Kościół żyje - refleksje po Pięćdziesiątnicy

18.05.2005 02:22

Zamieścił: Dario

Gdy w latach 60-tych minionego stulecia po Europie szalała lewicowa rewolucja, a na wielu, zachodnich fakultetach teologicznych ogłaszano szokujące "fakty" z życia Jezusa, badacze kultury i filozofowie prorokowali rychły koniec chrześcijaństwa. Nieomylnie wieszczono, że chrześcijanie zejdą do katakumb, tudzież wiejskich aglomeracji, a kościoły hurtem przerabiane będą na dyskoteki lub centra handlowe. Nie da się ukryć, że chrześcijaństwo w Europie ma się źle. Niektórzy sądzą nawet, że bagaż już jest dawno spakowany i pasażer czeka tylko na dogodny pociąg ekspresowy relacji chrześcijańska Europa – było sobie kiedyś chrześcijaństwo. Osoby "życzliwe" chrześcijaństwu zdradzają komiczną wręcz nerwowość, która udziela się również samozwańczym obrońcom prawowierności. Tupią nóżkami i końca wytupać nie mogą – czyżby spisek Ducha Świętego?

We wczorajszym wydaniu Süddeutsche Zeitung (SZ) ukazał się felieton Martina Urbana zatytułowany "O myśleniu i wierze" (Vom Denken und Glauben). Autor przekonuje, że do osiągnięć XX wieku należy przekonanie, że nie istnieją prawdy absolutne, które w sposób obiektywny i szczegółowy opisywałyby zróżnicowaną rzeczywistość, w której żyjemy. Odkryciem XXI wieku jest według Urbana wiedza, która mówi nam, że to nasz mózg opowiada nam historyjki, które wypełniają luki naszej pamięci. Bez tych bajek życie stałoby się nieznośne, ponieważ nie istniałaby motywacja do czynienia świata lepszym. Wszystko kręci się wokół głowy, ponieważ, jak przekonuje Martin Urban: "Głową nie tylko myślimy, lecz także wierzymy."

Felietonista SZ należy do tej grupy Niemców, którzy najprawdopodobniej poczuli się osobiście dotknięci wyborem kardynała Josepha Ratzingera na papieża. Urban przypomina kazanie z mszy wotywnej, kiedy kardynał Ratzinger piętnował dyktaturę relatywizmu oraz brak wiary w nauczanie Kościoła. Podkreśla, że naukowcom z różnych dziedzin udało się wypracować alternatywny urząd nauczycielski, który uosabia wszystko to, co Benedykt XVI nazywa niezmienną prawdą lub autorytetem wiary. Wszystko to, co przejawia absolutną pewność jest dla Urbana ucieczką w inne światy, ideologie z jasnymi regułami, które nazwane są później (uwaga, uwaga!) fundamentalizmem, czyli "archaicznym Hadesem, który zwycięża w naszych głowach nad duchem." O jakiego ducha chodzi? Kto zostaje pokonany i dlaczego? Czym jest właściwie fundamentalizm dla pana Urbana?

Na odpowiedź nie trzeba długo czekać: fundamentalizm to wiara w prawdę, która zapisana jest w świętych Pismach, nie podlegających rewizji. W dalszej części Urban skarży się na zniewolenie nauki, przytacza słuszne przykłady z wybrykami amerykańskich i islamskich fundamentalistów aż wreszcie proponuje iście oświeceniowe wyjście z niewoli dziecięcej ignorancji: to oczywiście smutne, że gdy dziecko dorasta przestaje wierzyć w św. Mikołaja, zajączka wielkanocnego, czy też traci wiarę w Boga, ale są to przecież etapy dorastania, które odnieść można także do całego społeczeństwa. Urban przytacza w tekście kilka innych zdarzeń, przekonuje, że ofiarnicze rozumienie śmierci Jezusa jest już przeżytkiem i powołuje się przy tym na zdanie teologów, sugerując, że tak naprawdę oni sami już w to nie wierzą. Pozostaje zatem zapytać: jeśli według autora nie istnieją prawdy absolutne i wiara chrześcijańska jest już jedną nogą w grobie bez nadziei na zmartwychwstanie, to skąd ta nerwowość?

Martin Urban nie jest pierwszym felietonistą w i poza Niemcami, który dziwi się, że chrześcijanie mają czelność podnosić głos i mówić o absolutnej prawdzie. Sprawia przy tym wrażenie, jakby prawdę utożsamiał z kajdanami totalitarnego systemu, który zabrania jakiejkolwiek refleksji poza wytyczonymi torami oficjalnej ideologii. Martin Urban piętnuje fundametalistyczną propagandę wroga, stwarzając fałszywy obraz, jakoby skrajne ruchy w chrześcijaństwie były dominujące i to właśnie one decydowały o jego istocie.

Nie każdy chrześcijanin musi być gorącym zwolennikiem urzędu nauczycielskiego. Warto przypomnieć, że w łonie teologii rzymskokatolickiej istnieje niezwykle zróżnicowane rozumienie tego, czym ten urząd jest i kiedy się przejawia, a także w jakim stopniu. Żale Urbana, a także wielu innych obserwatorów kultury i religii, dotyczą jednak czegoś innego, a mianowicie żądania wobec wspólnoty wiary, z którą sami nie wiele chcą mieć wspólnego. Zapominają, że Europa, w której żyjemy, łącznie z namiętnie celebrowanym oświeceniem, jest kulturowym tworem Ewangelii, akomodującej się w zmiennych uwarunkowaniach historycznych, a nie dziełem nieznanej nikomu grupki humanistów.

Nie chodzi zatem o kolejną krytykę urzędu nauczycielskiego Kościoła Rzymskiego, do której nie jeden katolik chciałby dołączyć, ale o żądanie zaadresowane do wszystkich chrześcijan, aby ci wyrzekli się wiary, a przynajmniej nie brali jej tak na serio: chcecie być elementem twórczym i przydatnym dla współczesnej kultury, to stańcie w jednym rzędzie z waszym krzyżem obok znachorów i bulwarowych poradników o samospełnieniu; innymi słowy: nie ważcie się mówić tego, co od dwóch tysięcy lat jest siłą napędową Europy, by nie gorszyć nowego bóstwa, któremu na imię dowolność, tudzież "Tolerancja." Przestańcie być sobą, a stańcie się zwolennikami jezusologii o ezoterycznym posmaku? Spuście głowy w fałszywej pokorze przed zakamarkami rzeczy nie poznanych i drepczcie w jednym miejscu, mając nadzieję, że przyjdzie kolejne oświecenie? Czy tak dobrze? 

Pluralizm wpisany jest w istotę chrześcijaństwa. Chrześcijanie różnie interpretują Pismo Święte, różnie oddają Bogu cześć, a także zdumiewająco różnie do Niego podchodzą, czasem, jak do troskliwego Ojca, a czasem jak do kochającej Matki. Kościół Jezusa Chrystusa od wieków żyje pięknem różnorodności, która trwa jedynie dzięki temu, że wyznawcy tegoż Chrystusa, chrześcijanie wszystkich czasów, łączą się we wspólnej wierze (zaufaniu) i nadziei. Nie zmienią tego przedwczesne mowy pogrzebowe, ani też zniechęcenie pojedynczych chrześcijan. Duch Święty działa wbrew wszystkim (spiskuje, jak kto woli); działa w ukryciu (taki już jego urok), jednak tego, co stwarza nie sposób nie zauważyć: Kościół żyje..!

Dariusz Bruncz

0 komentarzy



http://www.magazyn.ekumenizm.pl/article.php?story=20050518022203764