
  • Wersja Do Wydruku


  • Pro multis effundetur - historia pewnego tłumaczenia | 6 komentarzy | Załóż Konto
    Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
    Pro multis effundetur - historia pewnego tłumaczenia
    Autor: Michael dnia 04.04.2007 19:33
    Tekst ciekawy. Trudno jednak zgodzic sie z tezami autora, szczegolnie w kontekscie tego, co dzieje sie w Europie. Stare, niedokladne tlumaczenie, mialo swoje nastepswa. Czesto rozumiano je niekatolicko , tzn jako zapowiedz ostatecznego zbawienia wszystkich, bez wzgledu na wiare czy uczynki. I choc tradycyjny tekst nalezy rozumiec "za wszystkich", to przynajmniej nie daje on takiego pola do manipulacji.
    Dziwie sie rowniez autorowi w zwiazku z zarzutami w stosunku do tradycjonalistow. Widac nie ma on zadnego pojecia o gloszonych przez nich pogladach. Nikt, nawet lefebvrysci, nie kwestionuje waznosci sprawowanego z wlasiwa intencja i bez drastycznych naduzyc(jak w kwestii materii, o czym mozna bylo uslyszec np.ostatno zamknieto parafie w Madrycie gdzie probowano konsekrowac ciastka)ofiara Mszy sw.zostaje zlozona. Kwestia dyskusji wsrod bardziej zagorzalych tradycjonalistow pozostaje forma liturgii ,ktora ich zdaniem niewlasciwie stawiajac akcenty jesli chodzi np. o ofiarny jej wymiar, lub zrywajac w wielu aspektach z Tradycja rytu,moze byc ewentualnie niegodna. Podnoszona przez autora kwestia nie ma tu nic do rzeczy, chyba ze chodzi mu o jakas nieliczna grupe kontestatorow wszystkiego, co to i Papieza nie uznaja.Ale o tym mowy w tekscie nie ma.

    Ciekaw jestem rowniez co kryje sie za stwierdzeniem o rzekomej wielkiej tradycji anaforycznej Kosciola lacinskiego.

    Usmiech(zaskoczenia) budzi powolywanie sie autora na slowa Ojca Sw. Jana Pawla II o uprawnionej tradycji tlumaczenia jako "za wszystkich". Prosze wybaczyc, ale mowa o tradycji w kontekscie swiezo powstalych lub nawet jeszcze powstajacych i podlegajacych poprawkom tekstow,jak i sposobu dzialania Kosciola w tej kwestii na przestrzeni wiekow jest troche dziwaczna, moze zakawac na kpine. Brzmi to tym bardziej nonsensownie, ze zarzuca autor srodowiskom tradycjonalistycznym, rowniez tym, ktore pozostaja w 100 % napewno w Kosciele , rzekome zle pojmowanie tradycji, podczas gdy Kosciol dajac im mozliwosc dbania o stary obrzadek byl i jest innego zdania.
    Dowodzi autor na podstawie wyjatkow ze byly inne tradycje liturgiczne z innymi tekstami rowniez i takie, ktore nalezaloby tlumaczyc czy rozumiec za wielu.Tymczasem autor wczesniejszego, bedacego przedmiotem polemiki tekstu, podaje wiele przykladow na to , ze tlumaczono w wiekszosci liturgii , lacznie z bizantyjska,na "za wielu".Wartosci wiec takiego argumentu nie bede ocenial.Moze tylko tak, ze wyjatki potwierdzaja regule.
    Zarzutow o rzekomy jansenizm tradycjonalistow, jak i wrzucania wszystkich do jednego worka, nie wspomne. Trudno udowadniac ze ktos nie jest wielbladem. Bo i po co.
    Przywoluje rowniez tutaj autor watpliwosci ks. Hryniewicza. Prosze wybaczyc , ale ten antyprzyklad jest tylko potwiedzeniem slusznosci decyzji Watykanu. Nioeortodoksyjne katolicko wypowiedzi ks.prof.Hryniewicza doskonale pasuja do nadciaganej , jawnie i ewidentnie sprzecznej z Pismem,i niekatolickiej wersji interpretacji slowa za szystkich jako zapowiedzi perspektywy bezwzglednego i powszechnego zbawienia wszystkich w wiecznosci.
    Nasuwa sie tu rowniez pytanie:dlaczego mialby Kosciol godzic sie na jakies tam plynne wersje tekstow swojej liturgii, skoro najdalej idaca intencja reformy liturgicznej ,jesli o teksty chodzi, bylo ich jak najwierniejsze tlumaczenie z laciny na inne jezyki.
    Jak widac nektorzy chcieliby szukac rzekomej jednosci w tak pojetej roznorodnosci.
    Na szczescie Rzym tak nie uwaza.
    [ Odpowiedz ]
    Pro multis effundetur - historia pewnego tłumaczenia
    Autor: horseradish dnia 15.04.2007 13:39
    Polemika z moim tekstem napisana przez Pana Piotr Timusa dowodzi, że chyba niezbyt uważnie przeczytał on mój tekst, w najlepszym zaś razie wyciągnął z niego nieuprawnione wnioski. Jednak przyznaję, że rozważania dotyczące formy sakramentu Eucharystii nie były z mojej strony wystarczająco precyzyjne. Być może należało expresis verbis stwierdzić, że w pełni zgadzam się, ze stwierdzeniem kard. Arinze, że użycie formuły for all i podobnych nie czyni Mszy nieważną. Słowo „nadużycie” nie koniecznie musi jednak oznaczać błąd dogmatyczny. I nie w takim kontekście użyłem go w swojej wypowiedzi. Wykazałem w niej, że rozmaite tradycje liturgiczne w rozmaity sposób korzystały z biblijnych przekazów o ustanowieniu Eucharystii, wybierające rozmaite elementy z relacji Synoptyków i św. Pawła, jednak w żadnej z nich nie posuwano się do zmieniania jednego ze słów wypowiedzianych przez Pana. A taka zmiana to jest właśnie nadużycie trzydziestoparoletnich „tradycji” angielskich, włoskich, niemieckich, hiszpańskich i innych. Nie unieważnia to jednak pytania „Czym kierowali się Ci, którzy zamiast tłumaczenia zaproponowali interpretację po myśli jednej ze szkół teologicznych i Ci, którzy to zaakceptowali”. Choć oczywiście jest to pytanie retoryczne – gdyby mój polemista zechciał to zauważyć darowałby sobie uszczypliwe uwagi „o potężnych i wrogich siłach” czy o „zakulisowych zabiegach tajemniczych ktosiów”. Pytanie jest retoryczne bo odpowiedź jest oczywista. W latach 70-tych w znaczące, wpływy w kościołach krajów Zachodu i w samym Watykanie zdobyły prądy modernistyczne. Jednym z punktów ich agendy było rozmycie nauki o piekle i możliwości wiecznego potępienia. Piękno nadziej powszechnego zbawienia zastąpiono doktryną pewności tegoż – żeby zaś tę interpretację ludziom lepiej utrwalić dokonano interpretacji (podkr. moje) zamiast tłumaczenia w kluczowym fragmencie tekstu Mszy św. Interpretacji, bo jeżeli Wytyczne Kongregacji Doktryny Wiary z 1974 r. mówiły, iż "sensus originarius" autentycznych tekstów ma być wyrażany w przekładach według "proprium linguarum ingenium", to przecież „sens piewrotny” „multis” (który w tym wypadku całkowicie odpowiada greckiemu „polloi”), „własny geniusz” każdego z nowożytnych języków indoeuropejskich , o których tu dyskutujemy wyraża w słowach takich jak „wielu”, „many”, „viele”, „multitude”
    Rozważania o semickim podłożu kulturowym, w którym działał Jezus i z którego wywodzili się autorzy Nowego Testamentu są bardzo ciekawe, tyle że do meritum dyskusji niczego nie wnoszą. Wśród angielskich tłumaczeń, którymi się podpierałem w swej argumentacji znajdują się też teksty z tradycji chrześcijaństwa semickiego – syriackie i assyryjskie, których podstawowym językiem liturgicznym pozostaje do dziś aramejski. I jednak one także posługują się słowem „many” a nie „all”.
    Niewątpliwie znaczący jest argument dotyczący Listu do Rzymian. Powiedziałbym, że przypomina on nam obu jak i innym czytelnikom o potrzebie uwzględniania kontekstu w tłumaczeniu. Pokazuje on na pewną zamienność dyskutowanych słów. O ile więc tłumaczeni „polloi” w tym fragmencie św. Pawła za pomocą słowa „wszyscy” jest poprawne, to czy tak musi być zawsze? W Ewangelii wg św. Jana czytamy w opisie wielkiej mowy eucharystycznej Jezusa czytamy: „A spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu (polloi)mówiło: Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać? (..)Odtąd wielu (polloi) uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło.” (J 6,60.66) Zatem – wszyscy mówili czy wielu? Zapewne znaczna ich część, w żadnym razie jednak nie wszyscy bo zaraz potem Piotr w imieniu dwunastu odpowiada „Panie! Do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego”. Słowo „wielu” obejmuje swym znaczeniem także „wszystkich” (i to zarówno w grece, w łacinie, w innych indoeuropejskich językach, jak też i w kontekście języków semickich.) Pozostawia zaś niezbędną przestrzeń na „nieszczęsny” dar wolności człowieka, w którego władzy jest wybrać wiekuiste oddzielenie się od Boga. Bo Boża wola zbawcza jest powszechna i obejmuje „wszystkich” (pantas), ale z jej owoców skorzysta „wielu” (polloi), być może wszyscy, ale tego nie wiemy. Laksyzm i „tanie” miłosierdzie są kiepskim lekarstwami na jansenizm.

    Ostatecznie, zaś skoro wierzymy w boskie natchnienie Pism, to jednak w jakiś sposób trzeba uznać rację argumentu kard. Arinze, który lekko zmodyfikuję, że nasz Pan mógł spowodować użycie w Mateuszowym i Markowym opisie ustanowienia słowa „pantas” a nie „polloi”
    Nie rozumiem czemu mają służyć rozważania o potrzebie katechezy. Przywrócenie porządku nie wymagałoby katechezy, gdyby nie ponad 30 lat nadużyć. Cieszy, że katechezę tę zaczął już sam Benedykt przypominając ostatnio w jednej z rzymskich parafii o realności piekła.
    I na koniec o sprawie Jana Pawła II. Istotnie jego postawa w tej kwestii nie jest tajemnicą w tym sensie, że jak się okazuje nie tylko milcząco tolerował, ale nawet pod sam koniec życia wsparł współczesne tłumaczenia. Niemniej, zwłaszcza wobec faktu, że jego następca postanowił przerwać te „tradycje”, postawa JP II dla mnie pozostaje i tajemnicza, i bolesna. Choć oczywiście nie zmienia mojego przekonania o jego świętości, o której tak przekonująco mówił Benedykt w kazaniu podczas Mszy św. w druga rocznicę śmierci poprzednika. Świętości, która polegała na poddaniu się woli Bożej aż do samowyniszczenia, a nie na doskonałości i nieomylności każdego słowa, gestu czy czynu.

    Z szacunkiem
    Piotr Chrzanowski

    ---
    Piotr
    [ Odpowiedz ]
    Pro multis effundetur - historia pewnego tłumaczenia
    Autor: timus dnia 01.05.2007 22:54

    Panie Piotrze, nie chciałbym się już rozpisywać, w swoim tekście starałem się wyjaśnić dlaczego takie właśnie tłumaczenie łacińskiego zwrotu "pro multis" znalazło się w narodowych wydaniach Mszału Rzymskiego. Jeżeli Pan woli wierzyć w spisek zawiązany przez Papieża, Watykan i kilkadziesąt Konferencji Biskupich na świecie (opanowanych przez tajemnicze "prądy modernistyczne") w celu "rozawadniania nauki o piekle i moźliwości wiecznego potępienia" to jest to Pana wybór. Każdy m prawo do swojej opinii, a literatura tego rodzaju jest ostatnio w modzie. "Zastąpiono", "zinterpretowano", "zdobyto", "prądy modernistyczne", "agenda" itd - brzmi to równie sensacyjnie co daleko od rzeczywistości.

    Słowa ustanowienia są jasne: mówią o dokonanym przez Chrystusa zbawieniu, a te obejmuje wszystkich ludzi. Jest to dogmat wiary, i jego pomijanie, w imię obrony piekła nie ma nic wspólnego ze zdrowym nauczaniem. Krew Chrystusa została wylana za wszytkich - jak w samej instrukcji przypomina kard. Arrinze. Dogmat ten zdefiniowano już podczas Tridentiny, ale znany był od początku istnienia Kościoła - w jaki tajemniczy sposób miałby on prowadzić do "doktryny pewności zbawienia" (cokolwiek by to oznaczało)? Tego się nie dowiadujemy.

    Zadne sformuowanie listu kard. Arrinze nie upoważnia do stwierdzenia, iż obowiązujące teksty liturgiczne stanowią "nadużycie" (w jakimkolwiek sensie tego słowa) ani nie stanowią - jak wyjaśniałem - "zmiany słów Pana". I samo powtarzanie tych samych zarzutów tego nie zmieni.

    Greckie polloi tłumaczy się dosłownie jako "wielu", moźna je też tłumaczyć - a są miejsca, gdzie takie znaczenie posiada - jako "wszyscy". I tak też, zgodnie z sensem zdania - w jednych miejscach tłumaczone jest jako "wszyscy" w innych jako "wielu". Nie ma więc nic zaskakującego w tym, że w internetowych translacjach na angielski wschodnich modlitw używa się słowa "wielu". Dlaczego z tego powodu tłumaczenie "za wszystkich" miałoby być "nadużyciem"? Zaden z tych Kościołów nie głosi aby zbawienie dotyczyło nie wszytkich , lecz jedynie wielu. Proszę zwrócić uwagę, że wschodnie anafory mają też zupełnie inne poczucie liturgicznego czasu, niż rzymski Kanon, a spory o predestynację toczyły się na Zachodzie. Wschód inaczej ujmuje problem zbawienia niż na Zachodzie, ale to odrębny temat.
    Co do potrzeby katechezy - wspomina o tym dokument kard. Arrinze.

    W kazaniu Benedykta XVI, o którym Pan wspomina, o piekle jest całe pół zdania, pierwsza połowa zaś brzmi: "E’ venuto Gesù per dirci che ci vuole tutti in Paradiso". Jan Paweł II wygłosił kilka katechez w całości poświęconych rzeczom ostatecznym, i jak sprawdziem, w żadnej z nich ani realności wiecznego potępienia, ani jego wieczności ani nie negował ani nie pomijał - wręcz przeciwnie szeroko je wyjaśniał. Przejrzałem kilka książek które mam pod ręką, a które w części bądź w całości poświęcone są eschatologii. W każdej z nich widnieje o realnej możliwości wiecznego zatracenia, i choć omawiają różne poglaądy, idee czy prądy, i wszystkie wydane były współcześnie (lata 80-90) na Zachodzie, to w żadnej nie ma śladu Pana obaw o "doktrynę pewności zabawienia". Tak więc papież Benedykt nie musi "zaczynać" nowej katechezy po "30 latach nadużyć". Rzeczywistość jest na szczęście inna, niż propagują to lefebvrystowskie biuletyny. Warto czasem spojrzeć samemu.

    [ Odpowiedz ]
    Pro multis effundetur - historia pewnego tłumaczenia
    Autor: horseradish dnia 02.05.2007 13:42
    Panie Piotrze, Z przykrością odbieram Pana kpiny o spiskach, tajemniczych prądach, etc. Niczego takiego nie pisałem, a przypisywanie moim wypowiedziom takiego charakteru jest nieeleganckie i w gruncie rzeczy jest erystycznym chwytem ad personam, nie wiele mającym wspólnego z uczciwą dyskusją. Być może musi się Pan uciekać do tego stylu, gdyż trudno dyskutować z faktami. Fakty zaś są takie, że poza liturgicznymi tłumaczeniami na niektóre języki nowożytne w obrębie zreformowanego rytu łacińskiego, nikt nigdy w dyskutowanych fragmentach nie tłumaczył polloi jako wszyscy. Przy wszystkich Pana uczonych wywodach brak w nich jednego wyjaśnienia – po co w tych wymienionych przypadkach Benedykt nakazał powrót do tłumaczenia „wielu”? Cieszę się, że czyta pan same ortodoksyjne książki, przynajmniej jeśli chodzi o eschatologię, ale proszę nie brać pars pro toto. Wspomniany w moim artykule ks. Prof. Hryniewicz formalnie głosi, przynajmniej w tytułach swoich prac, „nadzieję” zbawienia dla wszystkich, ale kiedy zajrzy się między okładki „nadzieja” niepostrzeżenie przemienia się w pewność. I z pewnością nie jest on jedyny. Jeżeli wszyscy będą zbawieni to gdzie moja wolna wola, po cóż moja współpraca z łaską? Ze powrót do tłumaczenia wielu ma właśnie związek z potrzebą podkreślenia realnej możliwości wiecznego potępienia i konieczności osobistej współpracy z łaska to właśnie podkreśla sam kardynał Arinze pisząc, że „wyrażenie [to] otwarte jest na uwzględnienie każdego człowieka, poświadcza fakt, że odkupienie to nie dzieje się w sposób mechaniczny, bez zgody lub udziału pojedynczej osoby. Wierzący jest wręcz zaproszony, aby z wiarą przyjąć ten dar, który jest mu darowany, i aby otrzymać ponadnaturalne życie, które dane jest tym, którzy mają udział w tej tajemnicy i którzy o niej składają świadectwo w swoim życiu”.

    ---
    Piotr

    [ Odpowiedz ]
    Pro multis effundetur - historia pewnego tłumaczenia
    Autor: timus dnia 02.05.2007 17:38

    Panie Piotrze, Pan sam napisał:
    W latach 70-tych w znaczące, wpływy w kościołach krajów Zachodu i w samym Watykanie zdobyły prądy modernistyczne. Jednym z punktów ich agendy było rozmycie nauki o piekle i możliwości wiecznego potępienia...żeby zaś tę interpretację ludziom lepiej utrwalić dokonano interpretacji (podkr. moje) zamiast tłumaczenia w kluczowym fragmencie tekstu Mszy św.
    To są Pana słowa, dlatego niech Pan odpowiedzialności za nie nie próbuje przerzucić na mnie. Nie ma w tym zadnych faktow.

    nikt nigdy w dyskutowanych fragmentach nie tłumaczył polloi jako wszyscy.

    Podałem przykład z listu do Rzymian gdzie wielu i wszyscy używane są zamiennie. Jest to jeden z fundametalnych tekstów, gdy chodzi o naukę o odkupieniu, i tak też traktowała go cała tradycja kościoła.

    Przy wszystkich Pana uczonych wywodach brak w nich jednego wyjaśnienia – po co w tych wymienionych przypadkach Benedykt nakazał powrót do tłumaczenia „wielu”?

    Proszę przeczytać 5 ostanich akapitów tekstu. W samym liście kard. Arinze są wyliczone powody, dla których tłumaczenie "za wielu" jest zdaniem Kongregacji lepsze niż "za wszystkich". I - tak jak pisałem - dla mnie osobiście są to powody słuszne. Nie mam nic przeciwko takiemu tłumaczeniu, jedynie moje zastrzeżenia budzi szukanie "drugiego dna" i kontekst (Chrystus nie umarł za wszytkich lecz tylko za wielu), który całkowicie wypacza znaczenie tych słów i narusza kościelny dogmat.

    Wspomniany w moim artykule ks. Prof. Hryniewicz formalnie głosi.....

    Co ma ksiądz Hryniewicz wspólnego z tłumaczeniami ksiąg liturgicznych?. Nie będę się do tego odnosił, bo zarzuci mi Pan znów niecne intencje, ktore w zaden sposob nie sa moim zamiarem.

    Jeżeli wszyscy będą zbawieni to gdzie moja wolna wola, po cóż moja współpraca z łaską?

    Zbawienie jest darem dla każdego człowieka: istnieje tylko jedno przeznaczenie człowieka ze strony Boga. Ba, zbawienie dotyka w tajemniczy sposób całego stworzenia. Jednocześnie człowiek posiada możiwość odrzucenia daru zbawienia, który realnie - nie jedynie jako mglistą propozycję pryzszłości - otrzymał. Kościół wyznaje zarówno wiarę w siłę powszechnej woli zbawienia jak i w realną możliwość definitywngo zatracenia. Nie wiemy jak pogodzić je ze sobą - nie jest to nam objawione. Możemy to róźnie tłumaczyć, zawsze mniej czy bardzej adekwatnie. Zawsze jednak należy przy tym pamiętać, iż nie są to rzeczywistości równoważne: zbawienie jest inicjatywą Wszechmogącego Boga, który chce i który zrobił wszytko, "do samego końca", aby wszyscy mieli udział w jego wiecznym szczęściu; oddalenie od Niego jest konsekkwencją ludzkiego grzechu, jest dziełem człowieka. Kościół przy tym odrzuca wszelką lekkomyślność i wszelką powierzchowność w stosunkach między Bogiem a stworzeniem, liczy się tak z niezależnością człowieka jak i z bezgraniczną miłością Boga. Bóg nie zbawia mechanicznie, z zewnątrz; lecz szacunek dla ludzkiej wolności nie oznacza obojętności Boga. Ostateczny wybór to nie supermarket: wybierz sobe co chcesz, pralkę czy lodówkę, niebo czy piekło, wszak jesteś wolny. Ale temat to długi, i nigdy do końca niewyczerpalny.

    ...podkreśla sam kardynał Arinze pisząc, że „wyrażenie [to] otwarte.....

    Uprzednio pisze, że "“For many” is a faithful translation of pro muftis, whereas “for all” is rather an explanation of the sort that belongs properly to catechesis".

    z wyrazami szacunku

    Piotr Timus

    [ Odpowiedz ]
    Pro multis effundetur - historia pewnego tłumaczenia
    Autor: horseradish dnia 04.05.2007 10:57
    Ograniczę się tylko do pierwszego fragmentu z Pańskiej ostatniej wypowiedzi. Neguje Pan fakty, o których ja piszę, dominacja w kurii rzumskiej prądów modernistycznych w latach 70-tych jest faktem oczywistym i powszechnie znanym. Cały czas imputując mi Pan pisanie o spisakach i tajemniczych prądach choć ani razu nie użyłem tych sformułowań. Jedynie w odniesieniu do stosunku do problemu "pro multis" Jana Pawła II pisałem o "tajemnicy", ale w znaczeniu subiektywnym, podkreślającym moj osobisty żal i niezrozumienie jego postawy. I proszę nie udawać, że nie rozumie Pan, iż "dyskutowane fragmenty" to odnośne miejsca z Ewanageli Mateusza i Marka i ich zastosowanie w liturgii, w formułach konsekracji kielicha, a nie użycie "polloi" w Liście do Rzymian.

    ---
    Piotr

    [ Odpowiedz ]