Magazyn Teologiczny Semper Reformanda
* ECCLESIA * SEMPER * REFORMANDA * EST *

 Tematy Magazynu SR  
Biblia
Dokumenty
Teologia
Katolicyzm
Prawosławie
Protestantyzm
Historia Kościoła
Ekumenizm
Debaty o Kościele
Duchowość
Komentarze do Psalmów
Religia - judaizm
Religia - islam
Kościół a nowe idee
Religia i kultura
Kościół w świecie
Kościół zwiastowania

 Menu Użytkownika  
Login:

Hasło:

Nie masz konta?
Zarejestruj się
(podajesz TYLKO login i adres e-mail)


 Duch katolicyzmu
 Autor:  Tomasz Terlikowski   
 Data:  17.06.2003 20:30
 Przeczytane:  3080 razy  

Magazyn Ekumeniczny Semper Reformanda prezentuje w 300-rocznicę urodzin Jana Wesleya jedno z najbardziej znanych jego kazań "Duch katolicyzmu". Mimo iż od jego napisania upłynęło już dwa wieki jest ono nadal świadectwem prawdziwego ekumenizmu.



A wyruszywszy stamtąd, spotkał Jonadaba, syna Rekaba, idącego mu naprzeciw. A gdy ten go pozdrowił, zapytał go: Czy jesteś tak samo szczery wobec mnie, jak ja wobec ciebie? Jonadab odpowiedział: Tak jest, tak jest! Podaj mi swoją rękę.

II Księga Królewska 10,15

1. Nawet ci, którzy nie płacą tego wielkiego długu, przyznają, że miłość jest należnością winną całej ludzkości, czemu daje świadectwo królewskie zaiste prawo: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego, skierowane do wszystkich, co go słuchają. Jest należnością winną całej ludzkości, a nie jak chcieliby tego starożytni fanatycy, których nieszczęsna wersja tego przykazania brzmi: Będziesz miłował bliźniego swego tzn., krewnego, znajomego, przyjaciela, a nienawidził wroga swego. Tę wersję trzeba odrzucić. Nasz Pan bowiem powiada: Miłujcie nieprzyjaciół waszych, błogosławcie tych, którzy was przeklinają, czyńcie dobro tym, którzy was nienawidzą, módlcie się za tych, którzy odnoszą się do was z pogardą i prześladują, abyście mogli być dziećmi, abyście mogli pokazać wobec całej ludzkości, że jesteście dziećmi Ojca waszego, który jest w niebiesiech, który sprawia, że słońce wschodzi nad złymi i dobrymi i zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.

2. Jest jednak rzeczą pewną, że szczególną miłość winni jesteśmy tym, którzy miłują Boga. Dawid powiada: Do świętych, którzy są na ziemi: ci są szlachetni, w nich mam upodobanie. A jeszcze dobitniej: Nowe przykazanie daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, jak ja was umiłowałem; abyście się i wy wzajemnie miłowali. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość wzajemną mieć będziecie. Jest to miłość, o której tak często i z taką mocą mówi Apostoł Jan: Albowiem to jest zwiastowanie, powiada, które słyszeliście od początku, że mamy się nawzajem miłować. Po tym poznaliście, że On za nas oddał życie swoje; i my winniśmy, jeśli tylko miłość wezwie nas do tego, życie oddawać za braci. A w jeszcze innym miejscu powiada: Umiłowani, miłujmy się nawzajem, gdyż miłość jest z Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, gdyż Bóg jest miłością. Na tym polega miłość, że nie myśmy umiłowali Boga, lecz że On nas umiłował i posłał Syna swego jako ubłaganie za grzechy nasze. Umiłowani, jeżeli Bóg nas tak umiłował, i myśmy powinni nawzajem się miłować.

3. Z przykazaniem miłości zgadzają się wszyscy, ale czy wszyscy je praktykują? Codzienne doświadczenie pokazuje, że jest wprost przeciwnie. Gdzie mianowicie są chrześcijanie, którzy miłują się nawzajem zgodnie z danym przez niego przykazaniem? Ileż znajdujemy przeszkód! Z dwóch przeszkód natury ogólnej, pierwszą jest ta, iż jest rzeczą niemożliwą, żeby wszyscy myśleli podobnie; drugą zaś przeszkodą, która jest konsekwencją tej pierwszej, jest to, iż jest rzeczą niemożliwą, żeby wszyscy postępowali podobnie; a w szeregu mniejszych kwestii postępowanie wręcz musi się różnić i to proporcjonalnie do różnic emocjonalnych.

4. Chociaż różnice poglądów czy sposobów oddawania czci Bogu mogą udaremnić pełną jedność zewnętrzną, to jednak czy muszą udaremniać jedność we wzajemnych wobec siebie uczuciach? Chociaż nie możemy myśleć podobnie, to jednak czy nie możemy miłować się podobnie? Czy nie możemy cieszyć się jednością serca, mimo że brak nam jednomyślności? Bez wątpienia możemy. Pod tym właśnie względem wszystkie dzieci Boże, pomimo mniejszych różnic, mogą się zjednoczyć. A chociaż te ostatnie pozostają niezmienne, mogą zbliżać ludzi do siebie nawzajem tak w miłości jak i dobrych uczynkach.

5. Dlatego też przykład właśnie Jehu, mimo całej złożoności jego charakteru, zasługuje zarówno na uwagę jak i na naśladowanie ze strony każdego chrześcijanina. A wyruszywszy stamtąd, spotkał Jonadaba, syna Rekaba, idącego mu naprzeciw. A gdy ten go pozdrowił, zapytał go: Czy jesteś tak samo szczery wobec mnie, jak ja wobec ciebie? Jonadab odpowiedział: Tak jest, tak jest! Podaj mi rękę swoją. Przytoczony tekst Pisma Świętego w sposób naturalny dzieli się na dwie części. Pierwszą jest pytanie postawione Jonadabowi przez Jehu: Czy jesteś tak samo szczery wobec mnie, jak wobec ciebie? Drugą jest oferta zawarta w odpowiedzi Jonadaba: Tak jest, tak jest! Podaj mi rękę swoją.

I. 1. Najpierw zastanówmy się nad pytaniem postawionym przez Jehu Jonadabowi: Czy jesteś tak samo szczery wobec mnie, jak ja wobec ciebie? Po pierwsze, zauważmy, że przytoczone pytanie nie jest pytaniem o poglądy Jonadaba. A przecież jest rzeczą niezaprzeczalną, że miał on swoje poglądy i to całkiem niezwykłe, charakterystyczne wyłącznie dla niego. Niektóre z nich miały poważne konsekwencje praktyczne, na które kładł równie wielki nacisk, co na same poglądy, i to do tego stopnia, że te ostatnie miały wpływ na dzieci jego dzieci, zachowując wielkie znaczenie dla całych ich następnych pokoleń. Świadectwo Jeremiasza, datowane na wiele lat po jego śmierci, nie pozostawia w tym względzie najmniejszych wątpliwości: I wziąłem Jaazaniasza, jego braci i wszystkich jego synów, i całe bractwo Rekabitów. (...) I postawiłem przed nimi czasze pełne wina i kubki i rzekłem do nich: Pijcie wino! Lecz oni odpowiedzieli: Nie pijemy wina, gdyż Jonadab, syn Rekaba, nasz ojciec (tekst byłby mniej dwuznaczny, gdyby słowa brzmiały: Jonadab,"nasz ojciec, syn Rekaba", z miłości i szacunku którego pragnął Jonadab, aby jego potomkowie nosili imię Rekaba), zabronił nam mówiąc: Nie pijcie wina ani wy ani wasi synowie na wieki. I nie budujcie domów, nie rozsiewajcie ziarna, nie zakładajcie winnic i nie miejcie na własność, lecz mieszkajcie w namiotach po wszystkie wasze dni... I tak usłuchaliśmy głosu Jonadaba, naszego ojca, we wszystkim, co nam nakazał.

2. A przecież Jehu (choć, jak się wydaje, tak w sprawach świeckich jak i religijnych działał jak szalony) wcale nie zajmuje się tymi sprawami, ale pozwala Jonadabowi trzymać się jego poglądów. Tak więc ani jeden ani drugi w najmniejszym choćby stopniu nie wydaje się podważać poglądów drugiego.

3. Jest rzeczą możliwą, że i w naszych czasach wielu dobrych ludzi również może żywić szczególne poglądy; a niektórzy mogą być pod tym względem równie osobliwi jak Jonadab. I jest rzeczą oczywistą, że dopóki poznanie nasze jest cząstkowe, wszyscy ludzie nie będą widzieć wszystkich rzeczy w sposób podobny. Jest nieuniknioną konsekwencją obecnej słabości i zawodności ludzkiego poznania to, że ilu jest ludzi, tyle poglądów zarówno w sprawach religii jak i życia codziennego. Tak miały się rzeczy od początku świata i tak też pozostanie do czasu odnowienia wszechrzeczy.

4. Ponadto należy zrobić następujące zastrzeżenie: chociaż każdy człowiek z konieczności wierzy, że każda opinia, do której się przyznaje, jest prawdziwa (wierzyć bowiem, że dana opinia nie jest prawdziwa znaczy tyle samo, co nie przyznawać się do niej), to jednak nikt nie może być pewny, że wszystkie jego opinie razem wzięte są prawdziwe. Właściwie każdy człowiek myślący jest pewny, że nie są one prawdziwe, albowiem rzeczą ludzką jest błądzić i nie wiedzieć, humanum est errare et nescire - ze względu na naturę ludzką niepodobna choćby w niektórych sprawach uniknąć błędów. Tak więc jest człowiek świadomy, że taka jest już jego kondycja. Ogólnie rzecz biorąc wie, że błądzi, chociaż w czym konkretnie błądzi, tego nie wie i, prawdopodobnie, wiedzieć nie może.

5. Powiadam: "prawdopodobnie wiedzieć nie może", gdyż któż potrafi powiedzieć, jak daleko sięga niewiedza, której niepodobna poddać ludzkiemu poznaniu, albo, co sprowadza się do tego samego, jak daleko sięgają nasze przesądy, które niejednokrotnie tak głęboko zapadły w naszą podświadomość, że niepodobna ich usunąć, ponieważ zbyt głęboko w nas się zakorzeniły. Ponadto, któż może powiedzieć, jak bardzo jakiś błąd wynika z naszej winy, jeśli nie zna wszystkich okoliczności z nim związanych? Wiadomo bowiem, że każda wina z konieczności zakłada zgodę naszej woli, o czym sądzić może tylko ten, kto bada serce swoje.

6. Każdy więc człowiek mądry pozwoli innym na tę samą wolność myślenia, co do której pragnie, aby inni jemu na nią pozwolili. Dlatego też nie będzie narzucał im swoich poglądów tak samo jak nie życzyłby sobie, żeby inni jemu narzucali poglądy, które wyznają. Będzie okazywał cierpliwość wobec tych, którzy od niego się różnią, a temu, z którym pragnie zjednoczyć się w miłości, jedynie zada pytanie: Czy jesteś tak samo szczery wobec mnie, jak ja wobec ciebie?

7. Po drugie, można zauważyć, że nie powstaje w tym miejscu kwestia sposobu oddawania przez Jonadaba czci Bogu, chociaż prawdopodobnie pod tym względem była między nimi istotna różnica. Możemy bowiem przypuszczać, że zarówno Jonadab jak i jego potomkowie oddawali cześć Bogu w Jerozolimie, podczas gdy Jehu wcale tego nie czynił, ponieważ bardziej zajmowała go polityka państwowa niż religia. Wytracił, co prawda, czcicieli Baala i usunął Baala z Izraela, jednakże od właściwych grzechów Jeroboama, czci oddawanej złotym cielcom Jehu nie odstąpił.

8. Ale nawet wśród ludzi prawego serca, ludzi, którzy pragną mieć czyste sumienie, jeżeli tylko występują różnice poglądów, nie mogą nie istnieć między nimi różne sposoby oddawania czci Bogu, gdyż różnorodność poglądów z konieczności pociąga za sobą różnice w praktycznej pobożności. Dlatego też, jak na przestrzeni wieków ludzie niczym bardziej się nie różnili niż poglądami na temat Najwyższego Bytu, tak i niczym bardziej się nie różnili niż sposobem oddawania mu czci. Gdyby działo się tak tylko w świecie pogan, nie byłoby w tym nic dziwnego, ponieważ wiemy, że przez mądrość swoją nie poznali Boga, nie mogli więc wiedzieć, w jaki sposób oddawać mu cześć. Ale czyż nie jest rzeczą dziwną, że nawet w świecie chrześcijańskim, mimo że wszyscy zgadzają się co do zasady, że Bóg jest duchem, a ci, którzy mu cześć oddają, winni mu ją oddawać w duchu i prawdzie, to jednak poszczególne sposoby oddawania czci Bogu są niemal równie odmienne od siebie jak wśród pogan?

9. A jak wybrać spośród tak różnych form pobożności? Nikt nie może drugiemu ani wybierać ani polecić jakiekolwiek formy pobożności, ale każdy musi iść za głosem własnego sumienia w duchu prostoty i szczerej świątobliwości. Każdy powinien pozostać przy swoim zdaniu, po czym podjąć działania, kierując się jak najlepiej tylko potrafi swoim rozumem. Żadna bowiem istota nie ma władzy narzucać komukolwiek sposobu postępowania zgodnie ze swoją własną zasadą. Bóg więc nie dał żadnemu z ludzi prawa do panowania nad sumieniami ich braci. Ale każdy człowiek sam musi formować swój pogląd, jak też każdy człowiek za samego siebie zda sprawę Bogu.

10. Chociaż więc każdy naśladowca Chrystusa z samej natury chrześcijaństwa zobowiązany jest być członkiem konkretnej społeczności czy też, inaczej mówiąc, Kościoła, co zawsze pociąga za sobą pewien konkretny rodzaj oddawania czci Bogu, gdyż dwóch nie idzie razem, jeżeli się nie umówili - to jednak nikt przez żadną inną władzę na ziemi jak tylko własne sumienie nie może być zobowiązany do wybrania tej a nie innej społeczności, czy też tego, a nie innego sposobu oddawania czci Bogu. Zdaję sobie sprawę, że powszechnie uważa się, że to, gdzie się urodziliśmy, przesądza o tym, do jakiego Kościoła powinniśmy należeć, np., kto urodził się w Anglii, powinien być członkiem Kościoła nazywanego Anglikańskim, a tym samym pielęgnować taki rodzaj pobożności, jaki jest polecany przez ten właśnie Kościół. Byłem niegdyś zapalonym zwolennikiem tego poglądu, ale obecnie znajduję wiele powodów, które ostudzają mój zapał. Obawiam się, że pociąga on za sobą niemałe trudności, których żaden rozumny człowiek nie jest w stanie przezwyciężyć. Nie najmniejszym z nich jest to, że gdyby taka właśnie zasada rządziła powszechnie, nie byłoby Reformacji odcinającej się od papiestwa, ponieważ zasada ta całkowicie unicestwia prawo do prywatnego poglądu, na którym opiera się cała Reformacja.

11. Nie ośmielam się więc rościć sobie prawa do narzucania komukolwiek mojego sposobu oddawania czci Bogu. Wierzę, że jest to prawda elementarna, mająca za sobą autorytet apostolski. Ale moja wiara nie jest regułą dla nikogo innego. Dlatego też tego, z którym pragnąłbym zjednoczyć się w miłości, nie pytam: "Czy jesteś z mojego Kościoła, z mojej społeczności? Czy zgadzasz się ze mną, co do rodzaju organizacji Kościoła i jego urzędów? Czy podzielasz mój sposób modlenia się oraz pobożności?" Nie pytam: "Czy przyjmujesz Wieczerzę Pańską w tej samej pozycji i w ten sam sposób, co ja?" Nie pytam też, czy zgadzasz się ze mną, co do dopuszczania w trakcie chrztu świadków, co do sposobu jego sprawowania, czy wieku tych, którzy powinni być chrzczeni. Bynajmniej. Nie pytam ciebie, (a oświadczam to z przytomnością umysłu, na jaką tylko mnie stać), czy w ogóle zezwalasz na chrzest czy Wieczerzę Pańską. Zostawmy te kwestie na boku. Porozmawiamy o nich, jeśli trzeba, w bardziej stosownej chwili. Jedynym pytaniem, z jakim zwracam się teraz do ciebie jest: Czy jesteś tak samo szczery wobec mnie jak ja wobec ciebie?

12. Zastanówmy się jednak, jaki jest właściwy sens tego pytania. Nie chodzi mi o to, co Jehu miał na myśli, ale o to, co powinien przez nie rozumieć naśladowca Chrystusa, kiedy stawia je któremukolwiek ze swoich braci. Po pierwsze, pytanie zawiera w sobie inne pytania: Czy serce twoje jest z Bogiem? Czy wierzysz w Jego istnienie i atrybuty doskonałości: wieczność, wielkość, mądrość, potęgę, sprawiedliwość, miłosierdzie i prawdę? Czy wierzysz, że to On podtrzymuje wszystko słowem swojej mocy? Czy wierzysz, że ku swojej chwale ma władzę nawet nad tymi, którzy są najmniejsi, nad tymi, którzy są odpowiedzialni za największe szkody, jak również nad ludźmi dobrymi, którzy go miłują? Czy dany ci jest Boski dowód, ponadnaturalna wiara w to, co Boskie? Czy pielgrzymujesz w wierze, nie w oglądaniu? Czy patrzysz nie na to, co doczesne, ale na to, co wieczne?

13. Czy wierzysz w Pana Jezusa Chrystusa, Boga, który jest ponad wszystkim, błogosławionego na wieki? Czy objawił ci się w twojej duszy? Czy znasz Jezusa Chrystusa i to ukrzyżowanego? Czy On mieszka w tobie, a ty w nim? Czy jest On ukształtowany w sercu twoim przez wiarę? Czy wyrzekłszy się wszelkich własnych dobrych uczynków, własnej sprawiedliwości, podporządkowałeś się usprawiedliwieniu Bożemu, które jest przez wiarę w Jezusa Chrystusa? Czy znajdujesz się w Nim, nie mając własnej sprawiedliwości, lecz tę, która się wywodzi z wiary? Czy przez Niego staczasz dobry bój wiary, chwytając się żywota wiecznego?

14. Czy twoja wiara jest energoumene di agapes, czynna w miłości? Czy miłujesz Boga? Nie pytam: czy miłujesz Boga "ponad wszystko", gdyż jest to wyrażenie nie tylko nie oparte na Piśmie Świętym, ale dwuznaczne; pytam więc: czy miłujesz Boga z całego serca swego,
z całej myśli swojej, z całej duszy swojej i z całej siły swojej? Czy tylko w Nim szukasz całego swego szczęścia? Czy znajdujesz to, czego szukasz? Czy dusza twoja bezustannie wielbi Pana, i raduje się duch twój w Bogu, Zbawicielu twoim? Czy nauczywszy się za wszystko dziękować, uważasz, że dobrze jest śpiewać Bogu naszemu, bo to wdzięczna rzecz? Czy Bóg jest punktem centralnym twojej duszy? Czy jest sumą wszystkich twoich pragnień? Czy więc gromadzisz wszystkie swoje skarby w niebie, a wszelkie inne rzeczy uznajesz za śmiecie? Czy miłość do Boga usunęła z duszy twojej miłość tego świata? Jeśli tak, to jesteś ukrzyżowany dla świata. Umarłeś dla wszystkiego, co ziemskie, a życie twoje jest ukryte wraz z Chrystusem w Bogu.

15. Czy rzeczywiście czynisz wszystko, aby wypełniać nie wolę swoją, lecz wolę Tego, który cię posłał? Czy pełnisz wolę Tego, który przysłał cię tutaj na ziemię, abyś zatrzymał się w tym dziwnym świecie na kilka dni, i abyś po wykonaniu zadania, które ci zlecił, powrócił do domu Ojca swego? Czy pełnienie woli Ojca twego, który jest w niebie, jest twoim pokarmem i napojem? Czy oko twoje jest zdrowe w każdej sytuacji? Czy jest zawsze wpatrzone w Niego? Czy zawsze patrzy na Jezusa? Czy na Niego wskazujesz we wszystkim, co czynisz: w pracy, w codziennych zajęciach i w kontaktach z innymi? Czy zawsze, we wszystkim masz na celu chwałę Bożą? We wszystkim, cokolwiek czynisz w słowie lub w uczynku, wszystko czyniąc w imieniu Pana Jezusa, dziękując przez niego Bogu Ojcu?

16. Czy miłość do Boga sprawia, że służysz mu z bojaźnią? Czy sprawia, że weselisz się i z drżeniem składasz Mu hołd? Czy bardziej obawiasz się braku upodobania Bożego niż śmierci czy piekła? Czy nic nie jest dla ciebie tak straszne jak myśl o urąganiu Jego oczom pełnym chwały? Czy dlatego nienawidzisz wszelkiej ścieżki kłamliwej, wszelkiego wykroczenia przeciwko świętemu i doskonałemu Prawu? Czy dlatego usilnie starasz się o to, abyś wobec Boga i ludzi miał zawsze czyste sumienie?

17. Czy zachowujesz wobec bliźniego swego szczerość serca? Czy miłujesz wszystkich ludzi bez wyjątku jak siebie samego? A jeśli miłujesz tych, którzy ciebie miłują, na jakąż wdzięczność zasługujesz? Czy jesteś wobec nich pełen dobrej woli i ciepła? Czy miłujesz nawet nieprzyjaciół Boga? Niewdzięczników i świętokradców? Czy twoje trzewia przepełnia troska wobec nich i tkliwość? Czy gotów jesteś być odłączony (na czas jakiś) od Chrystusa dla ich dobra? Czy dajesz temu wyraz błogosławiąc tym, którzy cię przeklinają, i modląc się za tych, którzy niesprawiedliwie cię wyzyskują i prześladują?

18. Czy uczynkami swoimi dajesz świadectwo swojej miłości? Czy rzeczywiście, kiedy tylko nadarzy się sposobna okazja, czynisz dobro wszystkim ludziom: sąsiadom czy przybyszom, przyjaciołom czy wrogom, ludziom dobrym czy złym? Czy czynisz im wszelkie dobro, jakie tylko jesteś w stanie uczynić - starając się zaspokajać, na ile tylko potrafisz, wszelkie ich potrzeby tak cielesne jak i duchowe? Jeśli taka właśnie jest twoja postawa - nawet jeśli tylko szczerze tego pragniesz i nie ustajesz, dopóki celu nie osiągniesz - niech każdy chrześcijanin powie wtedy: Jesteś tak samo szczery wobec mnie, jak ja wobec ciebie.

II. 1. Tak jest, tak jest! Podaj mi swoją rękę. Nie mówię: "Zmień swoje poglądy na moje!" Nie musisz. Ani tego nie oczekuję ani nie pragnę. Ani też nie mówię: "Zmienię swoje poglądy na twoje." Nie mogę tego uczynić. Nie zależy to od mojego wyboru. Nie mogę myśleć, tak jak chcę, bardziej niż mogę widzieć czy słyszeć, tak jak chcę. Zachowaj swoje poglądy, a ja swoje; i to tak konsekwentnie jak tylko możliwe. Nie musisz nawet próbować konfrontować swoich poglądów z moimi, ani ja swoich z twoimi. Wcale nie pragnę dyskutować tych poglądów, ani też mówić czy słyszeć jednego słowa na ich temat. Niech poglądy obydwu stron pozostaną takie, jakie są. Tylko podaj mi swoją rękę.

2. Nie mówię: "Przyjmij mój rodzaj pobożności za swój", czy też "przyjmę twój rodzaj pobożności za swój". Są to sprawy, które nie zależą od woli twojej czy mojej. Obaj powinniśmy działać stosownie do swoich poglądów. Trwaj w tym, w co wierzysz, że Bóg znajduje największe upodobanie, a ja uczynię to samo. Wierzę, że oparta na urzędzie biskupa forma zarządzania w Kościele jest zgodna z Pismem Świętym oraz ma charakter apostolski. Jeśli tobie wydaje się, że forma oparta na urzędzie prezbitera czy też forma niezależna jest lepsza, pozostań przy swoim poglądzie i działaj zgodnie z nim. Wierzę, że chrzczone powinny być niemowlęta, czy to przez zanurzenie czy pokropienie. Jeśli uważasz inaczej, pozostań przy swoim poglądzie i postępuj zgodnie z nim. Wydaje mi się, że formuły modlitewne używane publicznie w czasie wielkich zgromadzeń są pożyteczne. Jeśli uważasz, że modlitwy improwizowane są bardziej pożyteczne, postępuj zgodnie ze swoim własnym przekonaniem. Mam przekonanie, że dostęp do wody powinno się mieć wszędzie tam, gdzie może zaistnieć konieczność dokonania chrztu, oraz że powinienem spożywać chleb i pić wino na pamiątkę śmierci naszego Mistrza. Ale, jeśli jesteś innego zdania, postępuj zgodnie z własnym przekonaniem. Nie mam zamiaru dyskutować ani przez chwilę na temat któregokolwiek z wymienionych właśnie tematów. Niech wszystkie te mniej istotne kwestie pozostaną na boku. Niech nigdy nie zostają podnoszone. Czy jesteś tak samo szczery wobec mnie, jak ja wobec ciebie? Jeśli miłujesz Boga i wszystkich ludzi, proszę tylko: Podaj mi swoją rękę.

3. Po pierwsze, mówię: obdarz mnie miłością. I to nie tylko taką miłością, jaką darzysz miłością wszystkich ludzi, nie tylko taką, jaką miłujesz wszystkich swoich nieprzyjaciół, czy też nieprzyjaciół Boga, wszystkich, którzy ciebie nienawidzą, którzy niesprawiedliwie wyzyskują i prześladują ciebie, nie tylko tak, jak miłujesz obcych, o których nie wiesz ani nic złego ani dobrego. Taka miłość mi nie wystarcza. Nie. Jeśli jesteś tak samo szczery wobec mnie, jak ja wobec ciebie, niech miłość twoja do mnie będzie pełna tkliwości, niech będzie jak miłość przyjaciela, który bliższy jest niż brat, jak miłość brata w Chrystusie, współobywatela nowego Jeruzalem, współtowarzysza doli żołnierskiej pod dowództwem tego samego sprawcy naszego zbawienia. Miłuj mnie jako uczestnika w Królestwie, i w cierpliwym wytrwaniu przy Jezusie i współdziedzica Jego chwały.

4. Miłuj mnie (ale bardziej niż ogół ludzkości) miłością dobrotliwą i cierpliwą, tzn., cierpliwą, jeśli żyję w niewiedzy i na bezdrożach, miłością, dzięki której znosisz i nie powiększasz mojego ciężaru, miłością, która jest tkliwa, łagodna oraz pełna współczucia, która nie zazdrości, jeśli kiedykolwiek spodoba się Bogu obdarzyć jeszcze większym powodzeniem ciebie niż mnie. Miłuj mnie miłością, która nie unosi się z powodu mojej głupoty czy ułomności czy mojego postępowania (gdyby czasem wydawało ci się) nie według woli Bożej. Miłuj mnie tak, żebyś nie myślał o mnie nic złego, odrzucając wszelką zazdrość i złe podejrzenia. Miłuj mnie miłością, która wszystko zakrywa, która nigdy nie ujawnia ani moich wad ani słabości, miłością, która wszystkiemu wierzy i zawsze jest gotowa myśleć o mnie jak najlepiej, jak najkorzystniej tłumacząc wszystkie moje słowa i czyny, miłością, która wszystkiego się spodziewa w przekonaniu, że przypisywane mi postępowanie albo nigdy nie miało miejsca, albo miało miejsce ale w innych okolicznościach, albo przynajmniej, że kierowałem się w nim dobrymi intencjami lub też wynikło z silnej i nagłej pokusy. Ufaj do końca, że cokolwiek dzieje się w sposób niewłaściwy, za sprawą łaski Bożej, zostanie naprawione, a czegokolwiek brakuje, za sprawą obfitego miłosierdzia w Jezusie Chrystusie, będzie dane.

5. Po drugie, proszę, abyś pamiętał o mnie w swoich modlitwach do Boga, wstawiaj się do Niego za mną, aby tak szybko jak to tylko możliwe dokonał we mnie naprawy tego, w czym jestem ułomny, i udzielił tego, czego mi brakuje. Kiedy tylko zbliżysz się do tronu łaski, ubłagaj Go w Jego obecności, abym w jeszcze większym stopniu był szczery wobec ciebie tak jak ty jesteś szczery wobec mnie, szczery zarówno w stosunku do Boga jak i człowieka; ubłagaj Go, abym miał mocniejsze przekonanie do rzeczy niewidzialnych oraz do miłości Boga w Jezusie Chrystusie; ubłagaj Go, abym wytrwale pielgrzymował w wierze, a nie w oglądaniu, oraz abym z tym większą powagą pojmował życie wieczne. Módl się, aby miłość do Boga i wszystkich ludzi obficiej rozlana została w sercu moim, oraz abym z większym zapałem i aktywnością czynił wolę Ojca mojego, który jest w niebiesiech, abym z większą gorliwością w dobrych uczynkach oraz większą ostrożnością powstrzymywał się od wszelkich przejawów zła.

6. Po trzecie, proszę, abyś pobudził mnie do miłości i dobrych uczynków. Kiedy tylko nadarzy się po temu okazja, wzmocnij swoją modlitwę słowami wspierającymi mnie a pełnymi miłości, cokolwiek wydawałoby ci się, że służy dobru mojej duszy. Ożywiaj mnie do pracy, którą Bóg mi zlecił, i naucz mnie wykonywać ją w sposób doskonalszy. Ukarz mnie, bo jest to łaska, skarć, jeśli w czymkolwiek wyda ci się, że czynię raczej moją własną wolę niż Tego, który mnie posłał. Mów i nie oszczędzaj mnie, cokolwiek, twoim zdaniem, może się przyczynić do mojej poprawy, umocnienia, zbudowania w miłości oraz uczynienia mnie zdolniejszym do stania się narzędziem w ręku Pana.

7. Wreszcie, proszę, abyś miłował mnie nie tylko w słowach, ale czynach i prawdzie. Na ile tylko pozwala ci sumienie (zachowując swoje poglądy i sposób oddawania czci Bogu) przyłącz się do mnie w dziele Bożym i idźmy razem ręka w rękę. Z pewnością tyle możesz uczynić. Gdziekolwiek jesteś, mów z szacunkiem o sprawie Boga, niezależnie od tego, przez kogo by nie działał; mów z życzliwością o Jego posłańcach. A jeśli jest to w twojej mocy, nie tylko miej dla nich współczucie, kiedy znajdą się w obliczu trudności i przeciwności losu, ale udziel im radosnej i skutecznej pomocy, aby w twoim imieniu mogli uwielbiać Boga.

8. Jeśli chodzi o to, co właśnie zostało powiedziane, należy zwrócić uwagę na dwie sprawy. Po pierwsze, niezależnie od tego o jaką miłość, jakie uczynki miłości, jaką duchową czy doczesną pomoc bym nie prosił tego, który jest tak szczery wobec mnie, jak ja jestem szczery wobec niego, gotów jestem, stosownie do moich sił i za sprawą łaski Bożej, prosić i dać mu tę samą miłość, te same uczynki miłości oraz tę samą duchową czy doczesną pomoc. Po drugie, nie proszę jedynie w moim imieniu, ale w imieniu wszystkich, którzy są szczerzy wobec Boga i człowieka, abyśmy wszyscy mogli miłować siebie nawzajem jak Chrystus nas umiłował.

III. 1. Z tego, co powiedzieliśmy, możemy wyciągnąć jeden wniosek tzn., jesteśmy w stanie określić, czym jest duch uniwersalizmu. Niewiele jest pojęć wywołujących większe nieporozumienia i bardziej, by nie powiedzieć, niebezpieczniej nadużywanych niż właśnie pojęcie uniwersalizmu. Ale każdy, kto spokojnie zapozna się z naszymi dotychczasowymi rozważaniami, z łatwością usunie te nieporozumienia i uczyni wszystko, by zapobiec wszelkim w tym względzie nadużyciom. Po pierwsze, możemy stwierdzić, że duch uniwersalizmu jest czymś innym niż spekulatywny latitudinarianizm2. Duch uniwersalizmu bowiem jest czymś innym niż obojętność na wszelkie poglądy. Latitudinarianizm bynajmniej nie jest potomstwem nieba, przeciwnie, jest nasieniem piekła. Niestałość bowiem myśli, miotanie się i unoszenie lada wiatrem nauki jest wielkim przekleństwem, nie błogosławieństwem, nieprzejednanym wrogiem, nieprzyjacielem prawdziwego uniwersalizmu. Człowiek nacechowany duchem uniwersalizmu nie jest człowiekiem poszukującym właściwej religii. W swojej ocenie głównych nurtów nauki chrześcijańskiej pozostaje niezmienny jak słońce. Prawdą jest, że jest on zawsze gotowy wysłuchać i rozważyć wszelkie argumenty stawiające jego zasady pod znakiem zapytania. Ale tak jak ta gotowość sama przez się nie oznacza niezdecydowania, tak bynajmniej też nie wywołuje żadnego niezdecydowania. Nie waha się pomiędzy dwoma poglądami, ani z próżności nie usiłuje zatrzeć między nimi różnicy. Zwróćcie na to uwagę wy wszyscy, którzy nie wiecie, jakiego jesteście ducha, którzy uważacie, że jesteście ludźmi ducha uniwersalizmu tylko dlatego, że macie niejasne pojęcie, mgliste zrozumienie, tylko dlatego, że cechuje was niezdecydowanie i brak zasad oraz pomieszanie wszystkich poglądów. Z pewnością znalazłeś się na bezdrożach i sam nie wiesz, gdzie jesteś. Wydaje ci się, że masz ducha Chrystusowego, chociaż tak naprawdę bliższy jesteś ducha antychrysta. Najpierw więc musisz poznać podstawy Ewangelii Chrystusowej, a potem przyjąć prawdziwego ducha uniwersalizmu.
2. Po drugie, na podstawie naszych dotychczasowych rozważań możemy stwierdzić, że duch uniwersalizmu nie ma nic wspólnego z praktycznym latitudarianizmem. Duch uniwersalizmu nie oznacza bowiem obojętności jeśli chodzi o publiczny sposób oddawania czci Bogu czy też zewnętrzne formy manifestowania pobożności. To również nie byłoby błogosławieństwem a przekleństwem, gdyż dalekie od jakiegokolwiek pożytku, jak długo tylko miałoby miejsce, byłoby niewypowiedzianą wprost przeszkodą w oddawaniu Bogu czci w duchu i prawdzie. Ale człowiek o prawdziwym duchu uniwersalizmu zważywszy wszystko na wadze świątyni3, nie ma najmniejszych wątpliwości ani zastrzeżeń co do konkretnego sposobu oddawania czci Bogu, w jakim uczestniczy. Wie bowiem, że właśnie ten sposób odwołuje się zarówno do Pisma Świętego jak i rozumu. Nie zna innego na świecie, który byłby wierniejszy Pismu Świętemu i rozumowi. Dlatego też wolny od niezdecydowania wielbi Boga za danie mu możliwości pielęgnowania właśnie tego sposobu.

3. Po trzecie, możemy stwierdzić, że duch uniwersalizmu nie jest obojętny wobec różnych form życia społeczności zboru. Obojętność taka byłaby jeszcze jednym rodzajem latitudinarianizmu, nie mniej niedorzecznym i nie znajdującym podstaw w Piśmie Świętym niż poprzedni. Jest ona bowiem daleka od człowieka o prawdziwym duchu uniwersalizmu, który jest na trwałe związany zarówno z życiem swojego zboru jak i swoimi zasadami. Jest on związany ze zborem nie tylko w duchu, ale wszelkimi zewnętrznymi więzami chrześcijańskiej społeczności. W nim uczestniczy w całym porządku ustanowionym przez Boga. W nim przyjmuje Wieczerzę Pańską. W nim wylewa swoją duszę w publicznej modlitwie oraz uczestniczy w publicznym uwielbieniu Boga i dziękczynieniu. W nim raduje się słowem pojednania i Ewangelią łaski Bożej. Przy okazjach szczególnie podniosłych w gronie najbliższych, najbardziej umiłowanych braci ze zboru, przy pomocy postów poszukuje Boga. W sposób szczególny czuwa w miłości nad braćmi ze zboru, tak jak i oni czuwają nad nim, napominając, zachęcając, pocieszając, karcąc oraz na wszelkie inne sposoby budując się nawzajem w wierze. Wszystkich ich uważa za swoich domowników i dlatego stosownie do danych mu przez Boga zdolności spontanicznie troszczy się o nich i dogląda, aby niczego nie brakowało im do życia i pobożności.

4. Ale kiedy tak niezmiennie trwa w swoich zasadach religijnych, w tym wszystkim, co wierzy, że jest prawdą w Jezusie, kiedy z całą mocą trwa w pobożności, która, jego zdaniem, znajduje największe w oczach Boga upodobanie, kiedy związany najgłębszymi uczuciami z jednym konkretnym zborem - jego serce otwiera się na wszystkich ludzi, na tych których zna i tych, których nie zna i ogarnia z wielką serdecznością swoich bliskich i obcych, przyjaciół i wrogów. Na tym polega powszechna, uniwersalna miłość, a ten, który ją ma, jest ducha uniwersalnego. Jedynie bowiem miłość stanowi o jego naturze: miłość uniwersalna jest duchem uniwersalizmu.

5. Człowiek ducha, w pełnym tego słowa znaczeniu, uniwersalizmu podaje rękę swoją każdemu, kto w sposób wyżej opisany jest szczery wobec niego. Jest on tym, który wie, jak chwalić i uwielbiać Boga za wszystkie dobrodziejstwa, jakimi Go obdarza: za znajomość spraw Boskich, prawdziwy, oparty na Piśmie sposób oddawania Mu czci, a przede wszystkim za jedność ze zborem, pełnym bojaźni Bożej i sprawiedliwości. Jest on tym, który z troską zachowując wszystkie te błogosławieństwa, pilnując ich jak "oka w głowie", miłuje wszystkich, którzy, niezależnie od swoich poglądów, rodzaju religijności czy przynależności zborowej, wierzą w Pana Jezusa Chrystusa; miłuje ich jako przyjaciół, jako braci w Panu, jako członki Chrystusa, dzieci Boże, współuczestników teraźniejszego Królestwa Bożego, współdziedziców wiecznego Królestwa, którzy miłują Boga i człowieka, których radością napawa znajdywanie upodobania Bożego a strachem wszelka obraza Boga, którzy konsekwentnie powstrzymują się od zła a z żarliwością sprawują dobre uczynki. Ducha prawdziwego uniwersalizmu ma ten, kto bezustannie pamięta o nich w sercu swoim, kto jest wobec nich pełen niewypowiedzianej dobroci, a życząc im wszelkiego dobra, nieustannie powierza ich w modlitwie Bogu i wstawia się za nich u ludzi, pociesza i używa wszelkich możliwych słów, aby umocnić ich w dziele Bożym. Na ile tylko starcza mu sił, pomaga im we wszystkich sprawach duchowych i doczesnych. Gotów jest sam na koszta łożyć i samego siebie wydać tzn., położyć życie swoje za nich.

6. Człowieku Boży, rozważ te sprawy. Jeśli już spełniasz kryteria, trwaj w nich. Jeśli trafiłeś na bezdroża, podziękuj Bogu, że sprowadził cię z nich. A teraz biegnij wytrwale w wyścigu, który jest przed tobą królewską drogą miłości powszechnej. Strzeż się niezdecydowania w ocenach i ciasnoty serca. Utrzymuj równe tempo, trwaj w wierze raz na zawsze przekazanej świętym, ugruntowanej w miłości, prawdziwej, powszechnej miłości, aż na zawsze pochłonięty zostaniesz w miłości.
Tłum. Krzysztof Kuczma

Przypisy:
1. Jan Wesley, "Kazanie trzydzieste dziewiąte. Duch uniwersalizmu", w: "Poucz mnie o tym czego nie wiem. Zbiór kazań", Wyd. Pielgrzym Polski, Warszawa 2001. W oryginale kazanie to pochodzi z roku 1750 i nosi tytuł "Catholic Spirit" (Duch katolicyzmu). W edycji Kazań Jana Wesleya wydanych w roku 1872 było oznaczone numerem 34.
2. Kierunek zorientowany na tolerancję teoretycznych różnic, który powstał jako alternatywa wobec tragicznego wieku podziałów, sporów i konfliktów. Podstawy latitudinarianizmu.

Magazyn "Semper Reformanda" serdecznie dziękuje redakcji "Pielgrzyma Polskiego" za udostępnienie nam tekstu kazania "Duch katolicyzmu". Wszelkie prawa do tego tekstu należą do "Pielgrzyma Polskiego".




 Odnośniki  
  • Więcej autorstwa Tomasz Terlikowski
  • Więcej z sekcji Protestantyzm

  •  Opcje Artykułu  
  • Wyślij Znajomemu
  • Wersja Do Wydruku


  • Duch katolicyzmu | 2 komentarzy | Załóż Konto
    Komentarze należą do osób, które je zamieściły. Nie bierzemy odpowiedzialności za ich treść.
    Duch katolicyzmu
    Autor: reformator dnia 14.07.2003 12:31
    Dziekuję za mozliwosć przeczytania bardzo ciekawego i poruszajacego kazania Jana Wesleya.
    Hmmm.... Zadaję sobie jednak pytanie czy polski metodyzm przetrwa próbe czasu???
    [ Odpowiedz ]
    Duch katolicyzmu
    Autor: montsegur dnia 30.08.2003 12:10
    Szanowny Reformatorze,

    To, czy polski metodyzm przetrwa "probe czasu", zalezy napewno od samych metodystow (moglby mi Pan napisac cos wiecej na jego temat? ja w Polsce nie mieszkam). Ale nawet,
    gdyby nie przetrwal, czy bylby to powod do "rozpaczy"?

    Chrzescijanstwo istnieje od prawie 2 millenniow. Czerpalo obficie z innych religii i tradycji. Zmienialo sie i bedzie sie zmieniac. Wazny jest "ruch", a nie skostnienie. Jesli nawet ktoras denominacja obumrze, to z niej zrodzi sie cos nowego. Trudno sobie wyobrazic, by wszystkich chrzescijan dalo sie "wepchnac" do jednego organizmu i ustanowic dla nich jedna wspolna "hierarchie" (choc sa tacy ludzie, ktorym marzy sie wlasnie cos takiego). Nie sadze tez, ze tego chcial John Wesley.

    Sa rozne wielkie tradycje chrzescijanstwa. Jedna z nich (ta najmlodsza) zwana protestantyzmem ma juz tysiace denominacji i kosciolow. Wiec sie "rozpadla". Ale nie ginie. I co ciekawe - przynajmniej dla mnie - istnieje wieksze poczucie jednosci miedzy tymi kosciolami niz np. miedzy katolicyzmem i kosciolami wschodnimi (z pewnymi zastrzezeniami oczywiscie).

    Dla mnie powyzszy tekst ma raczej odniesienie do stosunkow pomiedzy osobami niz miedzy denominacjami, ktore - jesli tego pragna - niechaj zachowaja swoja odrebnosc, w ktorej nie ma niczego zlego. Z tego punktu widzenia nie trzebaby sie nawet obawiac o przyszlosc metodyzmu, w Polsce czy gdzie indziej. ja osobiscie jestem z KRK, ale czesciej ostatnio "bywam' u anglikanow. U luteranow tez (czasami) i u baptystow. Ciesze sie, ze istnieje "mozaika" w naszej religii, bo w duzej mierze ona wlasnie powoduje, ze ta religia nie umiera (jeszcze!).

    Cheers!!!
    [ Odpowiedz ]