Magazyn Teologiczny Semper Reformanda
* ECCLESIA * SEMPER * REFORMANDA * EST *

 Tematy Magazynu SR  
Biblia
Dokumenty
Teologia
Katolicyzm
Prawosławie
Protestantyzm
Historia Kościoła
Ekumenizm
Debaty o Kościele
Duchowość
Komentarze do Psalmów
Religia - judaizm
Religia - islam
Kościół a nowe idee
Religia i kultura
Kościół w świecie
Kościół zwiastowania

 Menu Użytkownika  
Login:

Hasło:

Nie masz konta?
Zarejestruj się
(podajesz TYLKO login i adres e-mail)


 Katolicyzm dziś i w historii
 Autor:  Piotr Chrzanowski   
 Data:  27.08.2004 21:22
 Przeczytane:  19750 razy  
Katolicyzm to ogół zasad wiary i życia religijnego oraz moralnego głoszonych przez Kościół katolicki. Wydaje się więc słusznym, aby tę krótka prezentację zacząć od tego co Kościół mówi i naucza o sobie samym. W konstytucji „Pastor aeternus” I Soboru Watykańskiego czytamy: „ Pasterz odwieczny i biskup dusz naszych [1 P2,25], pragnąc uczynić trwałym zbawcze dzieło Odkupienia postanowił utworzyć święty Kościół, w którym jak w domu Boga żyjącego, wierni byliby złączeni więzami jednej wiary i miłości. Dlatego, zanim został uwielbiony, modlił się do ojca nie tylko za Apostołów, lecz także i za tych, którzy przez ich słowo mieli uwierzyć w Niego, aby wszyscy byli jedno, jak Syn i Ojciec są jednym [por. J17,20n]. Przeto jak posłał Apostołów, których wybrał sobie ze świata, tak jak sam został posłany prze Ojca [J 20,21], podobnie tez chciał, aby w Jego Kościele byli pasterze i nauczyciele aż do końca świata [Mt 20,28].

Aby zaś episkopat był jednym i niepodzielnym, i aby, przez zespolenie kapłanów, całość wierzących zachowała jedność wiary i wspólnoty, uczynił św. Piotra zwierzchnikiem innych Apostołów i w nim ustanowił zasadę i widzialny fundament jedności. (...). Święty i błogosławiony Piotr, głowa i książę Apostołów, filar wiary i fundament Kościoła katolickiego, otrzymał klucze królestwa od Pana naszego Jezusa Chrystusa, Zbawcy rodu ludzkiego i Odkupiciela. Do tego czasu i zawsze żyje on w swoich następcach, biskupach na założonej przez niego i uświęconej jego krwią Stolicy Rzymskiej oraz kieruje i sprawuje władzę sądzenia.

Dlatego ktokolwiek jest następcą Piotra na tej Stolicy, ten według ustanowienia samego Chrystusa otrzymuje Piotrowy prymat nad całym Kościołem.” (1) Nauka ta zostaje z naciskiem potwierdzona w konstytucji II Soboru Watykańskiego „Lumen gentium” (2). Czytamy  tam ponadto: „Chrystus jedyny Pośrednik, ustanowił swój Kościół święty, tę wspólnotę wiary, nadziei i miłości tu na tej ziemi, jako widzialny organizm, nieustannie go też przy życiu utrzymuje, prawdę i łaskę rozlewając przez niego na wszystkich. Wyposażona zaś w organa hierarchiczne społeczność i zarazem mistyczne Ciało Chrystusa, widzialne zrzeszenie i wspólnota duchowa. Kościół ziemski i Kościół - bogaty w dary niebiańskie - nie mogą być pojmowane jako dwie rzeczy odrębne, przeciwnie, tworzą one jedną rzeczywistość złożoną, która zrasta się z pierwiastka boskiego i ludzkiego. (...)

To jest ten jedyny Kościół Chrystusowy, który wyznajemy w Symbolu wiary jako jeden, święty, katolicki i apostolski, który Zbawiciel nasz po zmartwychwstaniu swoim powierzył do pasienia Piotrowi (J 21,17), zlecając jemu i pozostałym Apostołom, aby go krzewili i nim kierowali (por. Mt 28,18 n), i który założył na wieki jako "filar i podwalinę prawdy" (1 Tm 3,15). Kościół ten, ustanowiony i zorganizowany na tym świecie jako społeczność, trwa w Kościele katolickim, rządzonym przez następcę Piotra oraz biskupów pozostających z nim we wspólnocie”.(3)

Widzimy więc, że  przede wszystkim z przyczyn doktrynalnych Kościół katolicki postrzega ciągłość swojej ziemskiej historii od dnia Pięćdziesiątnicy do dziś.  Korzenie więc Kościoła tkwią w historycznym fakcie wcielenia Syna Bożego, w Jego nauczaniu, Męce i Zmartwychwstaniu. Wśród pierwszych chrześcijan wiara w Jego zbawcze orędzie łączy się ściśle ze świadomością więzi pomiędzy wyznawcami. Od początku więzi te ujmowane są w widzialne struktury organizacyjne, pozostające ze sobą w stałej łączności, choć nielegalny w istocie status chrześcijaństwa przez pierwsze trzy wieki, utrudniał stworzenie stabilnej i bardziej ujednoliconej struktury.  Od początku, niestety, rozwojowi Kościoła towarzyszyły rozłamy; teologia kształtowała się w ogniu sporów najpierw z judaizmem, potem z gnostycyzmem i manicheizmem. Od III w. nasiliły się spory dotyczące nauki o Trójcy Świętej oraz osoby Wcielonego Słowa Bożego. Swoje rozwiązanie znalazły one na Soborach Powszechnych, zgromadzeniach (przynajmniej w teorii) wszystkich biskupów, które stały się możliwe po Edykcie mediolańskim cesarza Konstantyna Wielkiego z 313 r. 

Trzeba tu zauważyć, że na ogromnym, ujednoliconym politycznie terenie cesarstwa rzymskiego wykształciło się kilka głównych ośrodków kościelnych, wokół których ogniskował się rozwój specyficznych kulturowo, lokalnych form życia religijnego, przede wszystkim duchowego i liturgicznego. Wokół Rzymu, stolicy cesarstwa zogniskowała się tradycja łacińska; Aleksandria stała się stolicą patriarchalną dla Egiptu, później także dla Etiopii, koncentrując wokół siebie tradycję koptyjską. Najważniejsze miasto wschodnich prowincji cesarstwa Antiochia, gdzie po raz pierwszy uczniów Chrystusa nazwano chrześcijanami, dała początek kilku nurtom. Jako wielkie zhellenizowane miasto, zrodziła tradycję grecką, która wraz ze wzrostem znaczenia nowej stolicy cesarskiej, Konstantynopola (Bizancjum), tam znalazła swoje centrum. Jako stolica historycznej Syrii ogniskowała tradycje syriacką, semicką – posługująca się rodzimym językiem Chrystusa – aramejskim.

W nurcie tym mieści się tradycja assyryjsko-chaldejska, ukształtowana w Persji, poza granicami rzymskiego imperium. Bliskość geograficzna sprawiła też, że z tradycji antiocheńskiej czerpało chrześcijaństwo ormiańskie. Odmienność tych tradycji, wywołująca często trudności komunikacyjne spowodowane bariera językową i związana często z animozjami społecznymi i etnicznymi, była dodatkowym powodem do narastania różnic i nieporozumień teologicznych.

Tak więc tylko dwa pierwsze sobory powszechne, I Nicejski (325) i I Konstantynopolitański (381) są uznawane powszechnie we wszystkich tych tradycjach. Assyryjczycy odrzucili uchwały Soboru Efeskiego (431). Sobór Chalcedoński (451) został uznany jedynie  w ramach tradycji greckiej i łacińskiej. Dwa następne sobory, Konstantynopolitański II (553) i Konstantynopolitański III (681) były kontynuacją i doprecyzowaniem ustaleń chalcedońskich. II Sobór Nicejski (787) dotyczył rozgrywającego się wewnątrz tradycji greckiej sporu o kult ikon. Do dziś te siedem soborów powszechnych jest uznawanych wspólnie zarówno przez tradycję rzymską jak i bizantyjską (4), choć warto podkreślić, że dla tej pierwszej kluczową rolę odgrywała tu akceptacja papieska. Wśród najwybitniejszych rzymskich biskupów z tego okresu wymienić należy św. Damazego I (366-384), św. Leona I Wielkiego (440-461), św. Gelazego I (492-496), św. Grzegorza I Wielkiego (590-604), św. Marcina I (649-655) i św. Agatona (678-681).

Napięcia pomiędzy Rzymem i Bizancjum, tlące się z różnym natężeniem od czasów Chalcedonu, znalazły swoja kulminację w wydarzeniach roku 1054, kiedy to legat papieski i Patriarcha Konstantynopola rzucili na siebie wzajemnie ekskomuniki i roku 1204 kiedy to wojska łacińskich chrześcijan zdobyły w niesłychanie krwawy sposób Konstantynopol. Od tego czasu w jedności z Biskupem Rzymu pozostali niemal wyłącznie chrześcijanie łacińscy. Prowadziło to do utożsamiania katolicyzmu z rzymskim-katolicyzmem. Nie jest to jednak całkowicie ścisłe. Od jedności z Rzymem nigdy nie odpadły wspólnoty tradycji greckiej do dziś istniejące w południowej Italii. W czasie wypraw krzyżowych, jeszcze przed złupieniem Konstantynopola wznowiona została łączność pomiędzy Rzymem a zamieszkującym Liban ludem Maronitów należącym do tradycji syriackiej. Ich patriarcha brał udział w obradach jednego z kolejnych soborów powszechnych, IV Laterańskiego (1215). Na późniejszych soborach, w Lyonie (1274) i we Florencji (1439) starano się doprowadzić do powszechnej unii z Konstantynopolem.

Starania te spełzły na niczym.  Jednak dynamiczny i odnowiony na Soborze Trydenckim (1545-1563) Kościół katolicki zdołał w następnych latach doprowadzić do zawarcia szeregu unii z lokalnymi kościołami z wspomnianych wyżej tradycji. Było to możliwe albowiem wszystkie te kościoły zachowały, tak jak Kościół katolicki, hierarchiczny, episkopalny ustrój i siedem sakramentów jako widzialnych znaków niewidzialnej Bożej łaski (chrzest, bierzmowanie albo chryzmacja, eucharystia, pokuta, namaszczenie chorych, małżeństwo i sakrament święceń). Dziś w łonie Kościoła katolickiego do największych wspólnot wschodnich można zaliczyć np. kościoły melchicki na Bliskim Wschodzie i greckokatolicki na Ukrainie, wywodzące się z tradycji bizantyjskiej, kościoły syro-malabarski w Indiach i chaldejski w Iraku mające korzenie w tradycji wschodnio-syriackiej czy też wspomniany już kościół maronicki.(5)

Zaznaczywszy nieścisłość zamiennego traktowania pojęć katolicki i rzymsko-katolicki, nie sposób jednak nie zauważyć, że w wielkim stopniu historia Kościoła katolickiego jest historią chrześcijaństwa zachodniego, łacińskiego. Z istniejących w czasach rzymskich ośrodków tej tradycji wymienić trzeba przede wszystkim północną Afrykę, która wydała wielu świętych i teologów, z których koniecznie wspomnieć należy św. Augustyna. Niestety po tych wspólnotach nie ma już dzisiaj żadnego śladu, gdyż zanikły wskutek najazdu islamskiego.

Europejskie prowincje zachodniej części rzymskiego imperium zostały podbite przez barbarzyńskie ludy germańskie. Choć z czasem ulegały one kulturowej wyższości ludów podbitych, co oznaczało też przyjęcie katolicyzmu. Należy tu szczególnie wspomnieć o chrzcie Chlodwiga, króla Franków, w roku 496 w Reims, gdyż to sojusz papieży z tym ludem umożliwił powstanie w połowie VIII w. Państwa Kościelnego, znacznego obszaru w środkowej Italii, gdzie rzymscy biskupi sprawowali doczesną władzę, co dało realna podstawę do chronienie swojej niezależności od władców świeckich.  

Nieustanne wojny w latach wędrówek ludów doprowadziły do wielkiego załamania cywilizacyjnego. Jednak dzięki rozkwitającej od VI w. zachodniej tradycji monastycznej opartej na regule św. Benedykta z Nursji, zdołano ocalić od zapomnienia cywilizację antyczną, przepisując niezliczone księgi w klasztornych skryptoriach. W kręgach monastycznych żywy też był duch misyjny, który w ciągu kilku stuleci rozszerzył granice łacińskiego chrześcijaństwa poza dawny limes rzymski głosząc ewangelie plemionom germańskim na terenie dzisiejszych Niemiec a także ludom skandynawskim, zachodnio- i południowo-słowiańskim, bałtyckim i ugrofińskim. W klasztorach też, w słynnej kongregacji kluniackiej (6) zrodził się ruch odnowy teologicznej i dyscyplinarnej, który pomógł przezwyciężyć poważny kryzys władzy papieskiej w X w. Z niej wyszedł jeden z najsłynniejszych papieży wieków średnich, św. Grzegorz VII.

Jest to pewna szczególna cecha tradycji łacińskiej, że w sytuacjach dynamicznych zmian i przeobrażeń rodzą się nowe charyzmaty życia zakonnego. Tak jak we wczesnych wiekach średnich decydującą rolę odegrały mnisze wspólnoty benedyktynów a potem cystersów, tak wraz z rozwojem miast i rozkwitem życia umysłowego na powstających od XII w. uniwersytetach, znacząca role zyskują tzw. zakony żebrzące, głównie franciszkanie i dominikanie, oba powstałe za pontyfikatu Innocentego III (1198-1216).

Wraz z odkryciem Nowego Świata i początkiem głoszenia tam Ewangelii, jedność zachodniego chrześcijaństwa zostaje rozbita przez reformację. W Anglii, Skandynawii, wielkiej części Niemiec przewagę zdobywają poglądy radykalnie kwestionujące znaczną część doktryny katolickiej. Popularnością cieszą się też we Francji w Polsce. Dla utrwalenia się podziałów, poza kontekstem politycznych interesów poszczególnych monarchów, kluczowe znaczenie maja różnice w eklezjologii i w rozumieniu sakramentów. Ponieważ jednak u źródeł reformacji leżały też rzeczywiste zaniedbania w praktyce duszpasterskiej Kościoła Katolickiego, niezbędne były prawdziwe reformy wewnątrz Kościoła katolickiego.

Dzieła tego dokonano na wspomnianym już Soborze Trydenckim. Z naciskiem potwierdził on tradycyjną, katolicką naukę dotyczącą przede wszystkim spraw zakwestionowanych przez reformę protestancką, a szczególnie ofiarniczego charakteru Mszy św. Sobór podjął także cały szereg decyzji dyscyplinarnych dotyczących formowania i kształcenia duchownych (powstawanie seminariów duchownych), ich stylu życia (np. obowiązek rezydencji biskupów w ich diecezjach), obowiązku katechizowani wiernych, kodyfikacji ksiąg liturgicznych, etc. Tak jak poprzednio wielką rolę we wcielaniu w życie postanowień trydenckich odegrały zakony, a zwłaszcza ich nowy typ – tzw. zgromadzenia kleryckie, zrzeszające we wspólnoty kapłanów. Do takich zakonów należą m.in. teatyni, pijarzy, barnabici i, oczywiście, najsłynniejsze pośród nich Towarzystwo Jezusowe (jezuici). Ten wielki prąd odnowy, wsparty przez kolejnych papieży, m.in. św. Piusa V, Klemensa VIII, Urbana VIII, najczęściej nazywany kontrreformacją, (choć autor tego opracowania woli używać zaproponowanego przez Jeana Delumeau sformułowania reforma katolicka, w odróżnieniu od reformacji określanej jako reforma protestancka), przyniósł katolicyzmowi wielkie osiągnięcia. Odzyskano dla Kościoła część terenów, na których popularność zdobywały poglądy protestanckie. Ważniejsze jednak jest to, że wzmocniony wewnętrznie i utwierdzony

W wierze Kościół zdołał przetrwać zawieruchy i prześladowania niesławnej rewolucji francuskiej, włącznie z kilkuletnim uwięzieniem papieża Piusa VII (1800-1823).

Po upadku imperium napoleońskiego napięcie pomiędzy Kościołem katolickim a tzw.  nowoczesnym światem narastało. Wiek XIX był czasem dynamicznego rozwoju Kościoła. Oprócz szerokiej akcji misyjnej poza Europą, zwłaszcza w Afryce, możliwe stało się także ustanowienie biskupów dla licznych katolików w krajach protestanckich, np. w Wielkiej Brytanii i Holandii. Paradoksalnie z największymi problemami Kościół borykał się w krajach tradycyjnie katolickich, szczególnym zaś polem zatargu stałą się sprawa zjednoczenia Włoch. Pod koniec 1869 roku zebrał się I Sobór Watykański, który wyraźnie potwierdził naukę o nieomylności uroczystego nauczania papieskiego i jurysdykcyjnym prymacie biskupa Rzymu. Pewne grupy katolików w krajach niemieckojęzycznych, niezbyt liczne, ale nie pozbawione znaczenia, w tym m.in. kilku profesorów teologii, odrzuciły te postanowienia, zerwały jedność z Rzymem i utworzyły wspólnoty zwane kościołami starokatolickimi.

W lipcu 1870 sobór został zawieszony, a już dwa miesiące później Rzym został zdobyty przez wojska włoskie. Państwo Kościelne uległo likwidacji. Papież, bł. Pius IX (1846-1878, najdłuższy pontyfikat wśród następców św. Piotra), ogłosił się więźniem Watykanu. Nie brakło takich, którzy w upadku doczesnego władztwa papieży, dopatrywali się aktu dziejowej sprawiedliwości, zgodnego z duchem chrześcijańskim. Trudno jednak nie zauważyć, że przez stulecia istnienie doczesnej, ziemskiej suwerenności  przyczyniało się, choć nie bez trudności, do zachowania przez papiestwo niezależności od świeckich potęg. Słuszność dążeń papieskich zmierzających do odtworzenia suwerenności międzynarodowej na podstawach terytorialnych, zwieńczonych podpisaniem tzw. Traktatów Laterańskich z Włochami w 1929 roku, okazała się z całą mocą w latach II wojny światowej, kiedy Rzym został zajęty przez wojska hitlerowskich Niemiec. Ta suwerenność umożliwiła Kościołowi i papieżowi, Piusowi XII (1939-1958), niesieni wielkiej pomocy ofiarom tej wojny, w tym także licznym Żydom.

W ostatnich dziesięcioleciach najbardziej znamiennym wydarzeniem w dziejach katolicyzmu był zwołany przez bł. Jana XXIII i zakończony pod rządami Pawła VI, II Sobór Watykański.

W najważniejszych dokumentach dogmatycznych potwierdził on i rozwinął naukę poprzedniego soboru o Kościele i Bożym Objawieniu. Należy zauważyć, że przy okazji obrad ożyły i wypłynęły na powierzchnię życia kościelnego silne prądy modernistyczne, wcześniej stanowczo zdławione przez św. Piusa X. Tendencje te w swoich założeniach miały przystosować katolicyzm do mentalności współczesnego człowieka. W imię „ducha Soboru”, często w przeciwstawieniu do litery soborowych postanowień, reinterpretowano, a często starano się niemal całkowicie zmienić tradycyjne nauczanie , tak w odniesieniu do dogmatów jak i zasad moralnych, na katolickich wydziałach teologii nauczano nieraz jawnych herezji, na potęgę flirtowano z marksizmem i komunizmem, przeprowadzano radykalne, nieraz wręcz skandaliczne eksperymenty z liturgią, rozluźniła się dyscyplina wśród duchowieństwa, tysiące osób porzucało stan duchowny i zakonny. Sytuacja ta nie zawsze spotykała się z adekwatną reakcją papieża, Pawła VI. Wobec winnych nadużyć praktycznie nie wyciągano żadnych konsekwencji. W politycznej działalności Stolicy Apostolskiej balansowano na cienkiej linie – szczególnie polityka wobec krajów komunistycznych budziła szereg wątpliwości moralnych, gdyż nieraz sprawiała wrażenie dobijania targów kosztem prześladowanych tam katolików.

Dopiero wybór na papieża w 1978 roku, po krótkim 33-dniowym pontyfikacie Jana Pawła I, arcybiskupa Karola Wojtyły z Krakowa, który przyjął imię Jana Pawła II, dał katolicyzmowi zdecydowane przywództwo. Teologom nauczającym na katolickich katedrach rzeczy sprzecznych z nauką Kościoła, odebrano misję kanoniczną, tj. prawo nauczania w imieniu Kościoła; Kongregacja Nauki Wiary, kierowana przez kardynała Ratzingera skutecznie  przeciwstawiła się nurtom marksizującym, szczególnie tzw. teologii wyzwolenia, nieustannie podkreślano konieczność rozumienia ostatniego Soboru w duchu całej wcześniejszej Tradycji, usiłuje się znaleźć należne miejsce w Kościele także dla ludzi przywiązanych do tradycyjnych form życia duchowego i liturgicznego. A wszystkiemu temu towarzyszy niesłychanie dynamiczna, trwająca już ponad ćwierć wieku działalność apostolska wyrażająca się w niezliczonych podróżach, mszach, homiliach naukach etc, w skutecznym korzystaniu ze środków społecznej komunikacji.

Dziś, po blisko 26 latach pontyfikatu polskiego papieża,  sądzę, że można w przyszłość katolicyzmu patrzeć nie bez obaw, ale jednak z chrześcijańską nadzieją.

Piotr Chrzanowski

Przypisy:

(1) Breviarium Fidei 46, str. 79, Poznań 1998

(2) Por. LG 18

(3) LG 8

(4) Warto zauważyć, że w roku 880 odbył się kolejny wspólny synod Greków i Łacinników. Przez katolików uznawany jest on za ósmy sobór powszechny, co odrzucają Prawosławni. Kościoły te uznają za powszechne tylko wcześniej wymienionych siedem soborów. Pogląd ten podzielają kościoły starokatolickie, a także liczne wspólnoty protestanckie.

(5) Proces ten, zwany niekiedy pejoratywnie uniatyzmem, jest  bardzo negatywnie oceniany przez odłączone od jedności z Rzymem Kościoły wschodnie, zwłaszcza tradycji bizantyjskiej. Trudno jednak nie spostrzec, że ruchy unijne były najczęściej szczerze inicjowane przez  samych chrześcijan wschodnich, choć oczywiście powodowały podziały wewnątrz ich Kościołów lokalnych. Poza maronitami wszędzie następował podział na unitów i dyzunitów.  Zarzuty zaś prawosławia są o tyle dwuznaczne, że greckoprawosławne patriarchaty Antiochii i zwłaszcza Aleksandrii są w gruncie rzeczy instytucjami unickimi, tworzonymi na sposób, który później w pewnych przypadkach powielał Rzym. Tyle że patriarchaty te całkowicie się zbizantynizowały, w odróżnieniu od wschodnich kościołów katolickich, które choć też uległy rozmaitym wpływom łacińskim, zachowały w dużym stopniu swoja kulturowa specyfikę.

(6) Choć oczywiście ludobójstwo w Wandei pozostaje największą zbrodnią  rewolucji francuskiej, warto w tym miejscu wspomnieć, że wielki kościół opactwa w Cluny, arcydzieło sztuki romańskiej i jedna z największych świątyń chrześcijaństwa, został w tamtym czasie niemal w całości zniszczony. Traktowano go jako kamieniołom!!! Słusznie oburzamy się na barbarzyństwo afgańskich Talibów, którzy zburzyli słynne posągi Buddy w Bamjan, jednak jednocześnie spokojnie tolerujemy fakt, że Francja rocznicę wybuchu owej rewolucji traktuje jako swoje narodowe święto!




 Odnośniki  
  • św. Piusa V
  • Więcej autorstwa Piotr Chrzanowski
  • Więcej z sekcji Katolicyzm

  •  Opcje Artykułu  
  • Wyślij Znajomemu
  • Wersja Do Wydruku


  • Katolicyzm dziś i w historii | 1 komentarzy | Załóż Konto
    Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
    Katolicyzm dziś i w historii
    Autor: Sophie dnia 31.08.2004 14:00
    Z takiej skrótowej perspektywy chwała katolicyzmu istotnie jaśnieje blaskiem nieodpartym. Niestety jak się tak trochę zagłębić to już z tym bywa różnie. Odnosi się wtedy nieprzeparte wrażenie że „reforma katolicka” odbywała się często wyłącznie po zagonieniu instytucji papiestwa i Kościoła w taki zaułek, gdzie już nie była innego wyjścia jak reformować lub zginąć. Wystarczy choćby przeczytać jakie trudności przezywał sam arcykatolicki cesarz Karol V (nawiasem mówiąc mam do niego szczerą sympatię chyba dzięki pani Malewskiej i pomimo Dyla Sowizdrzala) próbując namówić papieży Klemensa i Pawła do zwołania soboru. Wili się jak piskorze. A kiedy go już zwołano nienawiść między kardynałami włoskimi i hiszpańskimi omal nie przeważyła nad instynktem samozachowawczym. Również podzielam pańskie oburzenie na ludobójstwo w Wandei (nie wiem czy oburzenie to jest właściwe słowo dla wyrażenia odczuć dotyczących mordów na niewinnych) jak też na niszczenie zabytków. Tym niemniej nie bardzo rozumiem pański wybuch zdziwienia, że spokojnie tolerujemy fakt, że Francja rocznicę wybuchu swojej rewolucji traktuje jako święto narodowe. Czy powinniśmy wypowiedzieć jej wojnę? Bo doceniając zasługi cesarza Karola V dla katolicyzmu zapomina mu się, że toczył z francuskim królem wojny we Włoszech, a jego wojska „wsławiły” się zdobyciem Rzymu w 1527 r. gdzie doszło do rzezi ludności cywilnej oraz niszczenia zabytków. Dodać trzeba, że co prawda cesarz nie zachęcał do tego swoich wojsk, ale i nie zrobił nic żeby to powstrzymać (jeśli się prowadzi wojnę i nie płaci najemnym żołdakom to jakaś odpowiedzialność chyba spoczywa na arcykatolickim władcy).
    [ Odpowiedz ]