Św. Elżbieta (Węgierska) z Turyngii: Z królewny służka nędzarzy

29.12.2006 09:55

Zamieścił: Sophie

Niemieckie Kościoły, rzymskokatolicki i ewangelicki, wspominają od 17 listopada przez cały rok świętą Elżbietę. Obchody zakończą się w listopadzie 2007 roku – w 800-setną rocznicę urodzin tej niezwykłej kobiety. Elżbieta zmarła w wieku 24 lat jednak w tym krótkim czasie zdążyła być węgierską królewną, żoną, matką, księżną Turyngii, niewygodną krewną, a wreszcie siostrą miłosierdzia dla nędzarzy swojego landu.

Naśladowczyni św. Franciszka z Asyżu, którą krewni i możni tego świata docenili – i usiłowali wykorzystać jej świętość – już po śmierci. Będąc córką króla węgierskiego Andrzeja II została zaręczona, a następnie poślubiona landgrafowi Turyngii Ludwikowi IV.

Kiedy Ludwik przebywał w obozie krzyżowców cesarza Fryderyka II Hohenstaufa w południowych Włoszech – pozyskany zresztą do tej misji przez Hermana von Salza, wielkiego mistrza krzyżaków, obietnicą pokaźnej sumy pieniędzy i dziedzicznego prawa do ziemi miśnieńskiej – padł ofiarą zarazy. Elżbieta próbowała na miarę swoich sił wspierać krucjatę. Jeszcze będąc mężatką miała ślubować, że w razie owdowienia nigdy więcej nie wyjdzie za mąż i będzie przestrzegała postu. Po śmierci męża postanowiła nie tylko dotrzymać ślubu, ale i zerwać z przepychem arystokratycznego dworu poprzez pomoc biednym i umartwienia.

Jej duchowym przewodnikiem został charyzmatyczny asceta i późniejszy osławiony inkwizytor – Konrad z Marburga. Mimo, że Konrad przeszedł do historii jako nadużywający władzy inkwizytor, który oskarżał o herezję kierując się swoimi fantasmagoriami przejawiał też inne oblicze – człowieka, który nakazy Ewangelii chciał wcielać w życie bez żadnego pobłażania. I tak zakazał on Elżbiecie korzystania z dochodów pobieranych z niesprawiedliwych danin. Religijna postawa Elżbiety nie zrobiła wrażenia na jej arystokratycznej rodzinie, która wstrzymała przyszłej świętej nawet wypłatę należności po zmarłym mężu. Z perspektywy arystokratycznego rodu landgrafini oszalała próbując roztrwonić majątek, czyli przekazać go biednym.

Wobec wrogiej postawy rodziny Elżbieta uciekła z Wartburga do blisko położonego Eisenach poszukując miejsca, gdzie by mogła realizować swoje powołanie. Zanim to jednak nastąpiło przyszła kolejna próba w postaci uwięzienia przez wuja – biskupa Bambergu, który chciał ją wydać ponownie za mąż – i kolejna ucieczka, do której okazją była uroczystość pogrzebu męża w grobie rodzinnym. W końcu Elżbieta dopięła swego. Krewni oddali jej część majątku po zmarłym mężu: pieniądze i posiadłość ziemską położoną na północ od Marburga. Tam więc mogła założyć szpital i w towarzystwie dwóch dam dworu została siostrą miłosierdzia. Szpital marburski został poświęcony niedawno (w 1228 roku) kanonizowanemu Franciszkowi z Asyżu, co jasno wskazuje, jaki ideał przyświecał królewskiej córce.

Zwierzchnikiem szpitala został Konrad z Marburga. Budowa szpitala pochłonęła większość pieniędzy Elżbiety – część już wcześniej rozdała ubogim. Wierne dotychczas towarzyszki zaczęły się martwić o przyszłość przedsięwzięcia. Na utrzymanie szpitala potrzeba było pieniędzy, a w razie śmierci fundatorki istniała groźba, że rodzina zlikwiduje to dzieło. Elżbieta próbowała więc zabezpieczyć przyszłość szpitala poprzez przekazanie kontynuacji rozpoczętego zadania joannitom. Zmarła jednak trzy lata po tym, jak osiadła w Marburgu. Przekazanie szpitala joannitom nie wchodziło w grę z punktu widzenia interesów landgrafów turyngijskich. Ponieważ jednak zaraz po śmierci Elżbiety do jej grobu zaczęły ciągnąć rzesze chorych i nędzarzy powszechnie uznających swoją opiekunkę za świętą szpitala nie można już było zlikwidować. 

Szwagier Elżbiety – landgraf Konrad – niecałe trzy lata po śmierci bratowej udał się do Rzymu, by przeprowadzić pertraktacje z papieżem Grzegorzem IX, cesarzem Fryderykiem II i wielkim mistrzem zakonu Krzyżaków Hermanem von Salza. W rezultacie dzieło Elżbiety przeszło na własność zakonu Krzyżackiego, którego szeregi zasilił też jej szwagier wraz z grupą turyngijskich arystokratów. Należy wątpić czy Elżbieta byłaby zadowolona z tego rozwiązania. Jej ojciec miał z Krzyżakami złe doświadczenia.  Podarował im ziemię Borsa w Siedmiogrodzie na granicy węgierskiej, by strzegli Węgier przed pogańskimi Połowcami. Kiedy jednak zakon – swoim zwyczajem – próbował przejąć teren król Andrzej w 1225 roku przy przepędził ich z Siedmiogrodu.

Wreszcie też w niedzielę Zielonych Świąt AD 1235 sama Elżbieta została wyniesiona na ołtarze. O kanonizację – bezskutecznie – już wcześniej zabiegał przewodnik duchowy Elżbiety, Konrad z Marburga. Zanim jednak doczekał kanonizacji podopiecznej mianowany inkwizytorem zginął w 1233 roku zabity przez arystokratów niemieckich, gdy wśród niej zaczął tropić heretyków.

Kanonizacji sprzeciwiał się też biskup Moguncji – polityczny przeciwnik panów turyngijskich. Dopiero poparcie papieża, cesarza i Hermana von Salzy umożliwiło wyniesienie na ołtarze. Koszty uroczystości kanonizacyjnej (niemałe) pokrył w całości Zakon Krzyżacki. Krewni Elżbiety postanowili nie tylko ocalić i rozbudować jej dzieło.

Elżbieta – opiekunka ubogich – po śmierci wykorzystywana do jak najbardziej ziemskich celów m.in. przez cesarza Fryderyka II – władcę, na którym nie raz ciążyła kara ekskomuniki i który z przekonania był ateistą. 1 maja 1236 w Marburgu odbyła się uroczystość konsekrowania nowej świętej, w tym złożenia relikwi na ołtarzu kościoła w Marburgu. Cesarz z egzotycznym, wschodnim orszakiem – już po rozprawie ze zbuntowanym synem Henrykiem – podarował świętej, czyli złożył do skarbca kościoła, swoją koronę i złoty puchar. Marburg miał stać się centrum zakonu krzyżackiego. Liczni pielgrzymi, okoliczna szlachta i landgrafowie turyngijscy przyczynili się do szybkiego wzbogacenia skromnego dzieła. Imponująco szybko powstał w Marburgu kościół pod wezwaniem nowej świętej – jeden z najwcześniejszych w Niemczech kościołów gotyckich.

Po śmierci wielkiego mistrza Konrada z Turyngii, szwagra Elżbiety i wreszcie śmierci samego cesarza Marburg stracił dla Krzyżaków na znaczeniu. A i sama Elżbieta – do której kanonizacji zakon walnie się przyczynił – nie stała się czołową świętą Zakonu. Przegrał też swoją partię cesarz Fryderyk II, a ród Hohenstaufenów wymarł. Ileś wieków później i zakon Krzyżacki odszedł w niesławie. Prawdziwa świętość – nabyta poprzez wierność Ewangelii – przemawia do nas mimo upływu wieków.

Dorota Walencik

0 komentarzy



http://www.magazyn.ekumenizm.pl/article.php?story=20061229095541768