O eutanazji polemicznie

08.11.2003 18:48

Zamieścił: tomo

Trudno zgodzić mi się z tym, co napisał Rafał Halik na temat problematyczności eutanazji. Trudno, i to nie dlatego, że nie zgadzam się z całością jego rozważań, ale dlatego, że mam nieodparte wrażenie, że chaos pojęciowy wprowadzany przez autora ma jeden cel - usprawiedliwienie jakiejś formy eutanazji (mam nadzieję, że jest to wrażenie fałszywe). Z drugiej jednak strony - i tu trudno się z p. Halikiem nie zgodzić - ta sfera wyborów moralnych jest niezwykle trudna do jednoznacznego rozstrzygnięcia.

 

Kilka uściśleń

Rozpoczynam od jasnego określenia, co jest, a co nie jest - w literaturze etycznej i bioetycznej - określane mianem "eutanazja". Termin ten, jak wskazuje Helga Kuhse (celowo odwołuje się do autorki laickiej, aby uniknąć zarzutu religijnego zaangażowania uwag), pochodzi od dwóch greckich słów "eu" i "thanatos" i oznacza dosłownie dobrą śmierć. "Obecnie przez eutanazją najczęściej rozumie się  doprowadzenie do dobrej śmierci - "zabójstwo z litości", gdzie osoba A kończy życie osoby B ze względu na dobro osoby B. Takie rozumienie eutanazji podkreśla dwie istotne cechy tego rodzaju aktów. Po pierwsze zakłada rozmyślne pozbawienie życia innego człowieka; po drugie - odbiera mu się je ze względu na dobro osoby, która prosi, zazwyczaj dlatego, że cierpi ona na nieuleczalną lub śmiertelną chorobę"[1]  - podkreśla Kuhse.

Pomijam tu dwuznaczność i dyskusyjność określenia "ze względu na dobro osoby", bo nie jest to w tej chwili istotne dla naszych rozważań. Znacznie ważniejsze jest to, że definicja ta jasno wskazuje, co eutanazją jest, a co nią już, w sensie ścisłym, nie jest. Eutanazją byłoby więc wyłącznie działanie (gdzie działaniem jest również celowy i świadomy jego brak - zmierzający do zakończenia czyjegoś życia) lekarza (choć niekoniecznie, bo również personelu medycznego czy rodziny) zmierzające do odebrania życia pacjentowi ze względu na jakoś pojęte jego dobro! Tym, co konstytuuje istotę eutanazji jest więc ich "śmiercionosprawcza wewnętrzna celowość[2] - wyjaśnia ks. Tadeusz Ślipko SJ.

Taka definicja obejmowałaby zarówno eutanazję czynną, jak i bierną (choć tu granice nie zawsze są i muszą być ostre) oraz dobrowolną i niedobrowolną. Zdecydowanie nie wchodziłyby w jej zakres jednak czynności - zaliczane przez p. Halika do czynności eutanazyjnych, czyli zaprzestanie uporczywego podtrzymywania życia czy stosowanie środków znieczulających mogących skrócić życie pacjenta.

Między bierną eutanazją a uproczywym podtrzymywaniem życia

Takie postawienie sprawy umożliwia odróżnienie eutanazji od przerwania uporczywej terapii, która eutanazją nie jest. Deklaracja o eutanazji "Iura et bona" jasno wskazuje, że od dawna zarówno Kościół, jak i etycy jasno wskazywali, że nie ma obowiązku stosowania w leczeniu czy ratowaniu życia tzw. "środków nadzwyczajnych". Co to oznacza w lekarskiej praktyce? "Gdy zagraża śmierć, której w żaden sposób nie da się uniknąć przez zastosowania dostępnych środków, wolno w sumieniu podjąć zamiar nie korzystania z leczenia, które może przynieść tylko niepewne i bolesne przedłużenie życia, nie przerywając jednak zwyczajnej opieki, jaka w tych wypadkach należy się choremu" [3]. Podobnie sprawę ujmuje Jan Paweł II w encyklice "Evangelium Vitae" czy Katechizm Kościoła Katolickiego.

Nie jest oczywiście łatwo przełożyć te teoretyczne ustalenia na język lekarskiej czy szpitalnej praktyki. Konkretne decyzje muszą być podejmowane po dokładnej ocenie sytuacji i muszą "być adekwatne do realnej sytuacji chorego[4], co oznacza, że czasem pozornie taka sama decyzja nosi zupełnie inny moralny charakter.

Jedno pozostaje jednak pewne - nie można porównać ze sobą moralnie zaprzestania uporczywej terapii w przypadku osoby o zniszczonym mózgu i dziecka Baby Doe, o którym w swojej książce pisze Peter Singer [5]. Urodziło się ono z zespołem Downa i nieprawidłowo zbudowanym przełykiem, który uniemożliwiał mu odżywianie. Normalną, standardową procedurą medyczną jest w takiej sytuacji udrożnienie przełyku. Jednak lekarz i rodzice postanowili, że dziecko, jako że nie spełnia standardów "jakości życia", jakie stawiają mu rodzice, nie będzie leczone, ale pozwoli mu się (zaprzestając leczenia i standardowej operacji) umrzeć z głodu. Zgodził się z tym sędzia hrabstwa, w którym znajdował się szpital. Decyzję podtrzymał Sąd Najwyższy Stanu Indiana. Wiceprokurator hrabstwa Monroe poleciał do Waszyngtonu, by odwoływać się od tej decyzji do Sądu Najwyższego USA. Jednak zanim zdołano podjąć jakiekolwiek decyzje - dziecko zmarło z głodu (należy dodać, że z przyczyn humanitarnych, zdecydowano się podawać dziecku środki znieczulające).

Czy w tym przypadku można mówić o zaprzestaniu kuracji? Oczywiście nie! To było zwykłe, ordynarne morderstwo (eutanazja, zaś jest właśnie morderstwem), popełnione przez rodziców i lekarzy na niewinnym dziecku, w imię czegoś, co określa się "jakością życia" (termin ten nota bene pada też w tekście Rafała Halika). Celem bowiem działań nie było ulżenie dziecku, ale jego fizyczna likwidacja.

Oczywiście w przeważającej części przypadków sytuacje i wybory stające przed lekarzami są o wiele trudniejsze. Jednak norma etyczna pozostaje jasna i nie można jej rozmywać.

Znieczulanie to nie zabijanie

Dalej odwołuje się Rafał Halik - do przykładu stosowania lekarstw znieczulających, które prowadzić mogą do skrócenia życia, sugerując, że na taką formę eutanazji go dziś się Kościół Rzymskokatolicki. I niestety znowu mamy tu do czynienia z nieścisłością pojęciową. Otóż - rzeczywiście dokumenty kościelne dopuszczają możliwość zastosowania środków znieczulających, a nawet pozbawiających chorego części czy całości świadomości, nawet o ile może to doprowadzić do wcześniejszej śmierci. Istotny jest jednak cel, telos owego działania. Nie jest nim zabicie (jak w podawanym przez p. Halika przykładzie), ale polepszenie stanu chorego, a dokładniej przyniesienie mu ulgi. Podowanie środków znieczulających jest moralnie dopuszczalne tylko o ile "nie pragnie się śmierci i nie dąży do niej, choć z uzasadnionych przyczyn dopuszcza się ryzyko śmierci: pragnie się jedynie skutecznie złagodzić ból" [6]. Etycznie uzupełnia te rozważania ks. Ślipko wskazując, że środki znieczulające nie są w tym wypadku właściwą przyczyną śmierci. "Wpływają one jedynie ubocznie na przyspieszenie terminu zgonu[7] - podkreśla etyk.

Takie podejście do sprawy jasno wykazuje, że nieprawdziwe jest jedno z ostatnich zdań napisanych przez autora tekstu, z którym polemizuje. "Częste świadome przedawkowanie środków uśmierzających ból jest formą eutanazji, która jest zaaprobowana powszechnie, nawet przez instytucje KRK" - twierdzi p. Halik. To jest zaś już jawne nadużycie norm moralnych prezentowanych przez Kościół rzymskokatolicki. Moralnie dopuszczalne jest podawanie środków znieczulających, ale nie ich przedawkowanie w intencji spowodowania śmierci. To jest już bowiem nie terapia a eutanazja, a na nią Kościół się nie godzi.

Podsumowanie

I na zakończenie jedna uwaga. Kwestia końca życia i związanych z tym wyzwań moralnych jest na tyle skomplikowana, że nie należy jej dodatkowo utrudniać niejasnością i nieadekwatnością sformułowań. Tym bardziej, że często (mam nadzieję, że tak nie jest w tym wypadku) owa niejasność ma jeden cel: takie rozmycie jasnych norm moralnych, by w definicyjnych rozgrywkach zniknęła moralna niegodziwość zabójstwa. Gdy bowiem nie wiadomo dokładnie, czym jest eutanazja, można próbować usprawiedliwiać zabójstwo, wskazując na zezwolenie na odstąpienie od uporczywej terapii czy na zgodę na podawanie środków znieczulających. Wskazanie jednak na cel danej czynności uświadamia, że są to ujęcia nieprawdziwe. A jeśli się o tym świadomie zapomina, to jest to działanie moralnie niegodziwe.

Magazyn SR:

Przypisy:

[1] H. Kuhse, Eutanazja, w: Przewodnik po Etyce, red. P. Singer, Warszawa 1998, s. 337.

[2] T. Ślipko, Granice życia, Kraków 1994, s. 256.

[3] Deklaracja Kongregacji Nauki Wiary o Eutanazji „Iura et bona”, par. 4.

[4] Evangelium Vitae, 65.

[5] P. Singer, O życiu i śmierci. Upadek etyki tradycyjnej, tłum. A. Alichniewicz, A. Szczęsna, Warszawa 1997, s. 120-122.

[6] EV, 65.

[7] T. Ślipko, dz.cyt., s. 260.

1 komentarzy



http://www.magazyn.ekumenizm.pl/article.php?story=20031108184811166