Prawosławna wizja zjednoczonej Europy i dialogu kultur

23.02.2007 02:05

Zamieścił: MBendza

Wiele osób kojarzy Europę, głównie z tradycją katolicką i protestancką. Ostatnimi czasy dołączono do nich Islam, religię przyciągającą uwagę masmediów, której prognozowany jest wzrost ilościowy wiernych w krajach europejskich. Mało się jednak mówi o Prawosławiu i roli, jaką pełni ono w formowaniu europejskiej tożsamości, zaś termin "orthodox" jest częściej kojarzony z judaizmem niż z chrześcijaństwem.

Mimo to Prawosławie od wielu wieków było i ciągle jest integralną częścią tożsamości europejskiej. Dowodem tego jest nie tyko liczba wiernych prawosławnych żyjących na Starym Kontynencie, lecz również wkład, jaki Prawosławie niezmiennie wnosi w rozwój europejskiej kultury i duchowości. Na wstępie warto zaznaczyć, że Kościół prawosławny nigdy nie był obojętny wobec procesów integracyjnych w Europie.

Już w 1992 r., przewidując postępujący proces rozszerzania się struktur Unii Europejskiej powyższe zjawisko zostało poddane pod obrady prawosławnych hierarchów. Tegoż roku podczas spotkania w Stambule wszystkich zwierzchników lokalnych Kościołów prawosławnych podkreślano w stosownej deklaracji, że Kościół prawosławny z radością obserwuje Europę dążącą do jedności i przypomina fakt, że w Europie żyje wielka liczba prawosławnych i oczekuje się, że w przyszłości dołączą do nich inni prawosławni. Nie wolno zapominać, że kraje w Europie Południowo – Wschodniej w większości zamieszkane są przez ludy prawosławne, które w decydującym stopniu przyczyniły się do kulturowego ukształtowania cywilizacji europejskiej i europejskiego ducha. Fakt ten, czyni Kościół prawosławny znaczącym czynnikiem w kształtowaniu zjednoczonej Europy i powiększa jej obowiązki.

Należy jednak zastanowić się nad pytaniem, czym jest Europa i kto jest Europejczykiem? Ze wszystkich dotychczas odpowiedzi żadna nie jest tak wyrazista, jak ta której udzielił Paul Velery przemawiając do swoich studentów na Uniwersytecie w Zurychu. Tłumaczył im, że człowiek Europejczyk nie określa się ani ze względu na swoje plemienne pochodzenie, ani ze względu na język  czy też narodowość, ponieważ Europa jest matką ziemią wielu języków, narodów i tradycji. Europejczykiem jest ten, kto przyjął rzymskie zasady prawa, kto posiadł grecka oświatę a także utożsamił się i przyjął naukę chrześcijańską. Innymi słowy Rzym, Ateny i Jerozolima stanowią potrójny wymiar fundamentu życia duchowego europy.

Inny angielski historyk i filozofii Kristof Douson stwierdza podobnie, że jeśli Europa zawdzięcza swoje polityczne istnienie cesarstwu rzymskiemu, jeśli zawdzięcza potęgę swojej kultury greckiej oświacie, to swój duchowy byt zawdzięcza chrześcijaństwu. I dodaje, że trudno sobie wyobrazić, aby istniała wspólna świadomość europejska, ze wszystkimi narodami, językami i tradycjami, gdyby nie było stałej obecności Kościoła chrześcijańskiego.

Niewątpliwe, w związku z powiększeniem się Unii Europejskiej, otwierają się tym samym nowe możliwości przed Kościołem prawosławnym.

Wcześniej, jedynym tradycyjnie prawosławnym krajem członkowskim Unii była Grecja, którą Samuel Huntington w głośnej książce Zderzenie cywilizacji scharakteryzował mianem „anomalii”. Po obecnym poszerzeniu Unii Europejskiej, Prawosławie nie jest już outsiderem we Wspólnocie, gdy dołączyły do niej trzy kolejne kraje tradycyjnie prawosławne, tzn. Cypr, Rumunia i Bułgaria. Członkami Unii są także kraje ze znaczącymi mniejszościami prawosławnymi, takie jak Polska, Estonia, Łotwa, Litwa, Czechy czy Słowacja. Po przystąpieniu tych państw do Wspólnoty liczba prawosławnych parafii na jej terenie waha się między dziesiątkami tysięcy, zaś liczba wiernych liczona jest już w dziesiątkach milionów. W odległej raczej przyszłości, jest również możliwe, że do Unii dołączy kilka innych krajów prawosławnych, takich jak: Ukraina, Mołdawia, Gruzja, Armenia, Serbia tudzież Albania, choć niektórzy mogą mi zarzucić, iż uprawiam tutaj swoiste political fiction.

Istotne przy tym jest, aby prawosławie brało aktywny udział w dialogu z europejskimi strukturami politycznymi, zwłaszcza w czasie, gdy tożsamość nowej Europy jest ciągle formowana, a legislacja, definiująca oblicze Unii Europejskiej nabiera ostatecznych kształtów, przy czym odrębnym zagadnieniem jest kwestia chrześcijańskiego – a w tym i prawosławnego – oblicza europejskiej konstytucji.

Obecnie istnieje realne zagrożenie, ogłoszenia liberalnej ideologii zachodniej jako jedynego prawowitego modelu władzy w Zjednoczonej Europie. Ideologia ta nie zakłada aktywnego udziału Kościołów i organizacji religijnych w życiu społecznym i politycznym, postrzegając religię jako absolutnie osobistą sprawę jednostek, która nie powinna mieć w żaden sposób wpływu na ich zachowanie w społeczeństwie. Takie rozumienie, wszakże przeczy imperatywowi misyjnemu większości religii, włączając w to wschodnie chrześcijaństwo. Chrystus założył Kościół nie tylko po to, aby ludzie mogli praktykować wiarę w domu, lecz również dlatego, aby wierni mogli być aktywnymi członkami społeczeństwa, broniąc tradycyjnej duchowości i wartości moralnych. Tak więc, stały dialog między religiami i świeckim światem jest niezbędny. Dialog, w którym Kościół Prawosławny może i stara się odgrywać znaczącą rolę.

Niezmiernie istotnym zagadnieniem jest, aby Kościół i organizacje religijne miały zagwarantowane prawo do regulowania swoich wewnętrznych spraw zgodnie z ich tradycjami i obrządkami., nawet jeśli są one sprzeczne z liberalnymi, zachodnimi standardami. Wymuszanie świeckich norm na wspólnotach religijnych jest niedopuszczalne; gwoli przykładu: Kościół prawosławny nie zezwala kobietom być księżmi, więc odgórna zmiana tej, tradycyjnej dla nas postawy, powinna być niemożliwa. Jeżeli Kościół potępia „małżeństwa” homoseksualne, jako grzeszne i niezgodne z Pismem Świętym, nie powinien być oskarżany o brak tolerancji i podżeganie do nienawiści. Jeżeli Kościół jest przeciwny aborcji czy eutanazji, nie powinien być piętnowany jako staroświecki lub hamujący postęp. Jest też wiele innych obszarów, w których spojrzenie tradycyjnych Kościołów (zwłaszcza prawosławnego i rzymskokatolickiego) będzie się różniło od liberalnego Zachodu i w takich przypadkach prawa Kościołów, by głosić wartości dla nich tradycyjne, powinny być zagwarantowane.

Aby wyjaśnić ten punkt chciałbym wskazać przykład dyskusji, która poruszyła prawosławny świat, po tym jak Europejski Parlament w 2003 roku poddał pod swe obrady i głosowanie unieważnienie zakazu wstępu kobiet na Świętą Górę Atos - półautonomiczną republikę monastyczną w północnej Grecji, na którą żadna kobieta nie weszła od tysiąca lat. Ten zakaz, według rezolucji Parlamentu Europejskiego, gwałci „powszechnie przyjmowane zasady równości płci”, jak również prawo zarządzające nieograniczonym ruchem wszystkich obywateli Unii w jej obrębie. Komentując decyzję Parlamentu Europejskiego, grecki minister kultury Evangelos Venizelos porównał status Atosu do Watykanu, zauważając, że Watykan - choć jest członkiem Rady Europy - jest reprezentowany w niej wyłącznie przez mężczyzn. Podkreślił, że „zakaz wstępu kobiet na Atos, jak i administracyjne regulacje Kościoła rzymskokatolickiego, również obrządki innych Kościołów i wszystkie podobne sprawy, są elementami tradycji, do których Rada Europy powinna odnosić się z tolerancją i pluralistyczną postawą charakteryzującą europejską cywilizację”.

Chciałbym przy tym zwrócić Państwa uwagę, że Rosyjski Kościół Prawosławny także obserwuje rozwój „Europejskiego projektu”. Poprzez swoje przedstawicielstwo w Unii Europejskiej w Brukseli stara się aktywnie w nim uczestniczyć. Reprezentowany jest przecież na terytorium Wspólnoty przez kilka diecezji, setki parafii i setki tysięcy wiernych. Warto odnotować odbywające się spotkania między przedstawicielami Patriarchatu Moskiewskiego i hierarchami reprezentującymi Kościół katolicki, w tym ostatnio w ramach konferencji przeprowadzonej w maju 2006 r. w Wiedniu przez ekumeniczną fundację „Pro Oriente” organizowanej pod hasłem „Przywrócić duszę Europie. Misja i odpowiedzialność Kościołów”.

W końcowej deklaracji delegaci Patriarchatu Moskiewskiego oraz Papieskiej Rady ds. Kultury podkreślili m.in., że instytucje religijne w jednoczącej się Europie nie powinny być przez społeczeństwa państw członkowskich, traktowane jak obce ciała, lecz jak jego część. Jeśli bowiem Europa nie będzie podkreślała swoich zasad etycznych i moralnych, wynikających z tradycji religijnych, nie uda jej się sprostać wezwaniom, wobec jakich stoi współczesny świat. Przewodniczący delegacji rosyjskiej, kierownik Wydziału Zewnętrznych Kontaktów Kościelnych Patriarchatu Moskiewskiego, metropolita smoleńsko – kaliningradzki Cyryl (Gundiajew) zwrócił przy tym uwagę, iż jego zdaniem obserwujemy obecnie w Europie silną tendencję zmierzającą do wypchnięcia religii ze sfery życia publicznego i zepchnięcia jej do sfery prywatnej, na co Kościół prawosławny nie może wyrazić zgody.

Proces integracji europejskiej przebiega wyraźnie pod dyktando priorytetów dotyczących zagadnień politycznych i ekonomicznych. Z punktu widzenia Ortodoksji, kwestia integracji europejskiej wymaga natomiast – przede wszystkim - teologicznego rozważania na temat samego tegoż procesu. Jednym z głównych zagadnień, który w tym kontekście zwraca uwagę prawosławnych teologów to kwestia wartości stanowiących podstawę procesu integracji w ramach Wspólnoty. Prawosławni chrześcijanie, podchodząc do zagadnienia wartości stojących u podstaw europejskiej integracji, chcą widzieć przede wszystkim aspekty moralno-teologiczne. Dla prawosławnej teologii nie stanowi problemu popieranie takich wartości jak wolność, demokracja, czy poszanowanie podstawowych praw i swobód obywatelskich każdego człowieka, pod jednym wszakże warunkiem, a mianowicie, gdy nie wykluczają one wiary w Boga. Dodatkowym, często podnoszonym argumentem - budzącym obawy prawosławia - jest relatywizm i zachodni kryzys moralny człowieka, wynikający z odejścia Zachodu od wartości chrześcijańskich.

To sceptyczne podejście do procesu integracyjnego jest jedną stroną medalu. Z drugiej strony możemy mówić o przychylności wobec tego procesu. Prawosławni chcą bowiem uwrażliwić Europę na inne wartości, zwrócić uwagę chrześcijańskiej Europy na to, że Ewangelia ma wartość nadrzędną. Dla Kościoła prawosławnego, Europa nie jest tylko obszarem organizacji współpracy ekonomicznej czy politycznej określonych państw członkowskich. Gdyby tylko tak wąsko pojmować proces integracji europejskiej, proces rozszerzenia Unii, to Kościół nie miałby żadnych podstaw do zajmowania się nim, gdyż nie zajmuje się polityką. Dla Cerkwi prawosławnej, Europa jest kulturowym przejawem chrześcijaństwa, dlatego obrona jedności chrześcijańskiej w Europie nie jest dla niej polityczną działalnością, ale duchowym obowiązkiem.

Jeżeli Unia Europejska będzie nadal rozszerzać się na Wschód, zgodnie z dotychczasowym trendem, to pewnego dnia we Wspólnocie będzie mieszkało dwieście milionów prawosławnych. Wówczas po raz pierwszy, od upadku Konstantynopola, interesy prawosławia znalazłyby oddźwięk w strukturach decyzyjnych Europy. Być może niektóre aspekty spotkania kultur wschodniej i zachodniej mogą też niepokoić. Polityczne znaczenie Kościoła w wydaniu prawosławnym bynajmniej nie spada, jak to ma miejsce w Europie zachodniej, lecz rośnie. Wyznawcy prawosławia będą oczekiwali, że ich głos będzie rozlegał się na europejskich trybunach politycznych, co może wystawić na próbę świecki wizerunek Unii Europejskiej. Od czasów upadku komunizmu rozmaite odmiany chrześcijaństwa ponownie konkurują między sobą o wyznawców.

Religijny prozelityzm jest dzisiaj źródłem wielu napięć w krajach prawosławnych i niewykluczone, że narody Europy wschodniej wybiorą zachodni wzorzec modernizacji, w znaczeniu stylu życia. Dlatego należy się zastanowić, jakie wartości prawosławne mogą wpłynąć na Zachód? Co niebezpiecznego mogłoby wyniknąć ze zderzenia dwóch kultur, o ile nie uda się znaleźć wspólnej płaszczyzny porozumienia.

Na Wschodzie i Zachodzie do głosu dochodzi coraz częściej bardziej optymistyczna teoria. Postuluje ona, aby proces integracji europejskiej rozważać w szerszym kontekście, w kontekście tzw. „Szerszej Europy” – „Wider Europe” i skupić się raczej na wspólnej spuściźnie, która łączyła niegdyś obie gałęzie europejskiego chrześcijaństwa. Większość ludzi zdaje sobie sprawę, że ma ona korzenie w prawie rzymskim, filozofii greckiej i że te dwa elementy niewątpliwie przyczyniły się do stabilizacji kontynentu europejskiego. Niewielu jednak z nas zadaje sobie trud, aby rozważyć wkład wniesiony przez tę tradycję do teologii chrześcijańskiej, a w szczególności do doktryny stosunków pomiędzy Kościołem a państwem.

Szczególne znaczenie ma tu ewolucja prawosławnego pojęcia demokracji w społeczeństwie obywatelskim. Demokracja, zwłaszcza świecka, nie może być uznana za ideał, gdyż Kościół nie uważa za ideał żadnej formy rządów, w sposób świadomy separującej się od sfery sakralnej. Cerkiew nie unika świata, nie odwraca się od polityki, ale jego polityka nie jest polityką jakiejkolwiek partii politycznej. Polega ona na łagodzeniu politycznych namiętności z uwagi na pokój i harmonię.

Pomimo tragicznych doznań komunistycznego reżimu, który pamiętają w szczególności narody nowych krajów Unii Europejskiej, prawosławni, którzy obecnie wchodzą w skład Wspólnoty, w dalszym ciągu pozostają prawosławnymi nie tylko z nazwy. Lata jarzma komunistycznego i naporu ateistycznych ideologii nauczyło prawosławnych oporu wobec nieprzychylnego Bogu i nauce Kościoła świata zewnętrznego.

Obserwujemy jednakże również i obecnie występowanie tendencji, które pragną zmusić prawosławnych do „jakiejś amnezji” w związku z kulturowymi i chrześcijańskimi korzeniami. Według wstępnych badań prawosławni w obecnej Europie są przekonani, że każdy człowiek ma niepowtarzalną i jedyną wartość jako byt psychosomatyczny, na co wskazał już Jezus Chrystus w słowach skierowanych do apostołów: „Albowiem cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na duszy swej szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za duszę swoją? (Mt 16,26). Wydaje się, iż prawosławni starają się mieć pozytywny stosunek do drugiego człowieka, jako obrazu Bożego, ponieważ zgodnie z przypowieścią o dobrym Samarytaninie, naszym „bliźnim” jest i obcy i wyznawca innej religii. Chodzi o szacunek dla każdego człowieka, dla jego życia i dla jego godności, bez względu na rasę i religię. Niezaprzeczalnym faktem jest to, że wobec Boga wszyscy ludzie są sobie równi.

Prawosławni, którzy w sposób szczególny przeżyli gehennę II wojny światowej i zniewolenie przez komunizm, nie mogą nie zabiegać o pokój. Chrześcijanin powinien mieć w sobie pokój czystego serca, a także zapewnienie o swojej wewnętrznej czystości.

Niewątpliwie prawosławni są uczuleni na zeświecczenie Kościoła, które prowadzi do przyjęcia przez niego świeckiej władzy i nieduchownego stosunku względem niej. Cerkiew nie prowadzi współczesnych Europejczyków do tego, aby zapomnieli słowa i naukę Pana i zamiast tych początkowych i odwiecznych zasad, aktualnych i dla dzisiejszej Europy, przyjęli ich złudne substytuty.

Według prawosławnych, decydującą dla przyszłości Europy była mowa św. apostoła Pawła wygłoszona na Areopagu w Atenach. Gdy bowiem apostoł Paweł przybył do Europy rozpoczął swą misję na nowym kontynencie do Żydów Grecji, przygotowując tym samym jego mieszkańców do przyjęcia nowego Ducha. „Rozmawiał on w synagodze z Żydami i pobożnymi, i na rynku z tymi, którzy się tam przypadkiem znaleźli” (Dz. Ap. 17.17). Rdzenni mieszkańcy kontynentu europejskiego zaprowadzili Go na Areopag. Tylko nieliczni początkowo przyjęli jego Ewangelię, która szybko obiegła cały świat. Nie tylko świat grecki, ale także i rzymski słuchał Jego głosu. Praca misyjna, której początkiem w Europie był homilia na Areopagu, stanowi podwaliny całej europejskiej cywilizacji. Dzisiaj często zapominamy o tym jakże znamiennym przesłaniu Apostoła Pogan. Pojawiająca się tendencja konwersji niektórych państw europejskich na państwa laickie, bez jakiegokolwiek odniesienia do religii, jest swoistym odrzuceniem i zakwestionowaniem ich duchowego dziedzictwa. Nie prowadzi to, niestety, do prawdziwego zjednoczenia Europy.

Mówiąc o chrześcijańskich korzeniach Europy wraz ze świętym apostołem Pawłem i wielkimi Ojcami Wschodu i Zachodu pierwszych wieków chrześcijaństwa stwierdzić należy, iż to Kościół zapoczątkował duchowy rozwój hellenistycznej i romańskiej, a później i europejskiej cywilizacji. Cywilizacja tego Starożytnego Kontynentu determinuje tym samym jego tożsamość. Bardzo ważną rzeczą jest to, że 27 narodów, tworzących dziś Unię Europejską, zachowując duchowe obyczaje i zwyczaje pierwszego tysiąclecia, pomaga nam poczuć się krewnymi, nie tylko w wymiarze geograficznym, ale przede wszystkim w wymiarze duchowym i kulturowym. Naszym wspólnym ogniwem wiążącym jest Pan nasz, Jezus Chrystus, który jest - jak właśnie powiedział Jego Eminencja arcybiskup Aten Chrystodoulos - projektantem i wykonawcą tak wspaniałej i niepowtarzalnej mozaiki narodów europejskich. I chociaż świątynia Hagii Sofii w Konstantynopolu różni się od bazyliki św. Piotra w Rzymie i od świątyń protestanckich w tym i Ewangelicko – Augsburskiej parafii świętych Piotra i Pawła w Pabianicach, to jednak wszystkie je łączy jedna, jakże przy tym istotna cecha.

Wszystkie one zostały bowiem wzniesione na chwałę Boga, w Trójcy Świętej Jedynego. 

Bardzo istotnym zagadnieniem według prawosławnych jest dialog ekumeniczny i nieustanne pogłębianie go między chrześcijanami Wschodniej, Środkowej i Zachodniej Europy. Umożliwia on wzajemne poznanie i zrozumienie. Patrząc z perspektywy Zachodu, Kościoły Europy Środkowej oraz Wschodniej zdają się przeżywać okres restauracji, po kilkudziesięciu latach braku religijnych swobód, co jednak w żaden sposób nie przygotowuje ich do konfrontacji z sekularyzacją, która powoli zaczyna ogarniać społeczeństwa. Z drugiej jednak strony, dechrystianizacja społeczeństw zachodnich, która wydaje się pogłębiać, nie skłania wschodnich społeczeństw do darzenia doświadczenia zachodnich Kościołów większym zaufaniem.

Doświadczenie Kościołów Wschodu powinno nauczyć Kościoły Zachodu, że tak jak zniewolenie komunistyczne nie było, jak się okazało, nienaruszalne, a podział Europy nieodwracalny, tak samo postępująca dechrystianizacja społeczeństw Europy Zachodniej nie jest nieuchronna. Upadek reżimów komunistycznych, do którego doszło prawie bez rozlewu krwi, i otwarcie granic europejskich stanowią koronny dowód na to, że historia nie została definitywnie przypieczętowana. Jest to zachęta do kontynuowania z nadzieją i przekonaniem misji ewangelizacyjnej w Europie.            

Wsłuchiwanie się w głos Ducha Świętego, który przemawia do Kościołów, czyni europejski apostolat szczególnie wyczulonym na przejawy Jego działania, wspólnego Ojcu i Synowi; działania, które nigdy nie nastaje na wolność człowieka, lecz nieustannie pragnie, by człowiek wziął za nie odpowiedzialność. I jeśli uczniowie zostali wezwani do jeszcze większych dzieł (J 14,12) to tylko dlatego, że Syn u boku Ojca, daje większą wolność temu, który wierzy. Europa doświadcza owego dobra, które Bóg daje człowiekowi, by ten służąc bliźnim służył także i samem Stwórcy i Panu.

Niektórzy sadzą, że Wspólnota Europejska jest pewnym polityczno-ekonomicznym organizmem, w którym chrześcijaństwo jest zabronione, czy też ma charakter destruktywny. W rzeczywistości Unia Europejska jest wytworem duchowości chrześcijaństwa i nie może być pojmowana inaczej niż jako wyraz świętej didaskalii chrześcijańskiej. Z kolei zwolennicy antyprawosławnych mitów uważają, że europejska wspólnota jest dziełem wyłącznie rzymskiego katolicyzmu. Zapominają jednak, lub też nie chcą sobie uświadomić, że przez wiele wieków Kościół był jeden, zjednoczony; że również po roku 1054 prawosławny wschód przez wiele stuleci swoją duchowością zraszał Zachód.

Natomiast Zachód jest tym, który przyczynił się do europejskiego renesansu i dlatego za słuszną uznać można decyzję Kościoła rzymskokatolickiego ogłaszającą, jako patronów Europy z jednej strony św. Benedykta, zhellenizowanego reformatora monastycyzmu zachodniego, który został uznany za „kamień węgielnego budowania Zjednoczonej Europy”, z drugiej zaś strony dwóch misjonarzy z Tesalonik, św. Cyryla i Metodego, którzy zasiali naukę chrześcijańską w całej Europie, i stali się diakonami i apostołami europejskiej świadomości i tożsamości. Zarówno w Bizancjum jak i na Zachodzie, świat chrześcijański zawsze dążył do stworzenia wspólnego europejskiego państwa, państwa chrześcijańskiego. Dlatego wspomniane zagadnienie zawsze było częścią społecznego nauczania Kościoła.

Za prawdę niektórzy uznają, że Prawosławiu nie udało się wówczas odegrać w pełni swojej roli w zakresie budowania europejskiej świadomości jako wspólnoty narodów, języków i tradycji. Wiemy doskonale, że zarówno przed Schizmą jak również i po, różnice dogmatyczne z Kościołem rzymskokatolickim stały się tego główną przyczyną. Natomiast nie jest prawdą że po Wielkiej Schizmie Kościół prawosławny zupełnie odciął się od Zachodniej Europy. W szkołach aż do XII wieku podstawowymi podręcznikami były książki przetłumaczone z odpowiedników bizantyjskich. Pragnienie znajomości języka greckiego zawsze było wielką wartością na Zachodzie. Ponadto też, wielu prawosławnych wschodnich daskalów literatury i sztuki, aż do upadku Konstantynopola, przybywało na Zachód i przekazywało swoją wiedzę. Jednakże przeszkody były tak duże, że unicestwiły próby udziału hellenizmu i Prawosławia w budowaniu duchowych fundamentów ówczesnej wspólnoty europejskiej.

Nie mogło też prawosławie odegrać w pełni swojej roli w formowaniu zachodniej Europy także ze względu na negatywna propagandę i uprzedzenia zachodniego człowieka, wobec innej kultury. Bo np. z jednej strony zachwycał się tenże zachodni człowiek starożytną cywilizacją grecką, natomiast zupełnie z pogardą odnosił się do Bizancjum. Zresztą zachodnia kultura utożsamiła się z Oświeceniem, które po dzień dzisiejszy odgrywa ogromną rolę, rolę która często prowadzi do sytuacji patowych i kryzysowych. Niedowierzanie i negatywne nastawienie cechowało również i narody północno-wschodniej Europy. Przygody i perypetie Maksyma Greka są tu charakterystyczne. Podczas gdy generalnie uznaje się,  że był to człowiek, który „dla świadomości narodowej Rusi odegrał rolę taką jak dla świadomości niemieckiej Luter”, to jednak poniósł śmierć męczeńską.

Europa - prawosławie

Czym jest jednak Europa dla Kościoła Prawosławnego? Jaka jest rola Kościoła Prawosławnego w Europie? Czy mamy jakąś szczególna misję, czy po prostu powinniśmy istnieć nie wnosząc nic istotnego i pozytywnego?

Dla Kościoła Wspólnota Europejska nie jest jedynie ekonomicznym i politycznym wyrazem współpracy określonych państw, ani jakąś szczególną wspólnotą o gospodarczo-politycznych celach. Jeśli bowiem tylko tym byłaby Europa, wówczas Kościół nie miałby tu do odegrania żadnej roli. Dla Kościoła Europa jest „dziełem, zrodzeniem” chrześcijaństwa, zakładając że zarówno dziedzictwo rzymskie jak i grecka edukacja zostały przejęte przez chrześcijaństwo i to przekazywał Kościół i w średniowieczu a także w czasach późniejszym. Dlatego obrona jedności europejskiej dla Kościoła nie jest aktem politycznym, lecz duchowym obowiązkiem. Stanowi to pewien obowiązek zachowania miejsca i sposobu życia Europy w wymiarze duchowym a nie tylko polityczno-ekonomicznym.

Dla osiągnięcia tego celu nadrzędnym zadaniem jest zachowanie duchowej tożsamości każdego narodu i poszanowanie ich własnych kultur. To zagadnienie nurtuje dzisiaj całe duchowe przywództwo Europy, które z niepokojem obserwuje odrzucanie języków poszczególnych narodów, lekceważenie ich własnej twórczości literackiej, negowanie tradycji narodowych.  W 2000 roku, ówczesny komisarz ds. kultury UE Viviane Reding stwierdziła, iż „Dusza europejska ulegnie katastrofie, gdy prowadzona będzie polityka asymilacji. Naszym obowiązek jest wzmocnić, i propagować i zachować wielokulturowość”.

Obecnie Kościół prawosławny ma podwójną misję do spełnienia: wewnętrzną i zewnętrzną. Wewnątrz powinien podkreślać i umacniać wiarę swoich wiernych w ponadistotne wartości chrześcijaństwa, które stanowią historyczną wartość każdego narodu. Jest to zadanie niezmiernie istotne szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy zaufanie naszych narodów do Kościoła uległo pewnym wahaniom. Jako członkowie wielkiej europejskiej rodziny mamy obowiązek „utwardzania” wiary, nadziei i duchowości; tego, co określa i zachowuje naszą samoświadomość. Jeśli tego typu działania okazały się i w przeszłości działaniami zbawczymi, zatem dzisiaj jest to już czymś więcej niż tylko samym obowiązkiem. Podkreślał to niejednokrotnie sławny historyk Bizancjum Steven Runcimann twierdząc, że „Grecy posiadają dziedzictwo, z którego powinni być dumni.

Bogate dziedzictwo, które nie może być zatracone w ciągle zmieniających się materialnych sytuacjach. W najciemniejszych wiekach historii greckiej, Kościół prawosławny był tym, który pomimo ogromnych trudności, wielu rozczarowań i upokorzenia potrafił zawsze nieść duchowe pocieszenie, zachować tradycje hellenizmu i samego Prawosławia. Moderniści często próbują zakwestionować rolę Kościoła. Jednakże Greccy Ojcowie Kościoła zachowali to, co było piękne w starożytnej myśli greckiej i starożytnym duchu greckim i to przekazali Kościołowi, a Kościół przekazuje po dzień dzisiejszy.

Nacjonalizm może stać się złem. Jednak poczucie tożsamości narodowej nie opartej na szowinizmie, lecz mającej na celu zachowanie wielowiekowej tradycji wartości cywilizacyjnych jest godnym poszanowania”. Kościół nasz powinien tym samym ponaglać starania ewangelizacji swych narodów, narodów będących częścią jednoczącej się Europy, celem podtrzymania w trudnych chwilach - wnosząc pokój i wewnętrzny spokój. Duch Prawosławia jest duchem ciągłej odnowy, duchem mocy i mądrości. Tego właśnie potrzebuje współczesny człowiek, a w szczególności człowiek młody, codziennie uwikłany w społeczną niesprawiedliwość, zniszczenie i grzech.

W kierunku zewnętrznym- wobec Zjednoczonej Europy, Kościół nasz również ma do wykonania odrębne zadania. Pokonując mosty przeszłości historycznej, negatywnych pamięci i uwarunkowań, koniecznością jest zbliżenie się do Europy z troską życia, starając się przekonać, że nie jest tylko zapomnianą, drugorzędną częścią Europy, lecz jest jej bijącym sercem. Pamięć historyczna nie powinna być wymazana w drodze ku wspólnej Europie, ale nie powinna też być elementem zatruwającym w przyszłości stosunki ogólnoludzkie wewnątrz wspólnego Domu, jakim jest Europa. Kościół nie może być jedynie biernym widzem budującego się bytu Europy, lecz wspierać przede wszystkim inne narody europejskie w dążeniach do członkostwa w UE, tak, aby nie dzieliło nas stwierdzenie: „z krajów UE” i tych „spoza UE”. Rolą Kościoła jest popieranie starań mających na celu ochronę polimorfizmu, zwalczenie rasizmu, ksenofobii i przemocy we wszystkich jej formach. Jego obowiązkiem jest prezentowanie nieskazitelnej wiary, przepięknego kultu religijnego, bogatego nauczania patrystycznego, ascetycznego stylu prawosławia, wierności tradycjom, poszanowania stworzenia i wspólnoty międzyludzkiej, poczucia możliwości upadku, ale też metanoi, znaczenia śmierci i nadziei zmartwychwstania.

Nowy 2007 rok stanowi punkt przełomowy w historii Zjednoczonej Europy, punkt zwrotny w historii umiłowanego i bratniego prawosławnego narodu Rumuńskiego i Bułgarskiego. Zakończył się proces ich pełnego wejścia do Wspólnoty, urzeczywistniło się marzenie oraz pragnienie nowego początku progresu i rozwoju obu narodów we współpracy z innymi państwami Unii Europejskiej. Tym samym niewątpliwie głos ortodoksji ze wzmocnioną siłą włączy się w procesy rozwiązywanie różnorodnych problemów europejskiego społeczeństwa, niosąc za sobą posłanie prawosławnej duchowości.

Jakże i dziś znamienne są słowa wypowiedziane przez Jego Świątobliwość patriarchę ekumenicznego Bartłomieja I na II Ekumenicznym Zgromadzeniu Europejskim w Grazu w 1997 r., iż ludzie w Europie powinni szukać nowej drogi pojednania, aby nowa, różnorodna i bogata Europa odzyskała swoje duchowe fundamenty, najpierw jako Europa serc, miłości i solidarności i nie była tylko Europą dążenia do zysku i kalkulacji”.

ks. prof. Marian Bendza

Tekst powyższego artykułu został wygłoszony podczas sympozjum ekumenicznego "Tożsamości duchowej Europy w świetle dialogu ekumenicznego i międzyreligijnego", które odbyło się 17 stycznia 2007 roku w kościele ewangelicko-augsburskim św. Piotra i św. Pawła w Pabianicach.

0 komentarzy



http://www.magazyn.ekumenizm.pl/article.php?story=20070223020133528