Magazyn Teologiczny Semper Reformanda
* ECCLESIA * SEMPER * REFORMANDA * EST *

 Tematy Magazynu SR  
Biblia
Dokumenty
Teologia
Katolicyzm
Prawosławie
Protestantyzm
Historia Kościoła
Ekumenizm
Debaty o Kościele
Duchowość
Komentarze do Psalmów
Religia - judaizm
Religia - islam
Kościół a nowe idee
Religia i kultura
Kościół w świecie
Kościół zwiastowania

 Menu Użytkownika  
Login:

Hasło:

Nie masz konta?
Zarejestruj się
(podajesz TYLKO login i adres e-mail)


 Eksodus z kapłaństwa
 Autor:  Michał Monikowski   
 Data:  03.12.2003 12:04
 Przeczytane:  25918 razy  
Dyskusja nad obowiązkowym celibatem duchownych rzymskokatolickich nie ustaje. Pomimo prób zastopowania jej przez Watykan, zatacza coraz szersze kręgi i nic nie jest w stanie jej powstrzymać. Wielu wypowiada się publicznie za, jeszcze więcej przeciw celibatowi. Jednakże niewielka ilość osób zabiera głos w dyskusji. Spośród tych niewielu wymienić można Davida Rice'a, irlandzkiego dziennikarza, zsekularyzowanego księdza-dominikanina. Jego książka "Shattered vows. Exodus from the priesthood" (Strzaskane śluby. Eksodus z kapłaństwa) wydana została 13 lat temu, jednak wciąż jest jedną z podstawowych pozycji, analizujących temat celibatu.

We włoskich Alpach we wsi Vilaretto lokalny proboszcz Don Franco Trombotto popełnił samobójstwo. W swym pożegnalnym liście napisał m.in. "W ciszy mego pokoju, gdy na zewnątrz prószy śnieg, proszę Jezusa Chrystusa, by był moim Zbawicielem. Odmawiam modlitwę Dobrego Złoczyńcy - pamiętaj o mnie. Niosłem swój krzyż przez długi czas. Teraz pod nim upadam".

Tłem samobójstwa była miłość księdza do miejscowej kobiety. Nigdy nie żyli ze sobą. Ksiądz nie potrafił jednak znieść samotności. Historia tego duchownego trafiła do prasy za pośrednictwem jego przyjaciela, który rozzłoszczony był tym, że Kościół próbował zatuszować sprawę, puszczając w obieg plotkę o "chorobie" księdza.

Samobójstwa to jednak rzadki sposób 'rozstawania się z sutanną'. Najczęściej księża po prostu odchodzą od kapłaństwa na własne życzenie. Tylko w ciągu ćwierćwiecza od Soboru Watykańskiego II ok. stu tysięcy księży 'zrzuciło sutannę'. To liczba odpowiadająca prawie jednej czwartej wszystkich duchownych Kościoła Rzymskokatolickiego. Jest to - zdaniem autora - "jeden z najbardziej niezwykłych fenomenów religijnych od czasów Reformacji".

Konwencjonalny sposób myślenia, że "dobrzy księża zostają”, podczas gdy "źli odchodzą" (lub jeśli nie "źli", to przynajmniej "słabi") stał się zwykłą kliszą. W rzeczywistości sprawa jest bardziej skomplikowana. Nie wiadomo dłużej, kto jest tym "dobrym", a kto "złym".

Statystyka…

Profesor Richard Schoenherr, socjolog z Uniwersytetu Wisconsin, podaje dane dla USA: 20% księży rezygnuje z kapłaństwa po okresie do 10 lat od wyświecenia. Nim minie 15. rocznica święceń, odejdzie następnych 15%. Przed 25-leciem odejdzie w sumie 42%. W 1925 r. było w USA 15000 księży na 16 milionów katolików. Obecnie jest tam mniej więcej tyle samo na ok. 65 mln katolików. W 1990 roku w USA ok. 1950 parafii nie miało księdza. Zmniejsza się też stale liczba powołań.

Gdzie indziej też nie lepiej: pewna diecezja hiszpańska miała 1200 księży w 1965 r., w 1987 - 200, czyli straciła w ciągu 22 lat ok. 1000 duchownych.

Wg studiów holenderskiego jezuity, o. prof. Jana Kerkhofsa, na 100 zmarłych lub 'sekularyzowanych' księży Belgia ma jedynie 15 nowych; Holandia - 8; Niemcy - 34; Francja - 17; Włochy - 50; Irlandia - 45; Hiszpania - 32, a Portugalia - 10.

Sprawa nie wygląda lepiej w tzw. Trzecim Świecie, pomimo oficjalnej "tromtadracji" kościelnej. Wg Kerkhofsa (oraz innego jezuity, o. Johna A. Colemana SJ) przyrost liczby powołań nie przekłada się w tych krajach na zmniejszającą się liczbę zagranicznych misjonarzy. Jeszcze na początku lat 80-tych w jednej diecezji w Ugandzie na jednego księdza przypadało 6 tys. katolików. Około roku 1990 przypadało już 13.000. W Indonezji w 1954 r. na każdych 10.000 katolików było 11 księży. 20 lat później było ich już tylko pięciu. Na całym świecie w 1985 r. było 368.000 parafii i misji katolickich, z których 157.000 nie miało księdza.

Celibat dobrowolny i celibat narzucony

Wśród bezpośrednich powodów, dla których księża opuszczają kapłaństwo, celibat jest często głównym powodem.

Celibat wybrany całkowicie dobrowolnie stanowi "dar Boży". Autor podkreśla taki dar na przykładzie takich postaci jak: Matka Teresa, Dom Helder Camara, kard. Lorscheider, brat Roger z Taize, papież Jan XXIII czy ojciec Pio, dodając: "Ja spotkałem go w zakonnicy, będącej przełożoną w szpitalu; w człowieku, który kiedyś mnie uczył; w niektórych księżach, będących moimi kolegami oraz w paru księżach, których ostatnio spotykałem na misjach za granicą. Jest pewna przejrzystość w tych ludziach oraz oczywiste dobro i energia."

Psychologowie sugerują, że takie cechy mają swe źródło w najgłębszych korzeniach seksualności. Autor cytuje opinie Eknatha Easwarana na temat Gandhiego:

"W Afryce Południowej Gandhi nauczył się przekładać (…) wielkie idee na efektywną akcję (…) Dniami i nocami, dźwigając nosze w rozległym opustoszałym i górzystym kraju Natalu, zagłębił się w modlitwie i samokontroli, w gorączkowym poszukiwaniu większej siły, dzięki której mógłby służyć. Intensywność tego pragnienia doprowadziła go do źródła siły. Będąc pogrążonym w medytacji, Gandhi zaczął spostrzegać jak wiele jego energii życiowej jest uwięzionej w popędzie seksualnym. W nagłym przypływie intuicji uświadomił sobie, że seks nie jest jedynie instynktem fizycznym, lecz wyrazem ogromnej siły duchowej kryjącej się za wszelką miłością i kreatywnością, którą święte pisma hinduizmu nazywają "kundalini", siłą życia ewolucji. Przez całe życie była ona jego władcą, pchającym go w różnych kierunkach w sposób, którego nie był w stanie kontrolować. W ciszy wzgórz Natalu jednak, z całym swym palącym pragnieniem służenia zakumulowanym w ciągu tygodni zajmowania się rannymi i umierającymi, Gandhi znalazł w sobie sile, by czerpać te moc u jej źródeł. To właśnie tam i wtedy postanowił, że odtąd będzie jej panem i że nigdy więcej nie pozwoli jej panować nad sobą. Była to decyzja, która rozładowała jego najgłębsze napięcia wewnętrzne i wyzwoliła w nim cała miłość, poddając ją jego świadomej kontroli. Rozpoczął przemianę ostatnich swych pasji w sile duchowa."

Piszący powyższe słowa musi przyznać, że powyższe brzmi dla niego niemalże jak idealizm katarskich perfektów, ale oczywiście autor ich w tym kontekście nie wymienia. Cytuje on natomiast ze swego wywiadu z kardynałem Basilem Hume następujące słowa brytyjskiego hierarchy:

"Nie obiecuje się po prostu celibatu w dniu, w którym zostaje się diakonem. Trzeba ten celibat odnawiać każdego dnia. Wierzę głęboko w oba rozdziały o stworzeniu w księdze Genesis, w których czytamy, że mamy się rozmnażać oraz, że to niedobrze, by mężczyzna był sam. Jednak celibat mówi 'Nie' obu tym stwierdzeniom - może to jednak uczynić, jeśli jednocześnie mówi 'Tak' czemuś innemu. Byciu otwartym na miłość, którą człowiek poznaje w Bogu, a poprzez to - próbie dawania i dawaniu miłości wszystkim, z którymi się styka."

Teilhard de Chardin SJ zastanawiał się kiedyś nad sensem celibatu, gdy sam był zakochany w pewnej Amerykance nazwiskiem Lucille Swan. Kwestia, którą rozpatrywał była następująca: czy powstrzymywanie się od kontaktów seksualnych z Lucille stanowiło wynik uwarunkowań psychicznych, mających swe korzenie w dzieciństwie, czy też pragnieniem pozostania wiernym obowiązkowi moralnemu. W jego opinii ani jedno, ani drugie nie grało tutaj roli. Postrzegał on świat materialny jako ewoluujący ku czemuś duchowemu, a miłość to jedna z najpotężniejszych sił, wiodących ku Bogu. Według niego miłość fizyczna i miłość do Boga to dwa rodzaje tej samej miłości, przy czym ten drugi rodzaj pozostawia miejsce dla dziewictwa, nawet jeśli człowiek jest zakochany w innej osobie. Oznacza to, że miłość do innej osoby jest do pogodzenia z celibatem.

Rzecz w tym, że jedynie bardzo niewielu ludzi jest zdolnych do takiego rodzaju miłości i są to ludzie, dla których jest ona całkowicie wolnym wyborem, dokonywanym i ponawianym niemal każdego dnia.

Jeszcze inaczej widzi kwestie celibatu przyjaciel autora, ks. Michael Hollings z parafii rzymsko-katolickiej w Bayswater w Londynie. Wydawał się on autorowi człowiekiem szczęśliwym jako celibatariusz.

"Celibat daje mi wolność, ale to moje osobiste odczucie" - mówił ks. Hollings - "ponieważ są ludzie żonaci, znajdujący więcej czasu na prace niż ja. Chciałbym doczekać sytuacji, gdy księża celibatariusze oraz księża żonaci będą pracować razem".

Ks. Hollings ma raczej bardziej 'przyziemny' stosunek do celibatu niż de Chardin. Stwierdza po prostu „że są trzy rodzaje ludzi: ci, którzy chcą zdobyć dyplomy, ożenić się i ustatkować; ci, którzy oddają się całkowicie swojemu powołaniu oraz swej 'wizji' i jeśli się żenią, to jest to dla nich raczej produktem ubocznym ich życia; oraz ci, którzy nigdy się nie żenią, za to starają się o wszystkich wokół siebie. Zaliczył on siebie do tej trzeciej grupy. "Nie sadze, by którakolwiek stanowiła charyzmę. To po prostu wynik naturalnego rozwoju mężczyzny czy kobiety". Uważa on, że w kapłaństwie jest miejsce dla wszystkich tych postaw.

Jednak celibat narzucony odgórnie jest - według autora - odległym "o całe lata świetlne" od dobrowolnego celibatu opisanego powyżej.

Dodam od siebie, że w wyborze celibatu, mimo trudności, z jakimi to przychodzi - a może właśnie z powodu owych trudności – droga ta jest rzeczywiście dużo piękniejsza. Można zatem - i to bez sarkazmu - mówić tu o "darze bożym". Jest to również - powtórzmy za papieżem - "dar z samego siebie". Słowo "dar" już samo w sobie sugeruje dobrowolność wyboru, gdyż w innym wypadku - tj., jeśli ktokolwiek z ludzi tego wymaga jako warunku odgórnie ustalonego - nie jest to już dar, lecz przymus.

Pismo Święte nie nakazuje celibatu i każdy, kto je bodaj raz przeczytał, wie o tym doskonale. Czyli np. ktoś, kto uznaje Biblię za najwyższy autorytet w kwestiach wiary (np. protestant) mógłby powiedzieć, że nie pozwoli, by "ogon tradycji merdał biblijnym psem". Gnostyk mógłby się tu odwołać do sumienia, wskazując, że tak osobistych decyzji brzydziłby się narzucać innym drogą uzurpacji i powoływania się na jakikolwiek ludzki autorytet w postaci dekretu, urzędu czy konkretnej osoby. A obydwaj oni mogliby jednocześnie wskazać na fakt, że o ile narzucanie komuś rzeczy, którą potrafiło się samemu zaakceptować, może już budzić wątpliwości (tzn., jeśli żyjący w celibacie ksiądz chce ten celibat narzucić innemu księdzu), to o tyle wręcz niezrozumiałe jest to, jeśli za celibatem 'gardłują' - i od innych go wymagają - ci, którzy sami ani myślą odmawiać sobie pożycia seksualnego, ani zakładania rodziny, ani też cieszenia się własnymi dziećmi - czyli "ja się tym cieszę, a ty, księże, żyj jak asceta”. Bo żeby jeszcze powiedział "ty się ciesz, a ja będę asceta", to może byłoby to nieco bardziej uczciwe.

"Pozbawcie Kościół godnego małżeństwa, a napełnicie go konkubinatem, kazirodztwem i wszelkimi rodzajami niewysłowionych występków i nieczystości."

(Św. Bernard z Clairvaux)

Autor podaje między innymi przykład pewnego niemieckiego duchownego, którego nazywa "księdzem Hansem". Odwiedził Hansa na probostwie. Ten opowiedział mu o swoim związku z kobietą, mieszkającą w mieście odległym o 100 km. Mieli 8-letniego syna. Syn myślał, że Hans jest jego wujkiem. Stawał się jednak coraz bardziej dociekliwy, więc rodzice obawiali się, że dowie się prawdy. Na pytanie, czemu nie odejdzie z kapłaństwa, Hans odpowiedział:

"…ono tyle dla mnie znaczy. Nie mogę odejść z kapłaństwa za nic w świecie. Zresztą, co jeszcze innego będę mógł teraz robić?"

Po chwili kontynuował:

"W zeszłym roku znowu zaszła w ciąże. Nie było jednak szansy na to, byśmy mogli utrzymać w tajemnicy jeszcze jedno dziecko (…) Więc zdecydowaliśmy się na aborcję."

(…) Pewnego dnia - mówił - musze stanąć przed Bogiem i odpowiedzieć za to, co zrobiłem. Ale ci ludzie (tu wskazał na fotografie papieża w otoczeniu kardynałów – przyp. M. M.) staną tam razem ze mną. To ich reguły pchnęły mnie do tego".

Nie brakuje też w książce Davida Rice'a paru 'akcentów polskich':

"Słyszymy, że Kościół w Polsce kwitnie i faktem jest, że co trzeci ksiądz wyświęcany w Europie jest Polakiem. O tym kwitnącym Kościele pewna młoda Polka mówiła podczas spotkania grupy Adwentu (grupa, skupiająca żonatych księży - przyp. M. M.) w Londynie. Cytuje z biuletynu tej grupy:

Opowiadała, że w Polsce ksiądz decydujący się na małżeństwo z kobietą, którą kocha, jest odrzucany wraz ze swą partnerką. Jeśli jednak nic nie mówi, życie biegnie jak dawniej, a jego dzieci chodzą do szkoły wraz z innymi dziećmi z tej samej wsi. Wszyscy po prostu akceptują tę sytuację. Biorąc pod uwagę lepszy nawet niż CIA "wywiad" Watykanu, nikt nie może powiedzieć, że Jan Paweł II o tym nie wie. Qui tacet, consentit (milczenie znakiem zgody). Czyż standardy mogą być bardziej dwuznaczne?

Moje własne doświadczenie potwierdza świadectwo owej kobiety. Kilka lat temu zaprzyjaźniłem się z grupą polskich księży studiujących w Irlandii. Choć od dawna byłem już żonaty, ci młodzi mężczyźni byli rozbawieni tym, co uważali za moją naiwność odnośnie celibatu. Ich zdanie było, całkiem po prostu, takie, że nikt dziś nie traktuje celibatu poważnie. Pozostajesz księdzem, robisz ile dobrego możesz i dyskretnie korzystasz z gotowości oddanych, pełnych admiracji kobiet, by czynić siebie dostępnym seksualnie.

To było kilka lat temu. Jednak właśnie ukończyłem wywiad z innym młodym, polskim księdzem, służącym w jednej z polskich diecezji. Wyjaśnił mi, dlaczego on i niektórzy jego koledzy nie widzą żadnego problemu w łamaniu reguły celibatu:

"Obowiązkowy celibat to po prostu prawo ludzkie" - powiedział. "Każdy wie, że ono się kiedyś zmieni. Więc czemu nasze życie ma być zmarnowane przez coś, co się zmieni za dwadzieścia lat? Poza tym w naszym przypadku, tutaj w Polsce, prawo (cywilne) jest skorumpowane od momentu naszego narodzenia. Na przykład równość istnieje tylko na papierze. Grunt to to, co możesz zrobić i z czym możesz umknąć. Celibat nie jest tu wyjątkiem".

Ale - spytałem - czy kobieta nie będzie dotknięta, jeśli ksiądz tak postępuje?

"Kobieta wie, w co się pakuje. Tak jak kobieta, która zadaje się z żonatym mężczyzną. Wie, że nie możemy się żenić i pakuje się w to z otwartymi oczami. Więc zasługuje na to, co dostaje."

"Dla nas jest o wiele gorzej opuszczać kapłaństwo i ożenić się niż mieć partnerkę. To coś, co odziedziczyliśmy po partyzantach z wojny. Gdy ludzkie życie zależało od ciebie jako partyzanta, to nie mogłeś po prostu odejść, by się ożenić. Ale mieć kobietę na boku, gdy się było partyzantem, to nie był problem. Tak samo jest dziś z księżmi. Wciąż walczymy na wojnie."

Z punktu widzenia psychologii

Na początku lat 70-tych psychologowie Eugene Kennedy i Victor Heckler przeprowadzili na zlecenie biskupów amerykańskich badania księży (Kennedy, E.C. & Heckler, V.J. The Catholic Priest in the United States: Psychological Investigations. United States Catholic Conference. Washington D.C. 1972). Stwierdzili oni, że jedynie 6% księży było w pełni dojrzałych i rozwiniętych, podczas gdy 29% znajdowało się w procesie dojrzewania i rozwoju, 57% było niedostatecznie rozwiniętych, a 8% rozwiniętych wadliwie. Rezultaty te uważano za wynik pewnych ujemnych aspektów szkolenia seminaryjnego. Kennedy i Heckler wyjaśniają:

"Ich problemy są dokładnie takie, jakich można się spodziewać, gdy wyodrębni się grupę młodych mężczyzn, pośle do specjalnych szkół, faktycznie wyeliminuje ich kontakty z kobietami, a następnie skieruje ich do pracy w warunkach, będących kontynuacją podtrzymywania życia w otoczeniu wyłącznie męskim, w społecznie ograniczonej publicznej roli religijnej".

W innej swojej pracy (Kennedy, Heckler, Kobler & Walker. Clinical Assessment of a Profession: Roman Catholic Clergymen. W: Journal of Clinical Psychology, t. 33, Nr 1, styczeń 1977) stwierdzili oni:

Niektóre wydarzenia lub ciągi wydarzeń (…) reaktywują drzemiący w człowieku proces rozwoju. Niektóre doświadczenia prowadzące do rozwoju to nowa praca lub zlecenie, śmierć rodziców, szczególnie matki, nowe doświadczenia w edukacji, skutki Soboru Watykańskiego II, poważna porażka życiowa, znaczące doświadczenie religijne lub osobiste, szczególnie doświadczenia z kobietą. Ten zakres doświadczenia osobistego stanowi prawdopodobnie najsilniejszą i najczęstszą siłę w reaktywowaniu wzrostu w historii życia poszczególnych dojrzewających księży. Tego rodzaju konfrontacja prowadzi człowieka głębiej w siebie samego niż był on kiedykolwiek wcześniej. Przestaje on bronić się w kontrolowany sposób, który ograniczał jego doświadczenia życiowe i wkracza on w takie sfery ludzkie, o których jest w stanie szczerze powiedzieć, że nigdy przedtem nie zdawał sobie sprawy z ich istnienia zanim nastąpiło owo doświadczenie."

David Rice podaje szereg przykładów, ilustrujących powyższe wnioski. Potwierdzają one, że dla tych księży, którzy opuszczają kapłaństwo, nic nie jest w stanie pomóc odnaleźć własną tożsamość w takim stopniu, jak pożycie z kobietą. Cytuje on m.in. psychologa Williama Grahama, który sam jest 'zlaicyzowanym' księdzem:

Osobą, która mnie ceniła, była moja żona (…). Jeżeli ktoś się o ciebie troszczy, to fakt ten przyczynia się do wzrostu poczucia własnej wartości. Nie ma głębszego związku niż ten, jaki istnieje między dwojgiem kochających się i zdrowych ludzi, i może on bardzo pomóc obojgu w dojrzewaniu.."

Tego dojrzewania (i to w przyspieszonym tempie) potrzebują przede wszystkim właśnie tacy księża. Dlatego też często skłaniają się oni ku małżeństwom z silnymi kobietami:

"Zawsze zdają się oni wybierać silniejsze, niezależne kobiety, które albo robią kariery, albo mają szereg rozmaitych zainteresowań. Z początku są od nich zależni, ale z biegiem lat to się zmienia. Mężczyźni dojrzewają i zaczynają się z kolei troszczyć o kobiety, które za tym przepadają. Mężczyźni się ustatkowują, zajmują się własną pracą i już nie potrzebują być tak uzależnionymi."

Badania pokazują ponadto, że księża z reguły są dobrymi mężami. Rozwody zdarzają się im stosunkowo rzadko.

Inny 'zlaicyzowany' ksiądz, Richard Sipe z Wydziału Psychiatrii w John Hopkins Medical School w Baltimore przeprowadził badania nad praktyką oraz osiąganiem kapłańskiego celibatu przez księży Kościoła Rzymskokatolickiego. W jego badaniach wzięło udział ok. 1.500 księży - respondentów. Skonkludował on m.in.:

„Oceniam, że (…) nie więcej niż 50% księży praktykuje celibat. Nie więcej niż 2% kleru osiągnął ideał celibatu bez większych przeszkód, z dodatkowymi 3 do 6 procentami tych, którzy wystarczająco dobrze wprawili się w praktykę celibatu, by powiedzieć, że osiągnęli go."

Sipe informuje także, że "mniej niż 20% kleru" miało orientację homoseksualną lub "nieokreśloną" ("undetermined"), z czego jedna czwarta (czyli 5% wszystkich) miało regularne stosunki z jednym partnerem, a dalszych 7% miało przelotne kontakty homoseksualne z rozmaitymi partnerami.

"Po ich owocach ich poznacie…"

- powiedział Jezus, a owocami przymusowego celibatu są tysiące mężczyzn o podwójnym życiu, tysiące kobiet ze złamanym życiem, tysiące dzieci odrzuconych przez swych wyświeconych ojców, nie mówiąc już o wewnętrznych ranach samych księży, przypadkach psychiatrycznych, o alkoholikach i pracoholikach, o szarych samotnych twarzach, samochodach, knajpach i prostytutkach, co zmarnowały życie tak wielu kapłanom Jezusa Chrystusa. Jedynie Szatan mógł wymyśleć takie sito dla kapłaństwa." - stwierdza autor i dodaje:

"Dobrzy i wspaniali ludzie (…), którzy osiągnęli prawdziwy celibat w swym życiu, nie stanowią usprawiedliwienia dla przymusowego celibatu. Nawet go nie potrzebują: ich celibat to wolny wybór, a tacy mężczyźni i kobiety zawsze będą wśród nas.".

Rice porównuje Kurię Rzymską do generałów pierwszej wojny światowej (Haig, Joffre, Ludendorff), którzy posyłali setki tysięcy z okopów na pewną śmierć po to, by niedobitki były w stanie zająć pozycje nieprzyjaciela. Nie przejmowali się dużymi stratami w ludziach. Stwierdza on, że historia oceniła takich dowódców jako brutalnych bufonów. Uważa w związku z tym, że historia podobnie oceni kiedyś Kościół "i nasz sztab generalny w Watykanie", jeśli oddawać się będziemy podobnemu myśleniu. Zwłaszcza, jeśli to myślenie 'przełożone' zostaje w praktyce na działania sprzeczne z oficjalnym nauczaniem Kościoła np. w sprawach rodziny. Za przykład niechaj posłuży tu treść listu pewnego biskupa z USA do zsekularyzowanego księdza:

"Drogi…..

Z ogromnym smutkiem dowiedziałem się o Twojej decyzji opuszczenia kapłaństwa i o usiłowaniu wstąpienia w związek małżeński. Jest moim obowiązkiem, jako Twojego biskupa, poinformowanie Cię, że pogwałciłeś w ten sposób kanony Kościoła, regulujące Twoje życie kapłańskie. Pogwałciłeś kanony 2388, 188, 132 nr. 1, 1072 i dlatego też, usiłując zawrzeć związek małżeński, jesteś od tej chwili ekskomunikowany latae sententiae.

Jeśli jednak, po otrzymaniu niniejszego listu i poddawszy jego treść przemyśleniu oraz modlitwie, zamierzasz powrócić do stanu kapłańskiego, musisz opuścić swą małżonkę oraz dzieci, w przypadku ich posiadania, i uzyskać rozwód cywilny, oraz odbyć pokutę. Po pewnym czasie zwrócimy się w Twoim imieniu do Stolicy Apostolskiej o przywrócenie Cię do stanu kapłańskiego.

Z najlepszymi życzeniami,

+…….

Biskup……"

Nie tylko celibat

Misjonarz Mike Breslin opowiada o swych doświadczeniach z Paragwaju:

"W diecezji było 250.000 ludzi na tysiącach mil kwadratowych. Mieliśmy biskupa z USA i sześciu franciszkanów, niemówiących ani po hiszpańsku, ani w języku Guarani. Temperatura aż do 130 stopni Fahrenheita, fatalne warunki, bez bieżącej wody i prądu. Śmiertelność niemowląt tak wielka, że nie było czasu na pogrzeby (…). Setki osad widziało księdza raz na 3 lata".

Postanowiono więc szukać miejscowych liderów świeckich - to był zaczątek wspólnoty:

"Zebraliśmy przywódców ze wszystkich wiosek na szkolenie. Przyszli do nas, dzieliliśmy z nimi nasze życie. Nauczyłem się Guarani i zamiast mieszkać na plebani, zamieszkałem z rodziną indiańską".

Przybył jednak nuncjusz apostolski i zabronił eksperymentu:

"Biskup wezwał wszystkich: 'musimy tego zaprzestać, bo nuncjusz jest przeciwny'. Powiedzieliśmy biskupowi, że sprawa zaszła za daleko, że lokalni przywódcy stracą twarz, jeśli teraz odwołamy szkolenie".

Biskup zagroził, że albo stanie się tak, jak on każe albo zawiesi nieposłusznych. Wszyscy się sprzeciwili, więc zawiesił całą diecezję…

„Wyczuwałem atmosferę niesamowitej dominacji, bycia kontrolowanym na jawie i we śnie" - mówi zsekularyzowany ksiądz z Irlandii - "Kontrolowali mnie, przykuwając do brewiarza, posuwając mną jak pionkiem, cenzurując wszystko, co pisałem, nawet moje listy do gazet, zakuwając mnie w czarny garnitur (a w Rzymie nawet wtłaczając mnie w sutannę i goląc głowę), nakładając koloratkę na szyję, tak, bym nie mógł się utożsamiać z ludźmi i aby ludzie nie mogli się utożsamiać ze mną. Cały wagon zaczynał milczeć, gdy wsiadałem do pociągu. W końcu odczułem, że nie mogę oddychać i do dziś robi mi się niedobrze, gdy tylko widzę sutannę lub czarny garnitur (…) Wszystko jest pokryte milczeniem (…) masz nad sobą dożywotnią władzę biskupów. Jeśli są niesprawiedliwi, nie ma do kogo się odwołać, nie ma sądu, ani należnego procesu.”

Rice podaje parę cech owego systemu kontroli, charakteryzując wpływ, jaki wywierają one na sytuacje w Kościele, w tym na decyzje opuszczania kapłaństwa przez księży:

Najpierw klerykalizm, potem Kościół

Instytucja troszczy się najpierw o swoje przetrwanie, a dopiero potem o potrzeby Ludu Bożego. Wiele parafii nie ma księży, co nie pozostaje bez wpływu na msze (i dostępność Eucharystii). Gdyby znieść przymusowy celibat, liczba kandydatów do kapłaństwa mogłaby się nawet zwiększyć czterokrotnie. Ale mając do wyboru między celibatem oraz Eucharystią, instytucja wybiera celibat i nie chce go nawet dyskutować.

Ukrywanie prawdy

Brak swobody myśli i wypowiedzi wewnątrz struktur kościelnych jest innym jeszcze powodem, dla którego wielu księży odchodzi. Od Karla Rahnera SJ wymagano np., by przedkładał wszystkie swoje dzieła do cenzury. W drugiej połowie lat 80-tych amerykański jezuita Terrance Sweeney napisał do biskupów USA, prosząc o wyjaśnienie ich stanowiska nt. celibatu. Jedna czwarta opowiedziała się za zniesieniem przymusowego charakteru celibatu. Jezuicie nakazano (z Watykanu), by zaprzestał swych badań i nie wyjawiał ich rezultatów. Wolał jednak odejść i badania kontynuować.

Przesadna tajemniczość

Nie można mieć równocześnie tajemniczości i odpowiedzialności. Tak jak władze świeckie posługują się prawodawstwem o tajemnicy, by ukrywać nieudolność, powołując się na bezpieczeństwo państwa, kościelna instytucja powołuje się na niebezpieczeństwo skandalu, ukrywając każdy czyn w najgłębszej tajemnicy. Po synodzie z 1987 roku, kanadyjski arcybiskup Donat Chiasson mówił o "watykańskich urzędnikach, mających obsesje na punkcie tajemnicy". Dodał, że czuł się oszukany przez system, czyniący prawdziwy dialog niemożliwym.

Legalizm

Kler zastąpił Biblię Kodeksem Prawa Kanonicznego - uważa autor ksiązki. Wielu duchownych zostało wyobcowanych przez ten system, który stawiał mechaniczne posłuszeństwo wobec regulacji nad ludzkimi potrzebami tych, którym regulacje te miały rzekomo służyć.

Odgórne narzucanie teorii

Zasady wypracowywane są w sposób teoretyczny, bez wypróbowywania ich w praktyce, a następnie narzucane odgórnie jako normy postępowania. Przykładem tego jest próba dyktowania zachowań seksualnych przez celibatariuszy. Autor uważa, że mogłoby to być nawet śmieszne, gdyby nie przykre skutki.

Obawa przed seksualnością

Strach przed seksualnością nie był w stanie wypracować wiarygodnej doktryny, odnoszącej się do seksualizmu. Niektórzy nazywają to "czarną dziurą" w teologii chrześcijańskiej. Dziura tym bardziej oczywista, jeśli weźmie się pod uwagę równoczesny postęp w psychologii czy medycynie. Celibat jest regułą bardzo trudną nawet w najdogodniejszych warunkach.

Klerykalizm?

Ponieważ celibat (w swej obowiązkowej formie) może wspomagać bardziej klerykalizm niż Kościół, stąd też można zaryzykować wniosek, że głównym powodem (generalnie rzecz biorąc), dla którego księża odchodzą, jest właśnie klerykalizm, ten swoisty kościelny 'apartheid'.

Celibat spełniał swą rolę, gdyż ludźmi samotnymi łatwiej kierować, są bardziej dyspozycyjni, szczególnie, jeśli są odseparowani w okresie szkolenia od świata zewnętrznego. Wspomniany już wcześniej psycholog Eugene Kennedy stwierdza, że jeśli można kontrolować czyjś seksualizm, to można kierować nim samym.

Stąd też biurokratyczny "aparat" klerykalny był zawsze niezwykle sprawną machiną - jedną z najsprawniejszych w historii, porównywalną jedynie z General Motors i XIX-wieczną armią pruską.

"Jednak - jak pisze David Rice - za cenę wyższą niż kiedykolwiek płaconą czy to w Detroit czy w Prusach: na dnie tej piramidy znajdował się w pełni poddany, zastraszony i osamotniony kler, na szczycie zaś hierarchia i kuria nie odpowiadające przed nikim."

Przymusowy celibat jest problemem i był nim wieki temu. Autor zauważa wprost:

"I nie można się upierać, że każdy ksiądz sam decyduje się na celibat. Człowiek powołany przez Boga do kapłaństwa nie może zignorować takiego powołania; jeśli jednak inni ludzie przyczepiają do tego celibat jako część pakietu, to w takim układzie jest on człowiekowi narzucany."

Podsumowanie

Przede wszystkim chodzi tu o 'kryzys tożsamości' wśród księży, żyjących w celibacie, jak również w światowym trendzie odrzucania przez katolickich mężczyzn możliwości zostania księżmi. Rezultatem tego jest zmniejszająca się stale liczba księży w stosunku do wielkości populacji katolickich, co istniejąca hierarchia próbuje 'obejść' organizowaniem modłów 'w intencji nowych powołań kapłańskich' niż przeprowadzeniem jakichkolwiek poważnych zmian w celu zachęcania do kapłaństwa. Nic dziwnego, że funkcje tradycyjnie "zarezerwowane" tylko dla księży są coraz częściej przejmowane przez świeckich.

Trendy takie są jedynie odzwierciedleniem faktu, że świeccy ludzie Kościoła: "…odzyskują wszystkie te funkcje, które zostały im ukradzione przez kler, funkcje, które teraz są im przywracane jedynie, ponieważ nie ma wystarczającej liczby duchownych do ich sprawowania".

Mamy też w Kościele Rzymskokatolickim księży żonatych. I nawet, jeśli (na razie) tylko 'konwertytów' z protestantyzmu i anglikanizmu, to jednak reguła celibatu jest stopniowo przełamywana. Coraz częściej też kobiety pełnią de facto obowiązki proboszczów, np. w USA coraz częściej zakonnice pełnią te funkcję, gdyż brakuje księży, którzy w związku z tym są księżmi 'dochodzącymi'.

Jak zauważa autor "…wszystko to następuje, po cichu, nie w centralnym bunkrze administracyjnym Kościoła Katolickiego, lecz na zewnętrznych krańcach i przesiąka wewnętrznie ku środkowi. Nic nie jest w stanie tego zatrzymać".

Jedna z końcowych uwag autora jest następująca:

"Książka niniejsza jest o roztrzaskaniu ("shattering"), lecz jest to roztrzaskanie starej, europejskiej, rzymskiej, klerykalnej formy, która już dłużej nie jest w stanie pomieścić chrześcijaństwa światowego. I wszystkie mianowania reakcyjnych biskupów w świecie nie mogą uczynić dla tejże formy więcej niż wszyscy ludzie Króla byli w stanie zrobić dla Humpty Dumpty."

Powyższe cytaty nie oznaczają jednak jakiejkolwiek wrogości autora czy to wobec Kościoła, którego nadal jest członkiem (wszystkie cytowane tutaj wypowiedzi są wypowiedziami rzymskich katolików) czy też wobec hierarchii. Mogą one sugerować napastliwość, stanowią jednak wynik nie tylko doświadczenia (często własnego), ale i wieloletnich badań i przemyśleń. W swej zasadzie książka ta jest o nadziei: nadziei nie tylko na zmianę obecnej polityki, która nawet nie ma nic wspólnego z dogmatyką czy 'depozytem wiary', ale również nadziei na to, że zniknie kiedyś istniejąca często niechęć między duchownymi-celibatariuszami a tymi, którzy opuścili 'formalne' kapłaństwo i założyli rodziny. Istnieją już inicjatywy, mające na celu budowanie pomostów między tymi grupami. Podejmują je na własną rękę niektórzy kapłani, ale często popierane są one także przez niektórych hierarchów.

Jedną z takich inicjatyw jest CORPUS (Corps Of Reserve Priests United for Service). Założony w 1974 roku w USA. Po 15 latach CORPUS miał już 4 tys. członków spośród prawie 18.000 'zlaicyzowanych' księży w Stanach Zjednoczonych i korzystał także z nieformalnej pomocy finansowej niektórych biskupów amerykańskich.

Podobne organizacje istnieją również w innych krajach: w Wielkiej Brytanii są to "Advent" oraz MOMM (Movement for the Ordination of Married Men), w Chile "Siete Sacramentos" ("Siedem Sakramentów") - gdyż grupuje on ludzi, którzy przyjęli wszystkie sakramenty Kościoła Rzymskokatolickiego, a więc także kapłaństwo i małżeństwo. Lista jest oczywiście znacznie dłuższa.

Akty niesprawiedliwości wobec 'zlaicyzowanych' księży są coraz częściej publicznie uznawane przez hierarchów, którzy wręcz proszą swoich 'zsekularyzowanych' kolegów o przebaczenie. „Czy możecie nam wybaczyć?" ("Can you forgive us?") - zapytał kiedyś bp Tom Costello. Niektórzy z nich potrafią. Włoski 'zlaicyzowany' ksiądz, psycholog Fernando Iachini stwierdził, że księża opuszczający kapłaństwo mają „…świadomość, że nasza Matka - Kościół skrzywdziła nas jako osoby ludzkie, pozbawiając nas wolności, tożsamości, dojrzałości, indywidualności. Że była ona 'matrigna' - czyli macochą raczej niż matką. To sprowokowało naszą nienawiść do Kościoła. (…) Jednak musimy przezwyciężyć nienawiść przebaczeniem. Po nienawiści musimy uczynić jeden krok dalej i przebaczyć. To jest ludzka dojrzałość, a także chrześcijańska perfekcja".

Inny ksiądz, Ron Titus, mówi: "Zdaję sobie sprawę, że w mniejszym lub większym stopniu ekskomunikowałem papieża. Cóż, teraz go akceptuję".

Michał Monikowski

David Rice: Shattered Vows. Exodus from the Priesthood. Michael Joseph - London 1990. 280 s.

Tekst ten ma się stać okazją do rozpoczęcia dyskusji na temat obowiązkowego celibatu. Poglądy wyrażone w powyższym nie są opiniami redakcji Ekumenicznego Magazynu Teologicznego Semper Reformanda.

Zobacz także:

ekumenizm.pl: Walka o żonatych księży trwa

ekumenizm.pl: Zniesienie celibatu nie rozwiąże problemów Kościoła

ekumenizm.pl: Kardynał O´Brien o celibacie, homoseksualizmie i antykoncepcji

ekumenizm.pl: Pomóż nam się kochać - historia pewnej miłości

ekumenizm.pl: I tylko śmierć was połączy

Więcej informacji na temat celibatu duchownych mozna znaleźć przez wyszukiwarkę Polskiego Serwisu Ekumenicznego ekumenizm.pl.




 Odnośniki  
  • Magazynu Teologicznego Semper Reformanda
  • Walka o żonatych księży trwa
  • Zniesienie celibatu nie rozwiąże problemów Kościoła
  • Kardynał O´Brien o celibacie, homoseksualizmie i antykoncepcji
  • Pomóż nam się kochać - historia pewnej miłości
  • I tylko śmierć was połączy
  • Polskiego Serwisu Ekumenicznego ekumenizm.pl
  • Więcej autorstwa Michał Monikowski
  • Więcej z sekcji Kościół a nowe idee

  •  Opcje Artykułu  
  • Wyślij Znajomemu
  • Wersja Do Wydruku


  • Eksodus z kapłaństwa | 38 komentarzy | Załóż Konto
    Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
    Eksodus z kapłaństwa
    Autor: horseradish dnia 05.12.2003 11:01
    Kiedy SR zacznie zamieszczać omówienia artykułów z kolejnych numerów "Faktów i mitów" ?

    ---
    Piotr
    [ Odpowiedz ]
    Eksodus z kapłaństwa
    Autor: montsegur dnia 06.12.2003 02:16
    Fakty - tak. Mity to zdecydowanie nie sa. Kazda wypowiedz w ksiazce D. Rice'a pochodzi od rzymskiego katolika. Sa wiec tam wypowiedzi ksiezy (zarowno 'zlaicyzowanych' jak i niezlaicyzowanych), biskupow, kardynalow (np. kard. Suenensa, Hume, Lorscheidera czy Heldera Camary - czy oni, Panie Piotrze, tez rozsiewaja mity?), duchownych zarowno diecezjalnych jak i zakonnych, psychologow (w tym i takich, ktorzy maja sami za soba pokazny 'staz' jako duchowni), a z pozostalych - swieckich, ktorzy w taki czy inny sposob znaja 'temat' np. osoby kierujace organizacjami pomagajacymi kobietom zaangazowanym w stosunki z ksiezmi (i dysponujace danymi nt. aborcji, ktore ksieza na nich wymusili) itd. Jest to jedna z glownych zalet tej ksiazki, ze nie wypowiadaja sie tam t.zw. 'osoby przypadkowe'.

    No, a jezeli juz nawet tutaj, w tej wyjatkowo ograniczonej 'relacji' sa fakty, ktore kogos "szokuja" (lub co najmniej dziwia), ze pragnie je zanegowac, bo mu sie w glowie pomiescic nie moga, to znaczy, ze pozycja ta moze byc tu bardziej nawet pozyteczna niz ja to pierwotnie zalozylem.

    A - tak konkretnie - Panie Piotrze, ktore z wymienionych powyzej faktow sa dla Pana "mitami"?


    Cheers!!!
    [ Odpowiedz ]
    Eksodus z kapłaństwa
    Autor: horseradish dnia 09.12.2003 08:27
    Drogi Panie Montsegur,
    Domniemywam, że Od dość dawna nie przebywa Pan w Polsce. "Fakty i mity" to tygodnik, w podtytule głoszący sie antyklerykalnym, redagowany przez osobnika o podobnej do Pańskiego Davida Rice'a przeszłości. Obaj prezentują te same wyżyny ducha i intelektu, niewiele wznoszące sie ponad poziom ściółki leśnej. Pan może sobie oczywiście omawiać "dzieła" jakie Pan sobie życzy, dziwie sie jednak Panu Redaktorwi Brunczowi, że umieszcza to w swoim internetowym magazynie. Stąd moje domniemanie, że logiczną drogą rozwoju magazynu SR, będzie omwaianie wypocin z "Faktów i mitów"
    Pzdr

    ---
    Piotr
    [ Odpowiedz ]
    Eksodus z kapłaństwa
    Autor: tomo dnia 09.12.2003 10:03
    Coz musze stwierdzic, ze tez zadalem sobie takie pytanie. Nie jestem wielkim zwolennikiem obowiazkowosci celibatu, ale sadze, ze sa lepsze autorytety w tej sprawie niz ludzie, ktorzy po prostu ZLAMALI wlasne sluby. Przypomnijmy autor ksiazki nie jest po prostu ksiedzem diecezjalnym, ktory moze sie powolac na tradycje, w ktorej tacy ksieza nie zyli w celibacie, ale jest zakonnikiem - dominikaninem, ktory skladal sluby ... i je zlamal.

    Nie odpowiada mi rowniez szczegolnie styl, w ktorym tekst zostal napisany. Za duzo w nim agresji, za malo poszukiwania prawdy. Bo niezaleznie od tego, ze czasem mam wrazenie, ze wprowadzenie zonatych kaplanow mialoby swoje znaczenie, trzeba tez miec swiadomosc, ze nie jest ono panaceum na cokolwiek, i ze wnioslo by nowe problemy.

    Pozdrawiam Tomek
    [ Odpowiedz ]
    Eksodus z kapłaństwa
    Autor: montsegur dnia 10.12.2003 11:16
    Pare rzeczy czeka tu na moja odpowiedz. Zaczne od p. Tomka. Otoz przede wszystkim D. Rice nie zlamal swych slubow. Otrzymal urzedowa dyspense (o czym pisze na str. 7 swej ksiazki). Po drugie w czasie, gdy bral slub, w jego 'macierzystym' klasztorze w Dublinie dominikanie modlili sie za jego 'nowa droge zycia' podczas mszy.
    Pare godzin pozniej, w Portland, D.Rice znalazl w kosciele czekajacy tam na niego (i jego malzonke) kosz pelen kwiatow. Zalaczona kartka glosila: 'Od Twych braci'(czyli dominikanow)(s.62).

    Co do zlamania slubow, z pewnoscia orientuje sie Pan, ze dochowanie celibatu to nie to samo, co np. zwrocenie komus $5. Radzilbym przeto nie traktowac z taka nonszalancja tych wielu tysiecy ludzi, ktorzy nie byli w stanie tego dluzej udzwignac. No, chyba ze Pan tez zyje w celibacie i moze Pan przemawiac 'glosem doswiadczenia'. Co zrobili oni zlego? To, ze nie umieli juz dluzej po np. 20 latach (jak D.Rice) zniesc tej 'reguly'? Natomiast jesli idzie o te 'agresje', to chcialbym wiedziec, ktore fragmenty uwazacie Panowie za agresywne. Bo odnosze wrazenie (a chcialbym, by bylo ono niesluszne), ze za 'agresje' uwazacie Panowie juz sam fakt tak nieskrepowanego i szczerego postawienia sprawy. Powtarzam, co napisalem wczesniej: ta ksiazka zdaje sie byc nawet bardziej pozyteczna tutaj, niz sadzilem. Ale dobrze, ze wyrazacie Panowie wprost to, co sadzicie. Nie wszyscy jednak i nie wszedzie podzielaja Wasz poglad. Oto dwie opinie:
    "Nie jest to agresywna ksiazka o Kosciele, lecz dobrze udokumentowane studium jednego z najbardziej palacych problemow wspolczesnego Kosciola. Ksiazka ta jest jednoczesnie wolaniem o zmiane obecnej katastrofalnej polityki" (Prof. Hans Kung)
    "Nie znam studium obecnego stanu kaplanstwa, ktore mogloby rownac sie z obecnym. Kaplanstwo znajduje sie w stanie kryzysu, prawdopodobnie najgorszego w historii Kosciola. Jednak nikt nie zbadal tego tematu lepiej niz David Rice. Nikt nie wysluchal zlaicyzowanych ksiezy z taka madroscia i sympatia. Czesto ich historie sa bardziej wstrzasajace niz cokolwiek pochodzacego z Hollywood. Rezultat tych studiow nie jest jednak jedynie przygnebiajacy, gdyz "Shattered Vows" wskazuje droge kaplanstwa, bedaca mniej klerykalna a bardziej Chrystusowa" (Peter de Rosa, autor ksiazki "Vicars of Christ").
    No, a co powiedziec o kard. Hume, ktory (jak wskazalem w komentarzu powyzej) dal autorowi 'moralne blogoslawienstwo' do napisanie omawianej tu ksiazki? Tez "antyklerykal" o wyzynach ducha i intelektu "niewiele wznoszących sie ponad poziom ściółki leśnej"?

    Cheers!!!
    [ Odpowiedz ]
    Eksodus z kapłaństwa
    Autor: tomo dnia 10.12.2003 14:35
    Panie Michale - zdaje sobie sprawe, ze zachowanie celibatu - to nie jest zwrocenie komus 5 dolarow. Ale zdaje sobie rowniez sprawe z tego, ze dochowanie wiernosci JEDNEJ kobiecie na zawsze - to nie jest prosta sprawa. Chrzescijanstwo nie jest prosta sprawa i nie taka mialo byc. "Badzcie doskonali, jak doskonaly jest Wasz Ojciec" - nauczal Jezus. Nie jest to proste? Nie jest. Ale jest piekne. Jesli akceptujemy wyrzekanie sie celibatu - to dlaczego nie zaakceptowac porzucania zon i dzieci?

    Co wiecej - wie Pan - trudno mi traktowac, jako autorytet w dziedzinie katolickosci czy celibatu faceta, ktory KRZYWDZI i MORDUJE wlasne dziecko, bo jest niedojda i nie potrafi sie zdecydowac. Pan wybaczy, moze nie jest to zgodne z doktryna, ale moja opinia jest prosta - kiedy mezczyzna ma dziecko - JEGO PSIM OBOWIAZKIEM JEST JE WYCHOWYWAC. A nie opowiadac, ze jest skrzywdzony, bo papiez zmusil go do celibatu. Cytuje: "Autor podaje między innymi przykład pewnego niemieckiego duchownego, którego nazywa "księdzem Hansem". Odwiedził Hansa na probostwie. Ten opowiedział mu o swoim związku z kobietą, mieszkającą w mieście odległym o 100 km. Mieli 8-letniego syna. Syn myślał, że Hans jest jego wujkiem. Stawał się jednak coraz bardziej dociekliwy, więc rodzice obawiali się, że dowie się prawdy. Na pytanie, czemu nie odejdzie z kapłaństwa, Hans odpowiedział: "…ono tyle dla mnie znaczy. Nie mogę odejść z kapłaństwa za nic w świecie. Zresztą, co jeszcze innego będę mógł teraz robić?" Po chwili kontynuował: "W zeszłym roku znowu zaszła w ciąże. Nie było jednak szansy na to, byśmy mogli utrzymać w tajemnicy jeszcze jedno dziecko (…) Więc zdecydowaliśmy się na aborcję."

    I co - szkoda mi czlowieka - bo nie powinien zostac ksiedzem. Ale trudno mi go traktowac jako autorytet, kogos kto w imie (no wlasnie czego - bo chyba tylko wlasnego nieudacznictwa i wygodnictwa) MORDUJE wlasne dziecko. Mowiac wprost wq takiej sytuacji nie ma juz w nim nic z kaplana, a niewiele z czlowieka. Dla wlasnej wygody - dla zachowania tego, co mu sie wydaje POWOLANIEM (ale nim nie jest) facet krzywdzi jedno dziecko i morduje drugie. I jakby tego bylo malo zwala odpowiedzialnosc na papieza i biskupow. To jest zwykla bzdura.

    Moj kumpel rzucil zone i 3 miesieczne dziecko - czy mam go traktowac, jak autorytet w dziedzinie zycia malzenskiego?

    I wreszcie kwestia ostatnia - po owocach ich poznacie. To owoce, o ktorych Pan pisze nie sa owocami celibatu, a niewiernosci celibatowi.

    I tyle.

    Pozdrawiam Tomek
    [ Odpowiedz ]
    Eksodus z kapłaństwa
    Autor: montsegur dnia 11.12.2003 12:05
    Drogi Panie Tomku,

    To jasne, ze 'facet', ktory godzi sie na aborcje swej partnerki (a moze wrecz na nia nalegal?)nie jest zadnym dla nikogo tutaj autorytetem. I tez nie jako taki jest przedstawiany, a jedynie jako "przypadek", jeden z wielu w ksiazce Rice'a. Jesli juz o autorytetach mowa, to raczej Rice by sie kwalifikowal, albo R. Sipe lub Kennedy i Heckler i szereg innych wymienionych w jego tekscie, czyli ludzie, ktorzy nie tylko doswiadczyli celibatu i jego reguly, ale poszczycic moga sie dlugoletnimi nad nim studiami. Raczej nie ludzie tacy jak my. Zgoda rowniez na to, co pisze Pan o malzenstwie (w tym rowniez na wzmianke o "psim obowiazku"). Co w takim razie powiedziec o biskupie, ktorego cytowany tu piekny "liscik" otrzymal jeden z ksiezy, a ktory to list wrecz nakazywal porzucenie zony i dzieci, czyli "wypiecia sie" na ow 'psi obowiazek', o ktorym Pan wspomnial?.

    Ale nie rozumiem, czemu myli Pan dwie rzeczy: wybor z regula? W koncu nie istnieje nigdzie "regula malzenstwa", ktoraby kogokolwiek zmuszala do ozenku, prawda? Jeszcze raz powtarzam (i nie chcialbym powtarzac po raz kolejny), ze nie chodzi (ani w tekscie powyzszym, ani w ksiazce, do ktorej sie on odnosi) o CELIBAT, lecz o jego PRZYMUSOWY charakter. Opisane "owoce" (te zle) to nie owoce celibatu - znow ma Pan racje, lecz przymusu celibatu. Sa dowodem slabosci systemu, ktory sam w sobie (jako narzucony) jest zlem i prowadzi do jeszcze wiekszego zla. Ciagnie sie to przez cale wieki i rezultaty sa znane. Sobor Watykanski II otrzymal szereg dokumentow dotyczacych praktyki celibatu w Kosciele Katolickim w ciagu wiekow(np."Clerical Celibacy: An Asset or a Liability?" - czyli "Kaplanski celibat: zasob czy obciazenie?"). Takie dokumenty w Watykanie 'laduja' gdzies na polkach z pieczatka "sub secreto". Ale przynajmniej nie mozna powiedziec, ze nie wiedza tam, co sie dzieje. Jesli nie chca przyjac do wiadomosci, ze regula przez nich narzucana jest zlem, ze ma sie do rzeczywistosci jak 'piesc do nosa' to ich wina. Ow "ksiadz Hans" to przynajmniej czlowiek swiadom swej winy. I pokutuje za nia JUZ teraz. Natomiast duza czesc hierarchii WIEDZAC, jakie skutki przynosi jej wlasna regula, zachowuje przedziwna nonszalancje, postepujac tak, jakby sie absolutnie nic nie stalo. "Ksiadz Hans" jest winowajca, ale akurat o hipokryzje posadzic go nie mozna. I trudno tez twierdzic, ze "bylo wystarczajaco duzo czasu" (6 lat seminarium), by sie "zastanowic". Jesli wybor celibatu to decyzja podejmowana dzien po dniu, to moze sie to ciagnac (i ciagnie sie) przez dziesiatki nieraz lat. Sam Rice byl ksiedzem przez ponad 20 lat. I potem staral sie o dyspense i uzyskal ja. Ale to bylo za Pawla VI, ktory byl sklonny jej udzielac (choc spodziewam sie, ze nie zawsze). A teraz ksiezom mowi sie, ze moga sie zenic tylko, gdy uzyskaja dyspense - poczym im sie jej odmawia. I to nie jest, Panskim zdaniem, hipokryzja? Prosze mi nie mowic, ze nie ma mowy o hipokryzji, gdy hierarchia pomagala ksiezom 'wybrnac' z sytuacji, gdy ci 'zrobili' kobietom dzieci, natomiast ekskomunikowala ich, gdy przyjeli na siebie odpowiedzialnosc i zamierzali sie z owymi kobietami zenic.

    To tyle (narazie!)

    Cheers!!!
    [ Odpowiedz ]
    Eksodus z kapłaństwa
    Autor: tomo dnia 11.12.2003 13:53
    Panie Michale - ja nie jestem wielbicielem obowiazkowego celibatu. Ja jedynie podkreslam, ze najlepszymi od niego fachowcami nie sa ludzie, ktorzy zdecydowali sie go zlamac.

    Pozdrawiam Tomek
    [ Odpowiedz ]
    Eksodus z kapłaństwa
    Autor: Dario dnia 09.12.2003 20:50
    Panie Piotrze:)
    Artykuł Pana Montsegura został i tak mocno okrojony (ocenzurowany, jeśli Pan woli). W Magazynie SR jest miejsce na wiele tekstow, nawet jeśli redakcja zsię z nimi nie utożsamia.
    Pzdrawiam
    [ Odpowiedz ]
    Eksodus z kapłaństwa
    Autor: pchoradam dnia 07.12.2003 11:57
    Problem celibatu to sprawa podejmowana od początku kościoła.Jest wiele argumentów za, i wiele przeciw.Nielubie natomist tendencyjnych wypowiedzi osób,które podłapały temat i probują dewagować.Kościół ma "zmysł wiary" i jako całość sie nie myli.Papież i kolegium biskupów są nie omylni co do wiary i moralności. Czytałem ciekawą ks pana,księdza Ryśia "Celibat".I zawsze były 2 nurty. Ciekawe jest to,że celibat zaczał obowiązywać wszystkich stanowczo od 1917r kiedy wszedł Codex Iuri Canonici.Czyli 19 wieków to dożewało,a potem nagle kryzys tożsamości ludzi z swoim powołaniem pod wpływem laicyzacji i ideologii chce coś znieść.Celibat nie jest dogmatem ale nie jest wyssany z palca.Ew Mk p[isze ,że zrozumieną stan bezżenności dla królestwa ci,któy, jest to dane.NIektórzy sa od malego do tego powołani,inni niezdolni z różnych przyczyn a inni dobrowalni podejmują ten stan.NIKT NIKOGO NIE ZMUSZA DO SWIECEN.NIE CHCESZ CELIBATU,ZAŁÓŻ RODZINĘ I ŻYJ JAK PRZYSTAŁO NA CHRZEŚCIJANINA.A skandale seksualne?Kler,duchowni różnych wyznań to dobry artykół i tamat.Aler maedi moga zakłamac a ludzi sie mało krytyczni."Prości a bedzie wam dane" - chcesz być wiernym mężem - modł sie i proś oraz unikaj zła;chcesz byc dobtym duchownym - modl sie i ufaj Panu.itd Szatan probuje wykraść trzode lub zniszczyć ją od zewnątrz. Są małżenstwa a się zdradzają?Sa ksieża,nie tylo katoliccu, a "puszczają sie". Dla mnie problem lezy w kryzysie tożsamości kapłana,małżonków,chrześcijanina.
    [ Odpowiedz ]
    Eksodus z kapłaństwa
    Autor: pdomi dnia 05.01.2004 00:23
    Jestem księdzem. To prawda, że celibat nie jest łatwą praktyką czystości. JEST TRUDNY, nie znaczy jednak, że niemożliwy. Wydaje mi się, że zachodzi tutaj w dyskusji pewna prawidłowość. Otóż: jeżeli ktoś chce uzasadnić (usprawiedliwić, uznać...) swój błąd to szuka popleczników. Wydaje się wówczas, że ponieważ wszyscy to akceptują to jest O.K. Ale na moje rozeznanie tak nie jest. Zdaję sobie sprawę, że młodzi księża (kandydaci) nie w pełni są przygotowani do podjęcia tej roli, jednak nie oznacza to, że nie są gotowi. Bowiem gotowość do podjęcia celibatu to nie pewność, lecz głębokie pragnienie przeżycia z Bogiem i dla Boga tego świętego daru. Wówczas każdy problem, mając głęboką wiarę można przezwyciężyć. Dlatego moje pyt. dotyczy raczej WIARY kapłana a nie słabości. Drodzy moi współbracia kapłani: NIE POZWÓLCIE SOBIE WMÓWIĆ, ŻE CELIBAT JEST PRZECIWNY "NATURZE". Obiecuję moditwę za Tych celibatariuszy, którzy się łamią. Proszę pozostań wierny (wierność = wiara, gr. pistis = wiara=wierność) Bogu. Choćby wszystko miało się walić na głowę. Nie idzie bowiem o wiarę w BogA, ale o wiarę BogU. Przyjmij moje błogosławieństwo i walcz w dobrych zawodach.
    [ Odpowiedz ]
    Drogi "Pdomi"...
    Autor: montsegur dnia 05.01.2004 02:19
    Drogi "Pdomi", ja ze swej strony tez widze tu pewna "prawidlowosc": Ja naprawde nie wiem ile jeszcze razy trzeba bedzie powtarzac, ze tu nie chodzi o CELIBAT sam w sobie i autor ksiazki niejednokrotnie to tez podkresla. Chodzi tu o PRZYMUSOWY charakter tego celibatu! Nie chodzi o to, by nakazac teraz ksiezom, aby sie zenili, nie ma mowy o "regule malzenstwa" zamiast "reguly celibatu". D. Rice przeprowadzal rowniez wywiady z tymi ksiezmi, ktorzy caly czas zyja w celibacie i rowniez ci ksieza sie czesto wypowiadaja na rzecz uczynienia celibatu wyborem calkowicie dobrowolnym, t.j. jesli juz ktos dluzej nie moze go zniesc, to niech sie zeni i nie marnuje zycia, a dalej bedzie kaplanem. Po co kosciol ma tracic tych ludzi??? Przeciez i apostol Piotr, owa "Opoka" kosciola, byl zonaty. Czy z tego powodu nie byl wierny?

    W dzisiejszym kosciele anglikanskim nie ma reguly celibatu, ale to nie znaczy, ze nie ma duchownych zyjacych w celibacie, rowniez takich, ktorzy tam przeszli z kosciola katolickiego.

    No, a co ksiadz powie o tych wszystkich biskupach i kardynalach, ktorzy preferuja zniesienie tej "reguly"? Czy tez sie czemus (lub Komus) sprzeniewierzaja,albo ze uwazaja celibat za "przeciwny naturze"?

    Cheers!!!
    [ Odpowiedz ]
    Eksodus z kapłaństwa
    Autor: montsegur dnia 07.12.2003 14:16
    I znow pomylka (ktory to juz raz w dyskusjach na ten temant?!). Nie chodzi przeciez o CELIBAT sam w sobie, bo on istnial zawsze, przed chrzescijanstwem tez. Tu chodzi o REGULE, ktora NARZUCA ten celibat. Nie jest wazne skad ta regula jest "wyssana", wazne jakie rezultaty przynosi. A co do tendencyjnosci: rozumiem w takim razie, ze wspomniani powyzej kardynalowie tez sa 'tendencyjni'?

    Ja mam do tego stosunek nastepujacy: zanim zaczynam dyskutowac taki temat, to sie zapoznaje z tym, co maja nan do powiedzenia ci, ktorzy problem doswiadczyli. Wielu bowiem uwaza, ze jak cos uslyszy w kosciele, to juz sa "ekspertami". Sadze poza tym, ze Panskie posadzenie o tendencyjnosc (kogo: mnie; autora ksiazki; tych setek ksiezy, z ktorymi autor rozmawial - niejednokrotnie wiele razy; tych ponad 1500 ksiezy, ktorych historie zlozyly sie na 25-letnie badania wspomnianego tu R.Sipe itd?) wynikac moze po prostu z faktu, ze na Zachodzie o pewnych rzeczach mowi sie bardziej wprost, stawiajac 'kawe na lawe' i nie owijajac rzeczy w 'bawelne'. Sam autor jest w pelni swiadom historii celibatu w KK, bo przez ponad 20 lat byl ksiedzem w zakonie dominikanow. Jemu zatem owej 'tradycji' przypominac nie trzeba. Tak, jak nie trzeba jej przypominac polowie biskupow, ktorzy podczas synodu 1971 roku optowali za zniesieniem tej reguly i otrzymali poparcie od glow niektorych zakonow, w tym: jezuitow, franciszkanow i dominikanow. Ksiazka jednego ksiedza to jedna sprawa. Gdyby tak bylo w przypadku ksiazki D. Rice, to pewnie nie zaprezentowalbym jej tutaj. Wielu ludzi w koncu pisze o celibacie. Ale praca, w ktorej ksiadz powoluje sie na szereg badan nad celibatem, w tym przeprowadzanych np. na zlecenie biskupow itd, to juz co innego, jak sadze.
    Wyniki badan R. Sipe'a gleboko poruszyly kard. Hume. Autor pisze: "Wspomnialem wowczas, ze martwilem sie o to, czy powinienem w ogole publikowac te dane z obawy przed skandalem, jaki moga wywolac. Pomyslal przez chwile, po czym powiedzial cicho: 'Badz obiektywny. To naprawde wszystko, co mozesz zrobic'" (s.173-174).

    Cheers!!!
    [ Odpowiedz ]
    Eksodus z kapłaństwa
    Autor: montsegur dnia 07.12.2003 14:37
    Acha, no i jeszcze jedno: regula "nikt nie jest zmuszany do swiecen" nie ma nic wspolnego z celibatem. Po 20 latach doswiadczen autor ustosunkowuje sie do tej kwestii wyraznie, piszac (jak zacytowane powyzej):

    "I nie można się upierać, że każdy ksiądz sam decyduje się na celibat. Człowiek powołany przez Boga do kapłaństwa nie może zignorować takiego powołania; jeśli jednak inni ludzie przyczepiają do tego celibat jako część pakietu, to w takim układzie jest on człowiekowi narzucany."

    Rowniez cytowany w zamieszczonym tu tekscie kardynal podkresla, ze celibat to nie jedna decyzja podjeta w momencie zostania diakonem, lecz wybor dokonywany praktycznie DZIEN PO DNIU. Dziewietnastolatek idacy do seminarium (a w niektorych krajach przyjmowano - lub moze jeszcze dalej sie przyjmuje - mlodszych, np 11-latkow czy 13-latkow) nie zdaje sobie sprawy z rodzaju takiego wyboru. Sam bylem takim 19-latkiem i tez chcialem zostac ksiedzem. Dziekuje Bogu, ze sie tak jednak nie stalo. Alez ja bym dzisiaj wygladal!!! Nie wszyscy jednak 'wyladowali' tak szczesliwie. Znam (osobiscie) gorsze przypadki.

    Cheers!!!
    [ Odpowiedz ]
    Eksodus z kapłaństwa
    Autor: ks.Jan dnia 10.12.2003 21:11
    Do tego, co zostało już powiedziane chciałbym dołączyć moje świadectwo- świadectwo osoby żyjącej w przymusowym celibacie. Często zdarza się tak, że ksiądz w swoim życiu spotyka kogoś bliskiego, kobietę. Tak też stało się w moim przypadku. Rodzi się między nimi przyjaźń i ludzka miłość. Bo tak człowiek został stworzony i takie prawo wpisał w ludzką naturę Bóg. „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu, zatem odpowiednią dla niego pomoc” Rdz 2,18. I zaczyna się podwójne życie, życie w hipokryzji. Dlaczego tak jest?
    Po pierwsze do takiego, życia zmusza przepis Kościoła rzymskokatolickiego. I tu nic nie możemy zmienić. Tym Kościołem rządzą ludzie w podeszłym wieku, którzy nie chcą słyszeć o jakichkolwiek zmianach. Tradycja stała się dla nich czymś ważniejszym niż człowiek. Papież naucza, że to człowiek jest drogą Kościoła. Ale jest to droga po której się depcze, utrzymując prawo, które prowadzi do frustracji; nienormalnych trudnych do opanowania zachowań. Staje się to kolebką emocjonalnych problemów, nawet schorzeń. Człowiek popada w obłudę, wewnętrzny konflikt. Kościół zapomina, że ma być nie tylko wierny Bogu, ale i człowiekowi.
    Żadne argumenty nie trafiają do niewzruszonego Watykanu i nic w tej sprawie się nie zmienia i nie zmieni; z pewnością nie za pontyfikatu Jana Pawła II, a być może nawet w ciągu kilkudziesięciu następnych lat. Według Biblii, Bóg nie stawia człowiekowi, aż takich wymagań bo sam wie co nam potrzeba - również co do naszej płciowości. To człowiek zaczął wkładać na barki ludzi zbyt duże ciężary (patrz: faryzeizm).
    Po drugie do takiego życia zmusza społeczeństwo, które nie potrafi przyjąć w swoje szeregi wracających do cywila kapłanów. Nie ma dla nas litości, jesteśmy trędowaci. Najmniej tolerancyjna okazuje się rodzina a zwłaszcza matka, która nie może znieść myśli, że jej syn, z którego tak była dumna staje się „nikim”. Kościołowi nie wystarczy odsunąć ”upadłego” kapłana, trzeba go jeszcze napiętnować. Nie wystarczy odmówić mu wstępu do prezbiterium, trzeba mu odmówić wstępu do kościoła. Nie wystarczy fakt, że nie nosi już sutanny, nie łamie Chleba, nie spowiada, trzeba jeszcze stworzyć „atmosferę”, która jemu i jego bliskim zatruje życie. Myślę że Kościół celowo to tworzy (stereotyp zdrajcy, psychicznie chorego, osoby społecznie napiętnowanej i zaszczutej) po to, by ci, którym otworzą się oczy wskutek życiowych doświadczeń lękali się podjąć decyzję i trwali mimo wszystko w tym stanie.
    Chciałbym zwrócić jeszcze uwagę na taki oto paradoks: Pismo św. nie łączy kapłaństwa z celibatem, czytamy u św. Pawła m.in., że „biskup więc powinien być nienaganny, mąż jednej żony” (1Tm 3,2), samo też nauczanie Kościoła mówi, wyraźnie, że celibat nie jest warunkiem koniecznym kapłaństwa. W dekrecie Presbyterorum ordinis czytamy: ”Doskonała i dozgonna wstrzemięźliwość (...) nie jest wymagana jednak przez kapłaństwo z jego natury, jak to się okazuje z praktyki Kościoła pierwotnego i tradycji Kościołów wschodnich” (DK16). Dlatego też pytam, dlaczego Kościół utrzymuje nadal stwierdzenie: „ jeśli masz powołanie do kapłaństwa, to musisz mieć też powołanie do życia w celibacie”. Z jednej strony stwierdza się, że celibat nie należy do istoty kapłaństwa, a z drugiej strony zmusza się do bezżeństwa powołanych do kapłaństwa.
    W Kościele na wszelkie sposoby i za wszelka cenę (nawet naginania Ewangelii) próbuje się przekonać siebie i wszystkich innych do tego, że to rozwiązanie (myślę o zobowiązaniu powołanych do życia w celibacie) jest dobre i słuszne i wręcz konieczne, a w ogóle inaczej się nie da i nie powinno, jeżeli kocha się Pana Jezusa miłością oblubieńczą.
    Porównanie miłości do kobiety z miłością do Kościoła to już szczyt akrobacji intelektualnych, od których kreci się w głowie. To przecież dwie rożne historie!. Można kochać kapłaństwo, kochać kobietę i kochać Kościół. Wysuwa się różne pseudoargumenty uzasadniające konieczność zobligowania do celibatu, mieszając w to ciągle Pana Jezusa i każąc Mu podpisywać się pod każdą decyzją, polityką Kościoła. To zakrawa już wręcz na grzech przeciwko Duchowi Świętemu (nadużywanie dobroci i cierpliwości Boga). Kościół zamyka się w ten sposób na szansę otwarcia no coś nowego, ja nazwałbym to mimo wszystko Dobrą Nowiną, zamyka się przed nią i mobilizuje wszystkie siły zarówno intelektualne jak i emocjonalne, by tylko jej, tej Dobrej Nowiny nie dopuścić do głosu. Kościół zapłaci kiedyś za to wysoką cenę. Pozdrawiam i proszę o pomoc. ks. Jan (7 lat kapłaństwa)

    [ Odpowiedz ]
    Eksodus z kapłaństwa
    Autor: montsegur dnia 11.12.2003 02:01
    Otoz wlasnie to! To o takich ludziach jak Ksiadz jest omawiana tu ksiazka. Prosze mi darowac, ze sie do wypowiedzi Ksiedza nie ustosunkuje TERAZ w sposob, w jaki ona na to zasluguje. Jest juz prawie 9:00 rano i zaraz zaczynam pracowac, wiec pewnie tu wroce jutro wieczorem, by kontynuowac.

    Cheers!!!
    [ Odpowiedz ]
    Eksodus z kapłaństwa
    Autor: tomo dnia 11.12.2003 10:01
    Szanowny Księże!

    Zacznijmy od tego - zniesienie celibatu (za czym jestem) nie będzie się odnosić do księży, którzy złożyli przyrzeczenie celibatu. Mówiąc wprost - księdzu nic do tego, że zostanie on zniesiony. Ksiądz podjął decyzję o życiu w celibacie i ona księdza obowiązuje. Nie jest ona łatwa, ale jak już pisałem, małżonkom wcale nie jest łatwiej. Facetom również zdarzają się zauroczenia, chcą odchodzić. Ale nauka Kościoła jest tu jasna - nie mamy takiego prawa i ksiądz również nie ma prawa odejść. Czas na podjęcie decyzji był - trwał 6 lat seminarium. I decyzja została podjęta. Teraz przyszedł czas na jej podejmowanie codziennie na nowo, a nie na narzekanie, że się źle ją podjęło.

    Jak księdza czytałem to miałem przed oczami mojego kumpla, który się ożenił, a po 3 latach, jak urodziła mu się córeczka - zaczął marudzić, że źle się zdecydował, że to jednak nie to, że on myślał, że będzie inaczej, że kobieta nie jest dość dobra i ma wymagania. I zostawił je ... dla innej ponoć lepszej kobiety. I co? Zachował się OK? Moim zdaniem nie. I podobnie zachowuje się ksiądz, który wiąże się z kobietą. Przysiągał coś a teraz o tym zapomniał?

    Idąc dalej nikt księdza nie zmusza do życia w hipokryzji. Może ksiądz podjąć decyzję - albo zachować regułę celibatu, albo zrezygnować z kapłaństwa. Obie te decyzje są uczciwsze od udawania, że się żyje w celibacie, a się w nim nie żyje. Obie są lepsze od hipokryzji. Ale trzeba pamiętać - to jest KSIĘDZA HIPOKRYZJA, a nie Kościoła.

    Kościół ma być wierny przede wszystkim Chrystusowi. I nie ma to nic wspólnego z dostosowywaniem się do zmiennych mód, czy do seksualnych i rodzinnych potrzeb człowieka. Zawsze zachowanie celibatu było trudne ... i tego Kościół nie kryje.

    Zasada celibatu (jako pewien wzór) znajduje się w Biblii, i tego nie da się ukryć. Możemy udawać, że jej tam nie ma, ale ona tam jest. Co więcej BÓG, JEZUS CHRYSTUS nakłada na nas wiele innych obowiązków, kto wie czy nie cięższych niż celibat. BÓG nie KOŚCIÓŁ - przykład: oddać płaszcz i koszulę, nadstawić drugi policzek, być świętym jak Ojciec nasz Niebieski, nie rozwodzić się z żoną (ST pozwalał a NT zabrania), patrzeć z pożądliwością na żonę bliźniego swego itd. Czy mamy z tego zrezygnować, bo ludziom trudno jest wytrzymać?

    Znam kilku byłych księży - i świetnie sobie oni w życiu radzą. Mało tego są zapraszani na sejse i sympozja na katolickie uczelnie, drukowani w katolickich gazetach, chodzą z podniesioną głową. Może dlatego, że starczyło im odwagi, by wyciągnąć konsekwencje ze swoich decyzji ... byli odważni, a nie udawali, że winni są biskupi i papieże. Oni mogą sobie spojrzeć w oczy, ci, którzy bojąc się życia oszukują siebie, kobiety, dzieci i wiernych, którzy jak wspomniany w artykule ksiądz - mordują swoje dzieci - nie bardzo mogą to zrobić.

    Grzeszyć jest rzeczą ludzką, ale oskarżać o swoje grzechy, swoje niewierności innych już nie.

    Nie podoba mi się, jak zachowują się wobec es księży księża obecni, ale nie podoba mi się również tłumaczenie własnej niewierności - wymogami stawianymi przez Kościół. Przyjmując święcenia ksiądz powinien wiedzieć na co się decydował.

    Pozdrawiam Tomek
    [ Odpowiedz ]
    Eksodus z kapłaństwa
    Autor: ks.Jan dnia 11.12.2003 11:12
    Drogi Tomaszu!

    Z jednej strony mówisz, że "ksiądz... nie ma prawa odejść" a z drugiej sugerujesz –"może ksiądz podjąć decyzję - albo zachować regułę celibatu, albo zrezygnować z kapłaństwa" i dalej "znam kilku byłych księży - i świetnie sobie oni w życiu radzą". Jak nie mam prawa odejść, to dlaczego proponujesz mi rezygnację? Dalej nie podoba mi się to porównywanie życia w przymusowym celibacie do wierności małżeńskiej. Wiemy doskonale, że celibat nie przynależy do natury kapłaństwa. Natomiast wierność małżeńska stanowi integralną cechę małżeństwa. Nie można wiec na jednej szali składać ślubowania małżeńskiego i ślubowania celibatu. Odejście od żony jest zdradą miłości do niej. Jest to zdrada konkretnej osoby i zdrada sakramentu, który się zawarło razem z nią. Celibat nie jest sakramentem.

    Natomiast w moim i innych przypadku to, że łamiemy złożone przed Kościołem i Bogiem przyrzeczenie celibatu, to kwestia bezsprzeczna, i nie wypieramy się tego. Pytanie tylko "dlaczego" to robimy. Wiemy z teologii moralnej, że o kwalifikacji moralnej czynu świadczą oba aspekty - nie tylko "co", ale i "dlaczego". I co jeszcze wiemy, ze Jezus nie miał zaufania do litery, lecz do Ducha wypełniania Prawa i denerwował się na tych, co chcieli rzucać kamieniem w nierządnice, bo Prawo tak chciało. A na dodatek wiemy jeszcze, że Kościół od pewnego czasu zamknął opcje "kombinacji" kapłaństwa z małżeństwem, i w ten sposób "uciął" jedno z możliwych powołań, za co trzeba mu będzie kiedyś odpowiedzieć przed samym Panem.

    Ja składając ślub celibatu wierzyłem, że skoro mam powołanie kapłańskie, to muszą również mieć powołanie do życia w celibacie, a to niestety nie zawsze idzie w parze, bo, jak już mówiłem, celibat nie przynależy do istoty kapłaństwa, nie jest z nim ontycznie związany. Czy jest to zdrada mojej miłości do Chrystusa? Myślę, że to po prostu świadectwo, ze mimo powołania kapłańskiego, nie mam powołania do życia w celibacie.
    [ Odpowiedz ]
    Eksodus z kapłaństwa
    Autor: tomo dnia 11.12.2003 13:39
    Drogi Janie!

    Zacznijmy od tego - ja nie napisalem, ze ksiadz nie ma prawa odejsc, a jedynie, ze skladajac przyrzeczenie celibatu ma obowiazek je zachowac. I tyle. Jesli tego nie potrafi zrobic (rozumiem, ze tak sie moze stac) to powinien zrezygnowac z kaplanstwa. Bo lepsza zdrada przyrzeczen, niz trwajaca cale zycie hipokryzja.

    Co do kladzenia na jednej szali roznych rzeczy - coz obie sa decyzja. I ja ich nie porownuje. Ja stwierdzam, ze ksiadz skladal pewne przyrzeczenie i maz je skladal. A tego, ze traktuje je inaczej dowodzi chocby fakt, ze mowie - jest dziecko to psim obowiazkiem ksiedza jest je wychowywac. W przyladku malzenstwa psim obowiazkiem jest trwac z zona ...

    Ale zlamenie slubu celibatu jest rowniez zdrada. Zdrada slowa, ktore sie dalo nie tylko Kosciolowi, ale i Bogu.

    Co do opcji wyboru - to nie jest wielbicielem obowiazkowego celibatu. Ale to nie ma znaczenia. zlozyles slub celibatu - podjales taka decyzje i zniesienie celibatu nic juz tu nie zmieni.

    NNapisales, ze myslales, ze masz powolanie. Coz - decydujac sie na studia ja rowniez rozwazalem wybor seminarium. Mam do tej pory przekonanie, ze gdzies w glebi powinienem byc kaplanem, ale ... wiedzialem tez, ze mam powolanie do malzenstwa - znalem juz wtedy moja obecna zone i wiedzialem, ze moj Kosciol taka mozliwosc - malzenstwa i kaplanstwa odrzuca. Podjalem decyzje - modlilem sie, i zdecydowalem. I nie siedze teraz i nie rozpaczam, ze moglem byc ksiedzem a nie jestem. Nie jestem, bo mam zone, ksiadz zdecydowal inaczej.

    I ostatnia sprawa - ja nie oceniam Twojej relacji do Boga i Chrystusa, bo jej nie znam. To sa rzeczy zbyt intymne, by o nich pisac. Ja stwierdzam, ze lamanie slubu celibatu jest zdrada wobec ludzi i Boga. Tylko tyle. Nie oceniam, nie potepiam, i wierze, ze Bog tez nie potepia. Warto jednak odpowiedzialnosci za swoje niedociagniecia szukac w sobie, a nie w Kosciele, biskupach itd. Ja ponosze wine za moje grzechy i niewiernosc, a nie Kosciol ...

    Grzech to cos co wydarzylo sie miedzy mna, druga osoba, wspolnota a Bogiem. Istnieja liczne okolicznosci, ale grzesze ja, i tylko o sobie moge mowic.

    Chcielismy, jako SR kiedys zalozyc grupe wsparcia dla bylych ksiezy. Jest tylko jeden problem - ja to widze tak, ze grupa ma byc grupa wsparcia - to znaczy proba odnalezienia siebie w Prawdzie. A czesto grupy bylych ksiezy - to sa grupy szukania zla w Kosciele. A nie o to chodzi. Poszukiwanie prawdy o sobie wymaga MESTWA - BYCIA MEZCZYZNA, a nie roztkliwiania sie nad soba i nad swoimi decyzjami, ktorych teraz zalujemy.

    Tak wiec zycze Ci mestwa - jakiekolwiek decyzje podejmiesz. Mestwa - to znaczy podjecia decyzji, jaka by ona nie byla, a nie trwania w czyms, co na Ciebie spadlo.

    Pozdrawiam i zapewniam o sympatii na kazdej drodze.

    Tomek
    [ Odpowiedz ]
    Eksodus z kapłaństwa
    Autor: ks.Jan dnia 11.12.2003 15:12
    Może to już gdzieś pisałem, ale pragnę jeszcze raz tu na forum to powtórzyć: Eksperci od teologii, prawa kanonicznego, historii Kościoła wiedzą o tym, że nie jest uczciwe, zobowiązywać wszystkich "powołanych" do celibatu.

    Przypomnijmy sobie pielgrzymkę Papieża w czerwcu 2001 roku na Ukrainę. Jan Paweł II stał przy ołtarzu, odprawiał mszę świętą, ponawiając ofiarę Chrystusa, w otoczeniu żonatych księży. Z nimi tę mszę koncelebrował, im też przekazywał znak pokoju. Przy jednym ołtarzu stanęli kapłani celibatariusze oraz kapłani żonaci i wspólnie konsekrowali chleb, ukazując Go później wiernym. Ciało Chrystusa wznoszone wysoko w rękach kapłanów w obrączkach i bez. Pytam dlaczego u nas jest ten przymus- przecież ten sam Kościół ta sama wiara???!!!
    [ Odpowiedz ]
    Eksodus z kapłaństwa
    Autor: tomo dnia 11.12.2003 15:27
    Ale tradycja jest inna ...

    A to rowniez jest wazne. Nie jestem wielkim fanem obowiazkowosci celibatu, wrecz przeciwnie nie jestem w ogole jego fanem, ale jestem zwolennikiem dochowywania zlozonych slubow.

    Pozdrawiam Tomek
    [ Odpowiedz ]
    Eksodus z kapłaństwa
    Autor: Sophie dnia 11.12.2003 13:31
    Taak. Padły w tej dyskusji dość ostre słowa na temat łamania celibatu przez księży. Ze strony pana Horseradisha to one nie dziwią, ale jesteśmy w końcu na serwisie ekumenicznym gdzie katolicy mają dążyć do jedności z protestantami, ktorych w końcu Ojcem Założycielem był człowiek, który złamał celibat zakonny! I ożenił się z kobietą, która również go złamała. I co? Byli szczęsliwi, dochowali się udanego potomstwa, a teraz nawet katolicy (np. małżonka pana Terlikowskiego) powoływała się na autorytet Lutra, kiedy pisała o pożyciu w małżeństwie a panu Horseradish zresztą tekst ten bardzo się podobał. Rozumiem, że dla grup tradycjonalistycznych Luter to nadal okropny heretyk i apostata, który smaży się w piekle, ale oficjalnie przez hierarchię katolicką traktowany jest jako wybitna postać szeroko rozumianego Kościoła. I chyba na przeszkodzie całkowitej jedności nie leży złamanie celibatu przez Lutra (i zachęcanie do tego innych) ale różne inne teologiczne przeszkody (zresztą podobno najważniejsza została przełamana). Dlatego nie rozumiem dlaczego pan Tomasz stanowczo twierdzi, że zniesienie celibatu nie może mieć dla obecnych księży żadnych skutków, skoro Wielki Reformator doktor Marcin Luter z zakonu augustianów nie tylko skrytykował celibat i dopuścił go dla wszystkich protestanckich księży ale zezwolił na jego złamanie ( i to nie tylko księżom diecezjalnym ale i zakonnicom i zakonnikom) a i sam dał przykład.
    [ Odpowiedz ]
    Eksodus z kapłaństwa
    Autor: tomo dnia 11.12.2003 13:58
    Pani Zofio

    Luter podjął decyzje... a do tego sytuacja byla wowczas nieco inna.

    Cala ta dyskusja ma dla mnie tylko jeden sens - trzeba umiec podjac decyzje, wziac za nie odpowiedzialnosc i przestac zrzucac ja na innych. Nic wiecej.

    I nie przypominam sobie, by ktokolwiek cytowal Lutra jako autorytet w sprawie celibatu. W malzenstwie tak, ale w celibacie - nie byl cytowany :-)))

    Pozdrawiam Tomek
    [ Odpowiedz ]
    Eksodus z kapłaństwa
    Autor: ks.Jan dnia 11.12.2003 15:06
    Drogi Tomku napisałeś również, że zniesienie celibatu nie dotyczyłoby księży, którzy już ślubowali celibat. Oczywiście, że zniesienie celibatu dotyczyłoby przede wszystkim sprawy święcenia żonatych mężczyzn. A co z tymi, którzy już żyją w przymusowym celibacie? Czy dla niech już nie ma żadnej nadziei? Obecnie jest tak, że ksiądz, który rezygnuje z pełnienia funkcji kapłańskiej może zawrzeć sakramentalny związek małżeński po uzyskaniu dyspensy. Celibat jest tylko przepisem prawa kościelnego i tutaj dyspensy udziela Stolica Apostolska. Ktoś, kto przyjął wcześniej sakrament kapłaństwa może przyjąć sakrament małżeństwa i korzystać z poszczególnych sakramentów (pokuty, Eucharystii). Czy takiej dyspensy nie mógłby otrzymać kapłan żyjący w przymusowym celibacie w momencie zmienienia dyscypliny kościelnej?
    [ Odpowiedz ]
    Eksodus z kapłaństwa
    Autor: tomo dnia 11.12.2003 15:25
    Bardzo stara tradycja Kosciola stanowi, ze malzenstwo zawierane jest PRZED przyjeciem swiecen kaplanskich. Po nich ma juz takiej mozliwosci. I nie widze powodu, by to zmieniac.

    Ale nie moja to rzecz.

    Pozdrawiam Tomek
    [ Odpowiedz ]
    Eksodus z kapłaństwa
    Autor: montsegur dnia 12.12.2003 02:05
    Widze, ze Pan, Panie Tomku, powoluje sie na tradycje. Bo tradycja jest taka a taka, bo tradycja stanowi to i to...

    Kiedys Zeromski (podczas I Wojny Swiatowej) "starl sie" z komendantem Pilsudskim, zarzucajac mu, ze idzie po stronie Niemiec przeciwko Francji, czyli "wbrew tradycji" przyjazni z Francja. Pilsudski mial na to odpowiedziec: "wcale nie wiem, czy ona taka dobra, ta tradycja. Ile mi ona da karabinow?".
    I wlasnie o to chodzi: "wcale nie wiem, czy ona taka dobra, ta tradycja...". Co ona dobrego daje? Trzymac sie czegos tylko dlatego, ze "tak bylo", jest zupelnie bezpodstawne. Mnie np. interesuje raczej JAK poszczegolne regulacje wplywaja na stan kosciola, a nie jak dlugo istnieja. Jak sie 'spisuja' zle - to 'w pierony' z nimi!.
    Nawiasem mowiac, Grzegorz VII ustanawiajac przymusowy charakter celibatu tez sie 'wypial' na ponad 10-wiekowa tradycje wolnego wyboru w tym zakresie. Jesli zatem za jego czasow mozna bylo dokonac 'zwrotu', to teraz tez mozna.

    A co do fachowcow w dziedzinie celibatu: sa nimi zarowno ci, co w nim trwaja jak i ci, co tego juz nie robia. Obie grupy maja duzo do powiedzenia w tej sprawie. Doswiadczenia obu tych grup waza, nie tylko jednej. No i na koniec: ci, co otrzymuja dyspense nie sa ludzmi, ktorzy regule 'zlamali'. Oni od niej odeszli za zgoda tych, wobec ktorych zlozyli swoje przyrzeczenie.

    Serdecznie pozdrawiam!

    Cheers!!!
    [ Odpowiedz ]
    Eksodus z kapłaństwa
    Autor: Sophie dnia 12.12.2003 08:22
    Tak, Luter uważał celibat za dar - tyle, że bardzo rzadko spotykany będący zdecydowanie wyjątkiem niż regułą.
    Panie Tomaszu, te tysiące porzucające zakonne mury po wystąpieniu Lutra, którzy to ludzie zostali w młodym wieku z przyczyn ekonomicznych "zachęceni" do wyboru celibatu to też była siła reformacji.
    Sytuacja była inna, pisze pan. Oni też mieli problemy materialne, gdyż wstępując do zakonów zrzekli się dziedziczenia. Mnie właśnie niepokoi że ten czynnik ekonomiczny nadal odgrywa rolę w życie wielu obecnych księży, którzy nie decydują się na porzucenie kapłaństwa tylko na prowadzenie "podwójnego" życia. Uważam, że zapłacimy (a moze już płacimy) wysoką cenę za to, że Kościoł zezwala bardziej na hipokryzję w życiu tych duchownych niż na zniesienie celibatu, który, u licha, żadnym dogmatem nie jest. Nie robiłam badań w zakresie przestrzegania przez księży celibatu, ani nie czytam FiM, trudno mi więc oceniać na ile to jest zjawisko rozpowszechnione. Znam niestety przypadki, że na zacisznej wiejskiej parafii mieszka lubiany ksiądz o którym wszyscy parafianie wiedzą, że dziecko gospodyni to jego dziecko. Oni nawet go rozumieją i nie przeszkadza im, ze z ich pieniędzy ta gospodyni i to dziecko jest utrzymywane. Ale ma to okropne skutki na całokształt ich przekonań. Czy taki ksiadz może prawić im kazania na temat moralnego prowadzenia się? Raczej nie, bo powiedzą, popatrz na siebie. I drugi skutek jest taki, że automatycznie kilka takich przypadków stawia w podejrzanym świetle i tych kapłanów, którzy zachowują celibat. Nie wierzę, ze biskup nie wie, którzy kapłani prowadzą faktycznie podwójne życie. Ale wolą przeważnie tolerować taki stan rzeczy niż podjąć jakieś zdecydowane kroki.
    [ Odpowiedz ]
    Dylemat
    Autor: montsegur dnia 14.12.2003 11:47
    Regula celibatu w kosciele nie ma zadnych walorow i powinna zostac zniesiona. To jedna rzecz. W miedzyczasie jednak osoby nia 'dotkniete' musza decydowac za siebie. Poniewaz dla wielu ksiezy cierpiacych z powodu reguly celibatu czas ma ogromna cene, a jednoczesnie nie widac, by w najblizszym czasie regule te zniesiono, wiec wybor - obojetnie jak trudny moglby byc dla kazdego zainteresowanego - jest dosc prosty jesli chodzi o istniejace mozliwosci. Jesli zatem taki ksiadz pragnie pozostac duchownym, ale wie, ze celibatu juz dluzej nie udzwignie, to trzeba przejsc do protestantow i tam kontynuowac jako pastor (jesli taka mozliwosc sie nadarzy).
    Jesli jednak przejscie do innego kosciola wydaje mu sie swego rodzaju 'zdrada' (a sa ludzie tak rozumujacy), to trzeba 'odwiesisc sutanne', wystapic oficjalnie o dyspense (zeby nie wygladalo na ucieczke) i zaczac starc sie o inna prace, co np. W kraju obezrobociu siegajacym 20% moze byc nie lada problemem. Dodatkowo wielu ksiezy nie ma wielkiego pojecia o gospodarowaniu pieniedzmi.
    "Pod wzgledem finansowym sa beznadziejni" - cytuje D.Rice zone jednego z ksiezy (s.92). Wynikajaca z tego inna uwaga moze zabrzmiec juz jak prawdziwe ostrzezenie: "Mowia, ze papiez dostaje listy w rodzaju 'prosze, zabierz go sobie z powrotem, sama zajme sie wychowaniem dzieci'" (s.92). Wspomina zlaicyzowany ksiadz augustianski z Wloch, Antonio Corsello:
    "Szukalem pracy na tysiac sposobow. Nic. Moja edukacja klerykalna tak mnie "skretynila", ze nawet latwa praca byla dla mnie trudna. Moj sposob prezentowania sie, moja seminaryjna twarz, nie wzbudzaly zaufania… Wracalem do domu z pustymi rekami i z wielka gorycza. I z takim gniewem, ze nawet teraz, po tylu latach, wciaz nie jestem w stanie go zlagodzic" (s.52-53).
    Oczywiscie, od tamtego czasu o. Corsello juz sobie poradzil tak, jak z reguly wiekszosc ksiezy w koncu daje sobie rade. Ale przychodzi to z wielkim trudem i po wielu bolach.

    Tak wiec decyzja opuszczenia kaplanstwa moze okazac sie bardzo ryzykowna, ale nie ma innej rady. Przynajmniej tak dlugo, jak dlugo obecne reguly w kosciele nie sa zmieniane.
    Cytuje sie wprawdzie opinie (i autor czyni to rowniez), ze "gdyby ci wszyscy ksieza (t.j. ci zyjacy z kobietami - przyp mtsgr) oficjalnie ujawnili sie ze swymi nieformalnymi zwiazkami, to regula celibatu natychmiast przestalaby istniec " ("…would be a dead duck overnight"). Autor zauwaza wrecz:
    "…gdy zdac sobie sprawe z ogromu stopnia, w jakim obowiazkowy celibat jest odrzucany przez kler na calym swiecie, ewidentnym staje sie, ze nasz Kosciol zyje klamstwem i ze obowiazkowy celibat nie zdaje egzaminu. Owych sto tysiecy ksiezy, ktorzy odeszli, by sie ozenic, jest jedynie wierzcholkiem gory lodowej" (s.157).

    Tak wiec: albo" przejscie" na protestantyzm, albo odejscie z kaplanstwa, albo organizowanie sie duchownych na rzecz zniesienia wspomnianej reguly. Moga nawet pojawic sie "kombinacje" powyzszych rozwiazan, ale innego wyjscia nie ma (poza oczywiscie pozostaniem i uznaniem 'status quo' dla tych, ktorym on odpowiada, ale to nie o nich tu mowa). No i pamietajmy: swieccy - nawet jesli chca zaangazowac sie na rzecz zmiany obecnej, pozal sie Boze, "reguly" - nic nie zrobia, jesli ksieza ze swej strony nie podejma wlasnego wysilku. To w koncu KLER wymyslil owa regule i zrobil to dla KLERU. Tylko zatem KLER moze ja zniesc.

    Opuszczenie kaplanstwa ma w sobie nieraz cos z 'rozwodu'. Jesli jednak np. lekarz sie rozwiedzie, to nie przestaje z tego powodu byc lekarzem. Jesli zeni sie ponownie - dalej wykonuje swoj zawod. I odwrotnie: jesli zmieni zawod, to niekoniecznie musi to miec wplyw na jego stan cywilny. Z ksiezmi jednak jest inaczej. Niemalze przestaja byc soba i musza "zbudowac swa osobowosc od podstaw" (czego wielu ludzi wciaz zdaje sie nie rozumiec).
    Tak czy inaczej, na cokolwiek by sie taki ksiadz zdecydowal, bedzie to "wojna": jesli pozostanie - to w ten sposob 'pojdzie na wojne' z samym soba, odejdzie - to znow bedzie to 'wojna' z hierarchia, czescia spolecznosci parafialnej, zwlaszcza jesli przejdzie do protestantow (czesc otoczenia 'wykaze sie' postawa w rodzaju "zdrada, Mosci Panowie!"), a nawet z czescia wlasnej rodziny; jesli postara sie o inne zajecie - to z kolei moze to byc 'wojna' z calym wlasnym doswiadczeniem zyciowym, spotegowana (niejednokrotnie) przez tesknote za kaplanstwem - w przypadku tych ksiezy, dla ktorych kaplanstwo NAPRAWDE jest powolaniem.
    Kazda zatem decyzja oznaczac bedzie "szczek oreza" i "dzwiek trabki". I na to trzeba sie nastawic. Najlepiej z gory zalozyc, ze pomocy (zwlaszcza od hierarchii) nie bedzie zadnej. Ze "walczyc" trzeba samemu. Wtedy - jesli pomoc jednak sie znajdzie - uczyni ona caly proces lzejszym. Najgorsza rzecza jest natomiast zdanie sie na pomoc innych.

    Jenakze brak decyzji z reguly jest gorszy niz decyzja i konsekwencja. Byc moze zabrzmi to tutaj jak slaba pociecha (lub moze nawet kiepskie porownanie), ale sa w historii kosciola osoby (np. niektorzy swieci), ktorych udzialem byly gorsze rzeczy niz to, co nieraz przezywaja zlaicyzowani ksieza, lub tacy, ktorzy sa owej "laicyzacji" bardzo bliscy, choc prawda jest, ze kosciol niejednokrotnie obchodzi sie z takimi ludzmi w malo delikatny sposob, majac im nawet za zle ich rozgoryczenie. Z tym tez przyjdzie seie zatem zmagac, nawet jesli to prawda, ze "szukanie zla w kosciele" przez takich ludzi jest o wiele bardziej zrozumiale niz utrzymywanie przez hierarchie tej reguly, ktora swoim charakterem jest - moim skromnym zdaniem - aktem moralnego bestialstwa.


    Cheers!!!
    [ Odpowiedz ]
    zastrzeżenia
    Autor: zenon dnia 16.12.2003 00:50
    początek artykułu mądry i wyważony. Szkoda że końcówka głupia, aż niemiło. Od słów "nie tylko celibat" zaczynają się sztampowe oskażenie, dość bezmyślne, przedstawiające hierarchów Kościoła jako bezdusznych potworów, którym zależy tylko na władzy i forsie. Tak stawiając sprawę nic nie zrozumiemy(chyba że ktoś nie życzy sobie rozumieć). Jeśli to ma iść naprawdę do publikacji, to ten kawałek radzę wyciąć a dać ładne biblijne zakończenie z nutką nadziei. A do pierwszej części kilka zastrzeżeń:
    1. W innych wyznaniach(anglikańskim, prawosławnym itd)które mają święcenia a nie mają obowiązku celibatu jakoś tłoku w seminariach nie widać. Argument, że przybędzie powołań jest słaby i bynajmniej nie empiryczny.
    2. Niedojrzałość księży trzeba by porównać z "grupą kontrolną" nie-księży o podobnym statusie intelektualno-społecznym. Bez tego badania są na nic.
    3. Procent księży, którzy nie zachowują celibatu(powinno być - czystości seksualnej) i czynnych gejów zawsze wydaje się być palcem na wodzie pisany. Kto się przyznał? Jak to zbadano? Na torturach?
    [ Odpowiedz ]
    Dziekuje za Twoje uwagi, "Zenonie"...
    Autor: montsegur dnia 16.12.2003 11:41
    ... i od razu sie do nich ustosunkuje:

    Ad1. Nie chodzi o 'tlok' w seminariach, o to by bylo np. 5 kandydatow na 1 miejsce. Ale odnotowano tutaj, ze "Wg studiow holenderskiego jezuity, prof. Jana Kerkhofsa, na 100 zmarlych lub 'sekularyzowanych' ksiezy Belgia ma jedynie 15 nowych; Holandia - 8; Niemcy - 34; Francja - 17; Wlochy - 50; Irlandia - 45; Hiszpania - 32, a Portugalia - 10." Widzisz, "Zenonie", TAKICH problemow to jednak u protestantow czy anglikanow nie ma, co zreszta autor ksiazki tez podkresla. W USA bylo ponad 1900 parafii bez ksiedza. Ja nie wiem o jakiejkolwiek kongregacji protestanckiej bez pastora. Tu unas w Perth w centrum sa 2 katedry: katolicka i anglikanska. Katolicka ma 5 duchownych (w tym 1 diakona). To b. duzo, no ale to katedra, centrum archidiecezji itd. Anglikanska (tez centrum) ma rowniez 5 duchownych, ale dodatkowo 6 duchownych pracujacych tam spolecznie (t.zw. "non-stipendiary clergy"). O czyms takim "nasi"moga tylko marzyc. Wiec jesli sposrod 'stalych' ktos 'odpadnie' (np. Przeniesienie) to juz 6 czeka. A uznajomych baptystow w dzielnicy Mt Pleasant tez jest 6 pastorow (3 na pol-etatu) I to na wspolnote liczaca cos ok. 500 osob! I to wszystko ludzie po studiach teologicznych. Nie, ja zdecydowanie nie znam jakiegokolwiek kosciola tutaj, ktory mialby z naborem problemy takie jak nasz.

    Ad2.Znakomita sugestia. Tylko… ktora grupa swiecka zyje w przymusowym celibacie? Ja nie znam zadnej, a Ty? A studia dotycza wlasnie wplywu reguly celibatu. W artykule - tak nawiasem - oczywiscie nie ma wszystkiego, co na ten temat prezentowane jest w ksiazce Rice'a. A nawet z proponowanego do publikacji tu tekstu zdecydowano sie pare rzeczy wyciac. Na przyklad to:

    "To wybieranie dzieci jeszcze i umieszczanie ich w seminariach, jak praktykowano w przeszlosci. Ale: czy tylko w przeszlosci? Autor informuje, ze Don Razotti, rektor seminarium duchownego w Reggio Emilia we Wloszech powiedzial mu w 1987 roku, ze wciaz przyjmuja tam 11-latkow.
    Psychoanalityk Leo Bartemeyer, niegdys przewodniczacy Miedzynarodowego Stowarzyszenia Psychoanalitycznego, a potem Amerykanskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, katolik zreszta, stwierdzil byl co nastepuje:

    "Przyjmujemy obiecujacych mlodych ludzi w wieku 13 do 20 lat, dobrze ich odzywiamy, pilnie ich edukujemy, a osiem do dwunastu lat pozniej wyswiecamy ich, zdrowych, inteligentnych i emocjonalnie wciaz trzynastoletnich.""

    Zenku, czy znasz jakakolwiek profesje, w ktorej praktykowanoby cos podobnego (w polaczeniu z obowiazkowym celibatem)? Ja musze przyznac, ze jednak kler KK jest pod tym wzgledem grupa jedyna w swoim rodzaju. Choc oczywiscie nie mialbym nic przeci 'metodzie porownawczej".

    Ad3.Jak to badano? Glownie metoda rozmow (lub "wywiadow") z ksiezmi. Masz tu zreszta przyklad "ksiedza Hansa": jego nikt nie zmuszal, nie wbijal mu zapalek pod paznokcie itd. Mowil sam nawet o aborcji. Inni tez mowia i to duzo. Innym fragmentem 'wycietym' z tekstu byl nastepujacy:

    "Wkrotce potem (czyli po rozmowie z "Hansem") autor odwiedzil Anne Lueg, ktora - bedac rowniez zona ksiedza i prominentnego czlonka CDU w Solingen, prowadzi lokalna organizacje pomocy kobietom zyjacym w zwiazkach seksualnych z ksiezmi. Autor zapytal ile dzieci ksiezy zna ona osobiscie. "Co pan powie na piecdziesiecioro?" - brzmiala odpowiedz.

    - "A ile aborcji?"
    -"Dziesiec, z tego, co w tej chwili wiem"."

    Moznaby tak ciagnac dlugo, a miejsca na kometarz nie ma duzo, wiec trzeba sie streszczac. O zakonczeniu (sugerujesz pewna forme) napisze innym razem, bo juz wiecej tu nie zmieszcze.

    Jesli jednak masz pytania odnosnie ksiazki, to stawiaj je smialo. Ja albo odpowiem tutaj, albo napisze inny tekst bazowany na tej pozycji.

    Cheers!!!
    [ Odpowiedz ]
    Eksodus z kapłaństwa
    Autor: montsegur dnia 20.12.2003 10:32
    A teraz co do zakonczenia. Zakonczenie jest tu w gruncie rzeczy takie jak w ksiazce. Nie doslownie takie samo, bo autor zakonczyl pewnym przykladem, tak jak rozpoczal.
    Czy zakonczenie moglo byc lepsze? Jasne, ze tak. Nigdy nie jest tak, zeby nie moglo byc lepiej. Czy akurat zakonczyc akcentem biblijnym? No, mozna bylo, czemu nie. Akcent biblijny dobry jak kazdy inny. Choc z drugiej strony to niekonczace sie nieraz cytowanie Biblii czlowiekowi sie czasem "przejada".

    Co do 'sztampowosci' stwierdzen: czy stwierdzenie czegokolwiek wprost jest 'sztampowe'? Autor probuje dociec przyczyn pewnych regulacji i zjawisk w Kosciele (glownie zwiazanych z regula celibatu). Jakie ta regula ma uzasadnienie?

    1) Jej eksponenci nie moga wykazac jej 'biblijnosci', bo Biblia niczego podobnego nie nakazuje. Byloby to zatem po prostu nieprawda, ze regula "musi byc, bo tak napisano w Biblii". Wiec ten argument ostatecznie odpada.
    2) Nie moga oni tez twierdzic, ze to jest "tradycja Kosciola od czasow Apostolow". Jest bowiem wrecz przeciwnie: przez 10 wiekow po apostolach tej reguly nie bylo. I dopiero w XI wieku zlamano tradycje Kosciola przez wprowadzenie jej.
    3) Nie mozna rowniez wykazac w jakikolwiek sposob, ze regula ta przyczynia sie do podniesienia "jakosci" kleru. To oczywista nieprawda, niczym nie uzasadniona. Jest to wrecz jedna z najbardziej oczywistych nieprawd w historii Kosciola.

    Jesli zatem zadne z powyzszych nie jest przyczyna reguly, to gdzie tkwi ta przyczyna? Autor doszedl do wniosku, ze w klerykalizmie i solidnie to uzasadnil. A ze wydaje sie to 'sztampa'? No coz, wiele zjawisk ma w gruncie rzeczy bardzo proste wyjasnienie i to ta prostota zdaje sie byc wlasnie 'sztampa'.


    Cheers!!!
    [ Odpowiedz ]
    Dla księży bez wyjścia
    Autor: Markus dnia 14.01.2004 11:31
    Witajcie wszyscy, a szczególnie księża, którzy nie widzicie dziś wyjścia z tej trudnej sytuacji!

    Dla każdego, kto solidnie studiował historię rozwoju doktryny KRK jest oczywiste, że wiele dogmatów ustanowionych zostało w sposób zwyczajnie interesowny i dziś naucza się tego w KRK, jakoby tak było od początku, podczas gdy owo „rozwinięcie doktryny” często jest zwyczajnym wykrzywieniem prostego nauczania apostołów. Tak ma się sprawa z celibatem, Biblia nigdzie go nie wymaga, a szczególnie od starszych i biskupów, podając małżeństwo jako pierwszy warunek skutecznego zarządzania w Kościele Pana Jezusa, tak to uzasadniając: „Bo jeżeli ktoś nie potrafi własnym domem zarządzać, jakże będzie mógł mieć na pieczy Kościół Boży?” (1Tm3,5). Niestety, księża katoliccy, którzy dostrzegają nieprawidłowości doktrynalne w nauce i praktyce Kościoła tak naprawdę nie mają wyboru, gdyż nic innego nie umieją robić, a do tego zdają sobie sprawę, że odrzucenie społeczne dodatkowo utrudni im znalezienie pracy. Do tego jeszcze często dochodzi ogromna chęć służenia Bogu i wewnętrzne przekonanie co do własnego powołania do szczególnej misji.

    Otóż chciałbym podzielić się z Wami informacją, że w Holandii działa stowarzyszenie „Na ulicy prostej”, pomagające byłym księżom katolickim odnaleźć miejsce w społeczeństwie. Pomagają oni głównie tym, którzy chcą nadal być duchownymi; pomagają im "wykrystalizowć" ich poglądy, ukończyć protestanckie uczelnie teologiczne i znaleźć później jakąś służbę, w znacznym stopniu finansując ich, przynajmniej przez czas studiów. Choć ich głównym terenem działania jest Holandia i Hiszpania, to znam dwóch byłych księży z Polski, którym pomogli. Jeden obecnie jest pastorem zboru reformowanego we Francji, a drugi dyrektorem szkoły w Brazylii.
    Jest więc możliwość :-)

    Pozdrawiam Was serdecznie

    Markus

    [ Odpowiedz ]
    Dla księży bez wyjścia
    Autor: Sophie dnia 14.01.2004 13:13
    Tyle, że celibat nie jest dogmatem w Kościele Katolickim. Radzę solidniej podejść do studiów nad doktryną.
    A co do słów Pawła to ciekawe, że nie zastanowiło Cię to, ze sam Paweł był celibatariuszem i gorącym orędownikiem celibatu "Jesteś wolny? Nie szukaj żony. (28) Ale jeżeli się ożenisz, nie grzeszysz. Podobnie i dziewica, jeśli wychodzi za mąż, nie grzeszy. Tacy jednak cierpieć będą udręki w ciele, a ja chciałbym ich wam oszczędzić. (29) Mówię, bracia, czas jest krótki. Trzeba więc, aby ci, którzy mają żony, tak żyli, jakby byli nieżonaci (...) Chciałbym, żebyście byli wolni od utrapień. Człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana, o to, jak by się przypodobać Panu. (33) Ten zaś, kto wstąpił w związek małżeński, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać żonie. (34) I doznaje rozterki. Podobnie i kobieta: niezamężna i dziewica troszczy się o sprawy Pana, o to, by była święta i ciałem i duchem. Ta zaś, która wyszła za mąż, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać mężowi. (35) Mówię to dla waszego pożytku, nie zaś, by zastawiać na was pułapkę; po to, byście godnie i z upodobaniem trwali przy Panu. 1 Kor Małżeństwo ma być rozwiązaniem dla tych, którzy nie są w stanie wytrwać w celibacie i jak Paweł mówi: Pragnąłbym, aby wszyscy byli jak i ja, lecz każdy otrzymuje własny dar od Boga: jeden taki, a drugi taki. (8) Tym zaś, którzy nie wstąpili w związki małżeńskie, oraz tym, którzy już owdowieli, mówię: dobrze będzie, jeśli pozostaną jak i ja. (9) Lecz jeśli nie potrafiliby zapanować nad sobą, niech wstępują w związki małżeńskie. Lepiej jest bowiem żyć w małżeństwie, niż płonąć".
    [ Odpowiedz ]
    Różnice funkcji
    Autor: Markus dnia 14.01.2004 15:07
    Witam znów!

    A gdzie ja napisałem że celibat jest dogmatem? Napisałem, że sprawa z celibatem ma się tak jak sprawa z dogmatami, więc przyjęty został interesownie i jest wykrzywieniem prostego nauczania apostolskiego. Radzę więc solidniej czytać komentarze innych.

    Przechodząc do meritum:
    Skoro więc, Twoim zdaniem te dwa (a raczej trzy) teksty stoją w jawnej sprzeczności, to albo Boże objawienie nie jest spójne, albo błąd jest w którymś z Twoich domyślnych założeń. Jeśli pozwolisz, wezmę tylko pod uwagę drugą możliwość.

    Wydaje mi się ze zdziwieniem, że nie widzisz różnicy pomiędzy apostołem, a starszym, bądź biskupem. Apostoł wybrany bezpośrednio przez Pana, biskupów, diakonów i starszych ustanawiali inni ludzie (oczywiście nie bez Bożego powołania). Apostoł działał ponad lokalnymi wspólnotami, biskupi i starsi wewnątrz nich, a ich władza do nich się ograniczała. Apostoł widział zmartwychwstałego Pana i świadczenie o tym było głównym jego zadaniem, starsi mieli wyłącznie zajmować się lokalnymi wspólnotami, w nich nauczać i ich prowadzić drogą, którą wyznaczył Pan objawiając to przez apostołów, którzy „w miejsce Pana poselstwo sprawowali” i byli „budowniczymi” a reszta budowlą”, Apostołowie przekzaywali objawienie Boże, którego starsi mieli jedynie pilnować, itd. itp. Apostołowie więc to zupełnie inny „sort” niż starsi, diakoni i biskupi, i dlatego Paweł mógł być bezżenny i dlatego radzi to innym (domyślnie nie starszym, skoro co do nich wymagania wyartykułował w Tym i Tt.), do tego rada ta jest udzielona „wobec groźnego położenia” (chodzi o zachowanie w chwili prześladowań).

    Moim zdaniem wygląda to tak, że wszyscy oprócz starszych, diakonów i biskupów mogą zachowywać celibat. Starsi, diakoni i biskupi nie mogą gdyż na własnej rodzinie mają się uczyć jak prowadzić rodzinę Bożą, w której są postawieni. Sens jest taki, że tu nie wystarczy wiedza teoretyczna i niezbędna jest praktyka, w tym polegająca na tym, że doprowadziło się własne dzieci do wiary Chrystusa, co może również wykluczać dzieci w wieku nieświadomym, a więc można próbować dowodzić, że chodzi tu o małżeństwa z dużym stażem. Taki pogląd, choć nie jestem go w 100% pewny dość dobrze wydaje się współgrać z istotą zamiaru autora, czyli koniecznością praktycznej nauki w rodzinie i ogromnej odpowiedzialności za Kościół.

    1Tm3,2-5; 12
    2 Biskup zaś ma być nienaganny, mąż jednej żony, (...)
    4 Który by własnym domem dobrze zarządzał, dzieci trzymał w posłuszeństwie i wszelkiej uczciwości, Bo jeżeli ktoś nie potrafi własnym domem zarządzać, jakże będzie mógł mieć na pieczy Kościół Boży? (...)
    12 Diakoni niech będą mężami jednej żony, mężami, którzy potrafią dobrze kierować dziećmi i domami swoimi.

    Do Tytusa zaś Paweł pisze (Tt 1,6-7):
    Pozostawiłem cię na Krecie w tym celu, abyś uporządkował to, co pozostało do zrobienia, i ustanowił po miastach starszych, jak ci nakazałem, Takich, którzy są nienaganni, są mężami jednej żony, którzy mają dzieci wierzące, które nie stoją pod zarzutem rozpusty lub krnąbrności. Biskup bowiem jako włodarz Boży powinien być nienaganny, ...

    Jak dla mnie słowa te są zupełnie jasne i nie pozostawiają żadnej wątpliwości co do omawianego tematu.

    Łączę chrześcijańskie pozdrowienia

    Markus
    [ Odpowiedz ]
    Różnice funkcji
    Autor: Sophie dnia 15.01.2004 08:36
    Ach, co za niezwykle odkrywcza interpretacja. Czyli Apostoł Paweł pisząc o zachowywaniu celibatu i przekonany o jego wyższości ma na myśli wszystkich z wyjątkiem biskupów, diakonów i starszych tworzącego się Kościoła? Pisząc: Pragnąłbym, aby wszyscy byli jak i ja ma na mysli oczywiście - wszyscy z wyjątkiem biskupów, diakonów i starszych, bo ci powinni mieć żonę (no i zapewne dzieci koniecznie, bo jak się można przekonać, ze potrafią dobrze radzić swoim wiernym, skoro nie potrafią wychować właściwie własnych dzieci). No wiesz, ja bym to raczej zinterpretowała, że Apostoł Paweł zaleca celibat jako coś najlepszego, ale ponieważ zdaje sobie sprawę, że nie każdy ma taki dar i lepiej wziąć żonę niż płonąć określa wymagania dla hierarchii dotyczące ich życia rodzinnego. I zdaje się we wczesnym chrześcijaństwie też rozumiano to w ten sposób, bo, Markusie, nie wszyscy biskupi mieli żony. Niektorzy byli celibatariuszami. Inna sprawa to autorstwo listów pasterskich do Tymoteusza. Historycy raczej wykluczają czy napisał je Paweł. Skłaniają się ku tezie, że powstały po 100 roku a więc wtedy, kiedy Paweł już nie żył. Co więcej to nie katolicy to zakwestionowali.
    [ Odpowiedz ]
    autorytety
    Autor: Markus dnia 15.01.2004 12:20
    Witaj Sophie!

    Dokładnie tak uważam. Tam zresztą pisze wprost „ma być”, a to oznacza niezbędny wymóg.

    Jeśli zaś chodzi o wyższość celibatu, to rzeczywiście jest ona faktem dla tych, którzy nie muszą mieć kwalifikacji opisywanych w cytowanych przeze mnie tekstach.

    Co zaś do autorstwa listów do Tymoteusza, to ja w nich czytam (1Tm 1-2):
    „Paweł, apostoł Chrystusa Jezusa z rozkazu Boga, Zbawiciela naszego, i Chrystusa Jezusa, nadziei naszej, Do Tymoteusza, prawowitego syna w wierze:...”

    A ja temu wierzę bez względu co którzykolwiek mędrcy powiedzą, gdyż to jest Biblia, a Biblia to Słowo Samego Boga, to zaś musi być nieomylne inaczej musimy zginać w morzu relatywizmu.

    Co zaś do wczesnego chrześcijaństwa, to ono także było pełne błędów i wypaczeń, które pojawiły się natychmiast po odejściu apostołów, więc małym może ono być autorytetem, a już na pewno nie może konkurować z Pismem Świętym.
    Przeczytaj zresztą co napisał na ten temat Paweł (Dz 20:29):
    „Ja wiem, że po odejściu moim wejdą między was wilki drapieżne, nie oszczędzając trzody”


    Sola Scriptura

    Pozdrowienia

    Markus
    [ Odpowiedz ]
    autorytety
    Autor: Sophie dnia 15.01.2004 13:01
    Skoro błędy i wypaczenia pojawiły się natychmiast po odejściu Apostołów to skąd wiesz, że ktoś nie podszyl się pod Świętego Pawła? Bo widzisz, tego listu nigdzie nie ma potwierdzonego w źródłach przed końcem I wieku. A kanon NT został ustalony w ogóle w drugim wieku. I to już nie przez Apostołów :)
    [ Odpowiedz ]
    autorytety
    Autor: Markus dnia 15.01.2004 13:08
    Kanon został ustalony przez Ducha Świetego, a ludzie mogli go co najwyżej odkryć.

    Ponieważ jednak odbiegamy od temetu artykułu proponuję poprzestać na tym.

    Markus
    [ Odpowiedz ]